Zużyte czy nie, pozbywam się #9 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.
Piątek, piąteczek, piątunio … zima, zima, zima, pada, pada śnieg … -11 plus wiatr, chyba już zapomniałam jakie są uroki zimy, ale przynajmniej jasno jest i pod nogami skrzypi. Lubię zimę, zwłaszcza jak wygląda jak zima, ale chyba jednak bardziej ją lubiłam będąc dzieckiem. Choć bałwan na balkonie cieszy niezależnie od wieku. Jak u Was było w ostatnim czasie? Lubicie prawdziwą zimę?



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Vianek – Ujędrniająca maeczka na twarz, szyję i dekolt

Przyjemna kremowa maska na twarz, nie zrobiła mi nic złego. Rzeczywiście skóra była delikatnie ujędrniona, nawilżona i odżywiona. Chętnie wrócę do niej ponownie. Choć nie mogę powiedzieć, żeby był to efekt wow, ale jednak odczuwalny.

Vianek – Przeciwzmarszkowy krem pod oczy

Poprawny, ale niczym mnie nie zachwycił, ich odżywczy krem pod oczy ciągle robi na mnie większe wrażenie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yunifang – Maska pod oczy

2 cieniutkie płatki, które są tak duże, że przecinam je na połowę i mam na 2 aplikacje. Fajnie nawilżają i odświeżają skórę pod oczami. Nie robią mi nic złego. Ale to moje pierwsze spotkanie z nimi, na szczęście mam ich sporo, więc niedługo będę mogła napisać coś więcej.

Schaebens – Maseczka pielęgnacyjna okolicy oczu i ust

Pewnie pamiętacie, jak się żaliłam na stan mojej skóry pod oczami po kremie Lancome. I na te moje żale Kaśka z bloga Sklerotyczka podrzuciła mi tą maskę w kremie. Fajny pomysł z saszetką dzieloną na części, dzięki czemu nic się z maseczką nie dzieje. Gęsta, kremowa, takie maleństwo starczyło mi na 2 razy, nakładając grubą warstwę. Nie zrobiła nic złego moim wrażliwym oczom. A dała ulgę i odżywienie. Może nie jest to efekt wow, ale zadowalający, jak dobry krem na noc. Bardzo chętnie zaopatrzę się w jej większą ilość, żeby móc po nią sięgać regularnie.

Avebio – Anti blemish pineapple bio cream

Odlewkę dostałam od Ani z bloga Co kręci Anulę. Mam ją od dawna, stała na wierzchu, ale jakoś nie mogłam się zmotywować do używania. Jakoś te kwasy owocowe, ten łagodny, ale nie zmywalny peeling, sprawiały, że miałam cykora. Nie wiem zupełnie czemu, przecież używam dużo silniejszych produktów. Nic złego mi nie zrobił. Skóra była fajnie oczyszczona, rzeczywiście ciut gładsza, nawilżona i odżywiona, po prostu w dobrej formie. Ale jakoś mnie nie zachwycił, może to nie ta pora roku. Bo teraz mam ochotę tylko na treściwe kremy na noc. Ale jak już śnieg stopnieje i zrobi się cieplej, chyba jednak się na niego skuszę, coś jednak w sobie ma, co sprawia, że mam ochotę dać mu jeszcze szansę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Treaclemoon – Warm cinnamon nights – Sól do kąpieli

Przyjemny, na szczęście delikatnie tylko cynamonowy zapach, choć ogólnie raczej intensywnie pachnąca na początku mieszanka, ale nie na tyle, żeby mnie zatykało lub głowa bolała. Jak trafię, kupię większą ilość w różnych wersjach zapachowych. Tą dostałam od Kaśki z bloga Sklerotyczka, tak samo jak kolejną.

