Zużyte czy nie, pozbywam się #7 2019

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Piątek, piąteczek, piątunio … tydzień spędzony w domu z anginą też może być produktywny, bynajmniej się nie wynudziłam, a i na czytanie musiałam wygospodarowywać sobie chwilę. Dawno już nie byłam tak całkowicie uziemiona, ale muszę przyznać, że dobrze mi to zrobiło. Mam tylko nadzieję, że mój organizm zregenerował się wystarczająco.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Maseczki Mediheal

Co tu dużo pisać, maski są świetne, mimo tak dużej ich ilości, nie znalazłam bubla. Na dziś przy obecnej zimowej aurze za oknem stawiałabym głównie na te kremowe, które mnie zachwyciły. W okresie przejściowym na klasyczne lekko żelowe. A podczas ciepłych miesięcy na te czarne z najbardziej wodnistą esencją. Tym testem tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że Mediheal jest jedną z 2 moich ulubionych firm, jeśli chodzi o maski w płacie. Jeśli macie ochotę na więcej to poświeciłam im oddzielny wpis.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Yope – Mydło w płynie – Zimowe okruszki

Uwielbiam te mydełka, sięgam po nie nałogowo, zawsze jakieś mam w kuchni lub w łazience. Jasne są gęste, czasami, też mnie to wkurza. Zawsze jakaś resztka kapnie z dziubka. Zapachy są ładne, ale bardzo delikatne, co dla mnie akurat jest plusem, bo wolę brak zapachu, niż coś co próbuje za mną chodzić tydzień. Na razie nic w tym temacie się u mnie nie zmienia. Zapach był śliczny, słodki, ale mega delikatny, w tym wypadku nie obraziłabym się na ciut mocniejszy. Oczywiście kolejne opakowania ich mydeł, żeli pod prysznic, płynów do mycia naczyń itd. mam spory zapas, bo je lubię.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Tints of Nature – Naturalna farba do włosów – 4CH Czekoladowy brąz

Ania z bloga Co kręci Anulę tak ją zachwalała. Na początku zamówiłam 3N, która u mnie wyszła, jak czarna. No cóż u mnie kolor wyszedł zupełnie inny, niż u Anuli, co mnie mega zaskoczyło. Potem zamówiłam 4N, znowu za ciemno, widać moje włosy mocno łapią pigment, ale tym razem choć widać, że to brąz, bardzo ciemny, ale jednak. No cóż następnym razem miałam wybrać jaśniejszy kolor, ale nie było 5N, więc postawiłam na 4CH. Jednak tym razem jest za rudo, kasztanowo. Na moich ciemnych włosach to nadal ciemny brąz, ale z ciepłymi refleksami zwłaszcza przy skórze głowy i na siwkach. Kiedyś myślałam, że to ładne kolory, ale stwierdzam, że nie dla mnie. Nie jest źle, ale to znowu nie ten kolor, muszę poszukać jednak tego 5N. Instrukcja jest łatwa, wszystko czego potrzebowałam było w środku. Najpierw odrost, potem reszta na długości, spłukałam. A co do samej farby, była łatwa w obsłudze, ładnie pokryła mi włosy, nawet było jej trochę za dużo, jak na moje krótkie włosy. Nie uczuliła i nie podrażniła mojej skóry głowy, nie spaliłam sobie włosów. Szybko łatwo i przyjemnie. Włosy myję codziennie, a kolor nadal fajnie się trzyma, dobre 4 tygodnie, mimo, wcierek, żelu aloesowego i oleju, które dosyć regularnie w nie wcieram. Nie mam zastrzeżeń większych, niż to, że znowu przestrzeliłam z kolorem.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Vichy – Slow age – Pielęgnacja opóźniająca pojawienie się oznak starzenia

Dostałam ją od Magdy z bloga Racja pielęgnacja. Moja skóra nie lubi się z produktami Vichy, a próbuję ich od czasu liceum. Mimo wszystko kuszą mnie i co jakiś czas coś kupuję, jednak miłości tu ciągle nie ma. Choć zawsze liczę, że może w końcu. Tym razem też nie poszło po mojej myśli. Dawałam mu szansę, bo to coś jak lekki krem, kremowe serum, kilkanaście razy w różnych zestawieniach, w różnych momentach cyklu, kondycja mojej skóry też była różna i co, i nic. Efekt ciągle ten sam, a raczej jego brak, a za to pieczenie w okolicy nosa, gdzie skórę mam najwrażliwszą, ogromne. Co prawda z czasem mi przechodziło, ale ciężko było uznać te wrażenia za komfortowe. Dałam mojej mamie, może u niej będzie lepiej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Tołpa – Peeling pod prysznic

