Zużyte czy nie, pozbywam się #9 2019

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.
Piątek, piąteczek, piątunio … kolejny intensywny tydzień za mną mam nadzieję, dużo się działo i już czekam na ten piątkowy wieczór. Oby tylko pogoda dopisała, żebym mogła się przewietrzyć, bo siedzenia przy kompie już mam przesyt.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.



Madara – SOS Hydra – Maseczka nawilżająco rozświetlająca

Dostałam ją od Ani z bloga Co kręci Anulę, która rozpisała się szerzej na jej temat. Bardzo byłam jej ciekawa, ale moje doświadczenia z ich produktami w miniaturach i próbkach niestety nie zachęcały. Nie zrobiła mi krzywdy, nawet moim wrażliwym oczom. Ale praktycznie nic nie robi, ani nałożony cienką warstwą, ani grubą, ani na pół godziny, ani na noc. W sumie chyba skóra pod oczami reagowała na nią choć trochę. Nawet wspomagałam się tonikiem i dodatkowo ją wmasowywałam, czego zazwyczaj nie robię. Ale nie było tu nic, co by sprawiło, że miałabym ochotę na więcej.
Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.

G-Synergie – Keratin Intensive Moisture Shampoo – Szampon intensywnie nawilżający do włosów

Całkiem przyjemny szampon. Dobrze się pieni, włosy są po nim gładkie, lśniące, nie obciążone, nie splątane jakoś szczególnie. Niewiele go trzeb, więc jest wydajny. Zapach to nie moja bajka, ale mi nie przeszkadzał jakoś szczególnie. Niestety nie dogaduje się z moją wrażliwą skórą głowy. Więc mimo, że włosy go lubią to moja skóra głowy nie akceptuje go tak mocno, że musiałam go odstawić. A ponieważ robiłam to kilka razy, żeby sprawdzić, czy to on jest winowajcą, niestety już to potwierdziłam. Ale go nie wyrzucam, bo ma potencjał, więc leci do mojej mamy, która problemów ze skórą głowy raczej nie ma.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.



Ecolab – Karite SPA – Zrównoważony balsam dla włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach

Wszystko w niej było fajne, wszystko mi odpowiadało, gdyby nie to, że nie podołała sianu, które robił z moich włosów szampon chlebowy. Ale moja obecnie ulubiona odżywka do włosów też poległa. Więc widzę tu dla niego potencjał, będę chciała dać szansę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.



Palmolive – Magic Softness – Pianka do mycia rąk


Kupuję i zużywam, zresztą wszyscy domownicy chętnie po nią sięgają, kupuję ponownie. Obecnie jest to jeden z obowiązkowych zakupów w Rossmannie, póki co nie widzę, żeby coś w tym temacie miało się zmienić. Ostatnio mam wrażenie, że nawet umilacze kąpieli tak często, jak ona nie pojawiają się w denkach. Choć wolimy wersję różową.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.



Noble Health – Misie na zdrowe włosy


To już moje 2 opakowanie. W sumie to dziwne pokazywać suplement diety w denku kosmetycznym, ale jakiś czas temu zrobił sporo szumu. Skusiłam się i ja jako, że okres jesienny zawsze wpływa źle na włosy, każda pomoc jest potrzebna. Działają, tak po prostu i to używane tylko raz dziennie, choć nie powiem, żebym czasami o nich nie zapomniała. Mąż też je podjadał i co nieco mu się pojawiło tam, gdzie już dawno nic nie było. Co więcej, o ile na początku smak mi trochę przeszkadzał, to z czasem polubiłam tą odrobinę goryczki. W tym czasie praktycznie nie używałam innych preparatów zewnętrznych wspomagających wzrost włosa, a zagęszczenie, jak na moje standardy, jest więcej, niż widoczne. Bardzo chętnie znowu do nich wrócę.




Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.



Maski w płacie – A’pieu, Balea, G9Skin, Kocostar


Więc jak wypadły te maski w płacie? A’pieu mnie zapycha i już nie mam ochoty na powtórkę. Balea pozytywnie mnie zaskoczyła, jak na ich maski, ale ciągle te z azjatyckiego rynku są lepsze. G9Skin jest fantastyczna, zamówiłam kolejne, żeby sprawdzić, czy to nie był przypadek. Kocostar już sama ich forma, plasterków kiwi, mi nie pasowała, wybiórcze traktowanie partii skóry, u mnie się nie sprawdza. Na dziś polecam G9Skin – Milk Bomb Mask – Chocolate.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.


