Zużyte czy nie, pozbywam się #8 2019

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Piątek, piąteczek, piątunio … mimo różnych perypetii po drodze w końcu dotarłam do dentysty. Kolejny lekarz na liście odhaczony. Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze na początku staram się odpękać całą profilaktykę, żeby mieć spokój przez resztę roku.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Palmolive – Magic Softness – Pianka do mycia rąk


Kupuję i zużywam, zresztą wszyscy domownicy chętnie po nią sięgają, kupuję ponownie. Obecnie jest to jeden z obowiązkowych zakupów w Rossmannie, póki co nie widzę, żeby coś w tym temacie miało się zmienić. Ostatnio mam wrażenie, że nawet umilacze kąpieli tak często, jak ona nie pojawiają się w denkach.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Pharma Bio Laboratory – Sól do kąpieli – Przeciw przeziębieniu


Bardzo fajna sól do kąpieli. Zapach jest intensywny, ale głowa mnie po niej nie boli. Niedroga. Sprawia, że skóra jest momentalnie bardziej miękka i jakby dodatkowo zabezpieczona, choć nie pozostawia powłoczki, ale nie jest tępa pod palcami, jak to się zdarza po innych. Ostatnio to mój ulubieniec, jeśli chodzi o działanie i cenę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Yope – Kadzidłowiec i rozmaryn – Naturalny żel pod prysznic


Mydełka do rąk uwielbiam, póki co żele zużywam w taki sam sposób. Choć parę razy umyłam nim twarz, krzywda mi się nie stała, ale lekkie uczucie ściągnięcia dało się odczuć. Za to zapach jest najintensywniejszy ze wszystkich wersji jakie miałam, a zdaje się, że miałam wszystkie. Ja go lubiłam, ale nie każdemu może przypaść do gustu. To już moje kolejne opakowanie i kupię ponownie.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Biały Jeleń – Żel do higieny intymnej – Chaber bławatek


Uwielbiam całą tą serię. Pisałam o nich w mojej pielęgnacji idealnej oraz denku lipca … w 2015. I co się zmieniło? Nic ,nawet tą samą wersję co lata temu w jednym z pierwszych denek wykończyłam. Nadal lubię, nadal używam, nadal nie robią mi krzywdy, nadal mam zapas, który w międzyczasie kilka razy uzupełniłam. Miałam inne, ale do ich produktów od higieny intymnej wracam. 



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Equilibra – Nawilżająca odżywka aloesowa


To moje 2 opakowanie. Za pierwszym razem byłam pod ogromnym wrażeniem. Tym razem nie trafiła na podatny grunt. Nie robiła nic, widocznie moje włosy czegoś innego potrzebowały, niż nawilżenia. Na szczęście krzywdy mi nie zrobiła.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Tołpa – Orzeźwiający żel pod prysznic

Zupełnie poprawny produkt. Wydajny, dobrze myje, delikatny zapach, ciut gęsty i lepki. Nie mam wielkich wymagań co do żelów pod prysznic, ten mi niczym nie podpadł, a robił to co powinien, może jeszcze do niego wrócimy. Mąż, który głównie to używał, był z niego zadowolony.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Isana – Wattepads – Płatki kosmetyczne z aloesem

Chciałabym napisać, że były fantastyczne, ale w sumie nie widzę większej różnicy między nimi, a zwykłymi. Całkiem przyjemne płatki kosmetyczne.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.


Equilibra – Dermo żel multi-active

Można by napisać, że to po prostu żel aloesowy, ale szedł w ruch za każdym razem przy podrażnieniu, czy swędzeniu i tu spisywał się świetnie. Natychmiastowe działanie, a i chłodzenie przynosiło dodatkową ulgę. Ostatecznie zużyliśmy przy szkarlatynie, kiedy to jeszcze musiałam go wspomagać kremem, żeby działanie było bardziej długotrwałe, ale to jednak warunki ekstremalne. Muszę go kupić ponownie, bo warto mieć go pod ręką.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Sape – Oczyszczenie-peelmaska do twarzy


Całkiem przyjemny produkt, spełniający obietnice producenta, o ile trzymać się do jego zaleceń. Jednak mimo wszystko moja skóra nie jest jego fanką, zbyt wrażliwa na nią jest. Więc ja już do niej nie wrócę, ale posiadaczki mniej reaktywnej skóry powinny być z niej dużo bardziej zadowolone. Jak macie ochotę na więcej, to poświęciłam mu oddzielny wpis.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Wibo – Rice Powder – Total Matt Effect

Polubiłam się z nim od pierwszego użycia. Dobry mocny, choć może nie koniecznie betonowy mat. Trudno z nim przesadzić, nie jest widoczny na skórze, chyba że nakładam go gąbeczką, wtedy tworzą się jakieś dziwne małe ciapki, ale przy puszku, czy pędzlu nic takiego się nie dzieje. Nie bieli. Mega wygładza, znikają moje pory, faktura skóry jest nie tylko optycznie, ale i wyczuwalnie pod palcami gładsza. Lepszy, niż większość pudrów, których używałam. Właśnie zużywam kolejne opakowanie i chyba czas wrzucić go do ulubieńców, bo zapowiada się, że i po kolejne opakowania sięgnę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli co zużyłam i czego się ostatnio z jakiegoś powodu pozbyłam.

Miodowa Mydlarnia

Odsypki dostałam od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, która już o nich pisała. Za każdym razem nakładałam na nie mokrą maskę skompresowaną. Nie uczulają, nie podrażniają, nie zapychają.

Maseczka Len i Chia

Nieokreślony kolor, zapach nie zwracający uwagi. Łatwo dała się rozrobić z tonikiem. Trzymałam ją na twarzy ze 20 minut, większość usunęłam z płatem, dosłownie w 2 miejscach musiałam, bardziej się przyłożyć do jej usunięcia. Skóra po niej była oczyszczona, koloryt wyrównany, pory ściągnięte, ukojona, w dużym stopniu wygładzona, komfortowa, nawet o tonik się nie dopominała. Bardzo fajna maseczka.

Maseczka Miód i Kurkuma

Dobrze łączy się z tonikiem, łatwo daje się rozprowadzić. Zapach nie zwraca uwagi, wygląda jak jajecznica. Po 15 minutach, zmyłam ją gąbeczką. Skóra była gładsza, ukojona, pory ściągnięte, koloryt wyrównany. Skóra twarzy też była delikatnie ściągnięta, jednak wypadła lepiej, niż len i chia.

Maseczka Słodki Kokos

Rzeczywiście pachnie delikatnie słodkim kokosem. Siedziałam z nią 10 minut. Skóra po zmyciu miała ujednolicony koloryt, była jędrna, gładka i bardzo komfortowa. Mogłabym do niej wrócić, bo efekt był przyjemny, choć nie spektakularny.

Maseczka Green Power

Maseczka po rozrobieniu jest mega zielona. Zapach nie jest jej mocną stroną, ale też nie morduje. Zasycha dosyć mocno, tam gdzie nie przykryłam jej maską skompresowaną, skóra była zaczerwieniona. Trudna do zmycia nie jest, ale wspomagałam się gąbeczką. Po zmyciu skóra jędrna, chłodna, koloryt jest wyrównany, pory są ściągnięte. Bardzo fajna maseczka.