Kneipp – Kryształki do kąpieli – Radosna chwila relaksu

Bardzo przyjemna mieszanka, barwiąca wodę, o intensywnym, ale nie przesadzonym zapachu. Bardzo chętnie do niej wrócę i sięgnę po inne wersje zapachowe. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Purederm – Bąbelkująca czarna maska z pyłem wulkanicznym

Dostałam ją od Kaśki z bloga Sklerotyczka. Jeszcze tego typu maseczki nie miałam, a po tej firmy maskę już raczej bym nie sięgnęła, bo skojarzenia z nimi mam raczej słabe, ale … Nie zrobiła mi nic złego. Widok mojej twarzy przed, w trakcie i po, ubawił wszystkich domowników, łącznie ze mną. Delikatne pykanie bąbelków sprawiało dziwne, ale nie nieprzyjemne wrażenie. Skóra po nie była rozdrażniona, a wręcz fajnie nawilżona i oczyszczona. Choć oczyszczenie nosa nie było idealne, ale nie mam za bardzo do czego się czepiać. Przyjemna, ale raczej do niej nie wrócę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Pierre Rene – Róż do policzków – No. 1 Soft Rouge

Nie jestem fanką róży. Pewnie dlatego, że moja skóra ma za dużą tendencję do czerwienienia się i raczej staram się ten fakt ukryć. Co jakiś czas próbuję, ale póki co mało skutecznie. Ten mnie na początku przeraził kolorem, no bo gdzie ja go nałożę, żeby wyglądał dobrze. Nie pyli się przesadnie. Kolor daje, ale bardzo subtelny, nie da się nim zrobić krzywdy nawet pędzlem o zbitym włosiu. Daje się budować, choć zajmuje to chwilę, czego ja raczej nie robię. Przez co niestety też słabo pokazuje się na powiece. Tylko w opakowaniu i na dłoni kolor wydaje się mocny. Połysku za wiele nie widzę. Wystarczająco przyjemny, ale nie ma w sobie nic co sprawiałoby, że chętniej po niego sięgam. Jednak nie uważam, żeby był to bubel. Ale skoro miłości tu nie ma, to leci dalej. Pisała też o pomadce i tuszu z Pierre Rene.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Lirene – Fluid rozświetlający z witaminą duo C

Zauważalne drobiny brokatu. Kolor ciemny, jak na najjaśniejszy, a do tego jeszcze ciemnieje. Szybko się wyświeca i znika zwłaszcza z okolicy nosa. Nie ma tu miłości, ale nienawiści też nie, jeśli macie ochotę na więcej szczegółów to zapraszam do oddzielnego wpisu.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Make Me Bio – Bio krem pod oczy z witaminą E i ekstraktem z ogórka – Intensywnie nawilżający


To nie jest zły krem, ale dla mnie jest za słaby, to raczej propozycja dla młodszej i niewiele wymagającej skóry. Niestety potrzeby mojej skóry są ponadprzeciętnie wysokie w tej okolicy. Trafił do 3 produktów z Lancome i Sana.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Isana – Mydło w piance – Citrus Heaven

Przyjemna, ale jak dla mnie za rzadka pianka. Robi co ma robić. Zapach całkiem przyjemny, chyba nawet najfajniejszy z tych wszystkich około cytrusowych pianek. Mam jeszcze 2 wersję, ale ta mnie nie zachwyciła na tyle, żebym miała do niej ochotę wracać. Ciągle pianka Palmolive u mnie wygrywa.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Petal Fresh – Odżywka nabłyszczająca

Miałam ich odżywczo-antyseptyczną odżywkę do włosów i nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Miałam odżywkę pielęgnującą skórę głowy z którą polubiłam się na tyle, że mam ochotę wrócić. Za to ta jest dla mnie porażką, zupełnie nic nie robi. Moje włosy przed i po wyglądają tak samo. A jeszcze zapach ma nieszczególny. Zmęczyłam, ale mega mnie zniechęciła do firmy. Choć trzeba im przyznać, że nie robią krzywdy mojej wrażliwej skórze głowy. Na szczęście po niej sięgnęłam po odżywkę, która od pierwszego użycia zadziała zauważalnie i odczuwalnie na moje włosy.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Be Beauty – Sól do kąpieli – Sea

Bardzo przyjemna sól z Biedronki, która barwi wodę, odpręża i pozostawia skórę przyjemnie gładką. Fajna kupiłam 3 wersje i pewnie jeszcze do nich kiedyś wrócę, ale nie pobiły Isany.