Pharma Bio Laboratory – Sól do kąpieli – Przeciw przeziębieniu


Bardzo fajna sól do kąpieli. Zapach jest intensywny, ale głowa mnie po niej nie boli. Niedroga. Sprawia, że skóra jest momentalnie bardziej miękka i jakby dodatkowo zabezpieczona, choć nie pozostawia powłoczki, ale nie jest tępa pod palcami, jak to się zdarza po innych. Ostatnio to mój ulubieniec, jeśli chodzi o działanie i cenę. A ten zapach szczególnie mnie urzeka.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.


Nacomi – Krem arganowy pod oczy z olejem z pestek winogron


Lekko nawilża i odżywia, mocno natłuszcza i otula skórę. Moja odwodniona skóra momentalnie czuje ulgę po jego nałożeniu i jest bardzo komfortowa. Jednak samodzielnie jest dla mnie za słaby, więc występuje w mojej pielęgnacji, jako jeden z kilku i wtedy jest ok. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Zużyję go do końca, ale już wracać do niego raczej nie będę. Może to moja skóra w ciągu 2 lat się zmieniła, może moje wymagania wzrosły, ale już nie robi na mnie tak pozytywnego wrażenia, jak kiedyś.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.


Bandi – Medical Anti Dry – Krem-maska pod oczy nawilżająco-naprawcza


Niestety nie robi nic, albo niewiele. To, że nie szkodzi zawsze jest plusem. Traktuję go jako krem na noc lub maskę, którą zmyłam raz, ale efektu nie zauważyłam, więc już tego nie powtórzyłam, bo szkoda mi produktu. Tak więc już od miesięcy nakładam go cieńszą i grubszą warstwą, samodzielnie, na serum, olejek, czy lżejszy krem. Pod coś nie ma sensu, bo zastyga i tworzy odczuwalną warstwę, choć nie mogę napisać, że jest szczególnie niekomfortowa, bo tylko momentami zwraca moją uwagę, ale tylko, że jest. Czasami jak zbyt intensywnie oczyszczałam skórę szczoteczką soniczną, za blisko oczu to na granicy czułam szczypanie, ale to kwestia rozdrażnionej skóry, z którą następnego dnia już problemu nie miałam. Natomiast niezależnie od kombinacji, nie zauważyłam większego jej działania. Stan skóry mi się nie pogorszył podczas jej używania, co jest na plus, więc suchość nie powiększyła się odczuwalnie czy zauważalnie. Ale nie wpływa na wiotkość, cienie, nie daje wystarczającego nawilżenia, czy odżywienia. Nie poprawia elastyczności, nie rozświetla. Mogłabym powiedzieć, że wygładza, ale takie wrażenie robi tylko jak jest na skórze. Pokładałam w nim wielkie nadzieje, a nie robi nic. Nawet pojemność jest minusem, bo nie wiem kiedy uda mi się go skończyć. Próbowałam ją zużyć, ale moja mama posiadaczka typowo suchej skóry go lubi, więc poleciał do niej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.

Bioline – Bio hydrolat – Geranium Bourbon

Wszystko mi w nim pasowało, no dobra zapach był nieszczególny, ale chyba i w tym temacie już się wyrabiam, jeśli chodzi o naturalne produkty. Atomizer rozpyla cudną mgiełkę. Świetnie tonizował skórę po każdym myciu. Nie robił mi nic złego, nawet moje wrażliwe oczy nie protestowały. Zużyłam go ekspresowo, choć raczej nie mogę tego zwalić na wydajność, a na moje nadużywanie produktu. Kolejny, choć w innej wersji już u siebie mam.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.

Tony Moly – Kiss Kiss – Lovely Lip Patch

Duży, różowy, żelowy płat, pachnie sztuczną wiśnią, lekko mrowi, ciut chłodzi i to mniej więcej tyle co robi. Nawet nie nawilża. Widziałam tego typu maski, ale jak wszystkie działają tak samo, to chyba tylko za gadżet do selfie służą. Jeśli chodzi o pielęgnację to zupełnie nic nie robi. Na szczęście choć mnie nic nie zapchało po nim. Bubel.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli kilka słów o produktach, które ostatnio zużyłam lub których się pozbywam.



Gessie – Gąbka do demakijażu z węglem aktywnym

Pierwszą dostałam ją od Ani z bloga Co kręci Anulę, dorwała je na Aliexpress. Po zmoczeniu jest super mięciutka, idealnie radzi sobie ze zmywaniem maseczek. Muszę przyznać, że przez większość czasu, od pierwszego użycia, nie sięgałam po swoje ulubione gąbeczki konjac. Zamówiłam taki zapas, że na rok mi ich starczy i powoli je zużywam. Jak jesteście ich ciekawe to widziałam, że coraz więcej zaprzyjaźnionych blogerek je sprawdza i … sobie chwali. 

Follow my blog with Bloglovin