Zupełnie przyjemny żel peelingujący pod prysznic. Nie ma wielkiej mocy zdzierania, więc to zdecydowanie nie jest typowy peeling, którego używa się średnio raz w tygodniu. Ale codziennie pod prysznicem spisuje się fajnie, nie jest za mocny, ale też czuć, że się czegoś więcej niż żel użyło, bo skóra była za każdym razem gładsza. A jednocześnie nie robił nic złego, nie wysuszał skóry. Może jeszcze się spotkamy. Dostałam go na spotkaniu blogerek w Gdyni.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Marion – Aktywny peeling do włosów i skóry głowy z węglem i pestkami moreli

Szarawy krem z drobinkami. Dobrze i szybko się rozprowadza. Drobinki są wyczuwalne, można nimi zrobić przyzwoity peeling mechaniczny, choć to nie jest mocny zdzierak. Nie zrobił nic złego mojej wrażliwej skórze głowy, a jednocześnie ją oczyścił. Zazwyczaj nakładałam go na umytą skórę głowy, maskowałam, zostawiałam na chwilę podczas kąpieli i masując usuwałam, a na koniec nakładałam odżywkę. Bardzo przyzwoity peeling. Nie mam na co narzekać, to już moje kolejne opakowanie.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Vianek – Łagodzący tonik-mgiełka do twarzy z ekstraktem z owoców róży

Mój ulubieniec. Całkiem przyjemny zapach różany. Silny strumień, 3 psiknięcia i cała twarz pokryta. Za każdym razem jednak żałuję, że strumień z atomizera to nie opisana na opakowaniu mgiełka. Działa, miał łagodzić i to właśnie robi. Choć może nie jest to całkowite łagodzenie, przynajmniej na mojej wiecznie rozdrażnionej skórze, ale jak na tonik bardzo dobre. Jak go spróbowałam, tak po inne toniki nie sięgałam, aż się skończył, zarówno za pierwszym, jak i drugim razem, bo to już moje 3 opakowanie. A u mnie to nie jest szczególnie częste, żebym miała w krótkim czasie wracać do tego samego produktu, skoro mogę testować ogrom innych. Zdecydowanie do niego wrócę, jest lepszy od większości toników, które miałam, poza tym relatywnie łatwo dostępny i w przystępnej cenie.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Alterra – Biotyna & Kofeina – Szampon

Dobry, tani i wystarczająco wydajny szampon. Dla mnie szampon ma dobrze myć, zwłaszcza skórę głowy i nie obciążać włosów. Nie wierze w inne cudowne właściwości. I on dokładnie to robi. Dodatkowo ten szampon, nawet w dziwnych połączeniach, daje radę utrzymać wszystko w ryzach, bez swędzenia, pieczenia i łupieżu. Nawet kiedyś trafił do ulubieńców.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Palmolive – Magic Softness – Pianka do mycia rąk

Kupuję i zużywam, zresztą wszyscy domownicy chętnie po nią sięgają, kupuję ponownie. Obecnie jest to jeden z obowiązkowych zakupów w Rossmannie, póki co nie widzę, żeby coś w tym temacie miało się zmienić. Ostatnio mam wrażenie, że nawet umilacze kąpieli tak często, jak ona nie pojawiają się w denkach.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli produkty które zużyłam lub z jakiegoś powodu się ich pozbyłam.

Pharma Bio Laboratory – Sól do kąpieli – Lawenda i mięta

Bardzo fajna sól do kąpieli. Zapach jest intensywny, ale głowa mnie po niej nie boli. Niedroga. Sprawia, że skóra jest momentalnie bardziej miękka i jakby dodatkowo zabezpieczona, choć nie pozostawia powłoczki, ale nie jest tępa pod palcami, jak to się zdarza po innych. Ostatnio to mój ulubieniec, jeśli chodzi o działanie i cenę. A ten zapach szczególnie mnie urzeka.