Zużyte czy nie pozbywam się #6 2018

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … Całkiem przyjemnie tydzień mi minął, ale czy mogło być inaczej skoro jeszcze niosły mnie wrażenia z teatru muzycznego? A jutro idę na spotkanie blogerek. Więc znowu będzie przyjemnie. Jak wam ten tydzień minął? Jakie macie plany na weekend?



Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Maski w płacie z Bowil Biotech, Holika Holika, Mizon, Sephora, Skinlite

Nie zrobiły mi nic złego, choć kilka wywołało lekkie mrowienie, ale to nic niezwykłego i strasznego, zwłaszcza, że obyło się bez konsekwencji, a dyskomfort był minimalny. Zachowywały się poprawnie, dając nawilżenie i ujędrnienie, czyli dokładnie to czego od nich oczekuję. Do każdej z nich mogłabym wrócić, choć muszę przyznać, że kształt maski Mizon najmniej przypadł mi do gustu. Za to największe wrażenie wywarła na mnie ostatnia, bionanocelulozowa maska z Bowil Biotech produkowana we Władysławowie i to nie ze względu na nazwę. W nią zdecydowanie muszę zaopatrzyć się ponownie, żeby sprawdzić, czy zachwyci mnie tak samo ponownie. Jeśli macie ochotę na więcej szczegółów to zapraszam do oddzielnego wpisu na ich temat.




Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Sephora – Rose eye mask

Bardzo fajny produkt, porządnie nasączone płatki  materiałowe. Długo utrzymują wilgoć i trzymają się skóry. Tylko ten kształt to jakieś dziwactwo, nie wiem, jak to niby nakładać poprawnie. Przecież twarz mam dużą, a one nawet dla mnie wydają się ogromne. Nie zrobiły mi nic złego, a skóra była fajnie nawilżona i ukojona. Chętnie wrócę ponownie.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Rival De Loop – Płyn do demakijażu oczu, bezolejowy


Nietłusty, bezbarwny płyn. Zapach czasami nie zwraca uwagi, a czasami walnie paskudną odmianą alkoholu, co prawda to zazwyczaj tylko jeden wdech, ale zdarza się. Nie uczula, nie podrażnia nawet moich wrażliwych oczu, poza lekkim ściągnięciem, nie zauważyłam, żeby robił coś złego mojej skórze. A dobrze zmywa makijaż całej twarzy, z oczami też sobie radzi, choć może jest to więcej niż jedno przyłożenie wacika. Muszę przyznać, że przeleżał trochę u mnie w szufladzie. Chciałam sprawdzić też te tańsze płyny micelarne, a ten jest dostępny w Rossmannie, 100 ml za 4,99 zł. Chwyciłam go jeszcze na jakiejś promocji, ale zwątpiłam. W końcu moja skóra wrażliwa nie raz mi pokazywała, że wszystko ma zamiar znosić, a tu takie zaskoczenie. Trafił do 3 produktów z Clochee i Tołpa.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Bell – Matowy puder brązujący

Kupiłam go 1,5 roku temu. Chwilę później trafił do ulubieńców. Niecały rok później znowu trafił do ulubieńców, a to wszystko w pełni zasłużenie. Ten gagatek tak przypadł mi do gustu, że używałam go praktycznie do każdego makijażu. Przez niego odstawiłam puder do konturowania. Strasznie mi się jego efekt podoba, delikatny, ciepły, ale nie za ciepły, fajnie podkreśla opaleniznę i wyrównuje różnice, jeśli użyję zbyt jasnego podkładu. Moja twarz, przynajmniej w moim mniemaniu, nabiera zdrowszych kolorów. Ostatnio jednak uznałam, że skuszę się na coś droższego i postawiłam na trio ze Smashbox. To był błąd, bo już po 1 użyciu uznałam, że muszę wrócić do tego gagatka.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Marion – Żel micelarny z aktywnym węglem i pędami bambusa

Przezroczysty żel z bardzo mała ilością czarnych drobinek. Zapach jest dosyć intensywny, ale nie przeszkadza jakoś szczególnie. Dobrze się rozprowadza i myje. Nie robi krzywdy, nie przesusza, nie podrażnia, nie zapycha. Po osuszeniu skóra jest delikatnie ściągnięta. Całkiem przyjemny produkt, nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale też dzięki temu nie będę narzekać, jeśli ponownie trafi do mojej łazienki. Sprawdza się jako drugi etap mojego demakijażu, po płynie micelarnym. Muszę przyznać, że im bliżej było końca, tym bardziej się z nim lubiłam. 

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Be Beauty – Sól do kąpieli – Cashmere

Bardzo przyjemna sól z Biedronki, która barwi wodę, odpręża i pozostawia skórę przyjemnie gładką. Fajna kupiłam 3 wersje i pewnie jeszcze do nich kiedyś wrócę, ale nie pobiły Isany.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Eveline – Precious Oils Lip Elixir – Vanilla

Porównywany do olejku do ust z Clarins, choć moim zdaniem poza wyglądem w opakowaniu te produkty mają się nijak do siebie. Przyjemna, delikatna formuła, ładny zapach. Nie czułam szczególnego nawilżenia, blask raczej delikatny. Użyłam go kilkanaście razy, w różnych momentach, ale nigdy nie sprawiał, że chciałam po niego sięgać. Ostatnio miał już dziwny posmak, więc ląduje w koszu. Nie planuję powrotu.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Bell – Hypoallergenic – Hypoalergiczna płynna baza pod cienie

Nie wiem czemu, ale to opakowanie mnie myliło, nie raz nakładałam jak korektor. Słabo napigmentowany, ale wcale nie taki zły korektor. Jako baza pod cienie był taki sobie, ale może się nie znam, bo często po takie bazy nie sięgam. Nie zachwycił mnie niczym na tyle, żebym miała ochotę do niego wracać.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Too Faced – Hangover 3-in-1

Maleństwo, które starczyło mi na jakieś 3 razy. I jedyne wrażenia, jakie mam co do niego to śliczny zapach, prawdziwego”świeżego” kokosa, a nie tego jak pachną zazwyczaj kosmetyki kokosowe. Nie zauważyłam, żeby wpływał w jakikolwiek sposób na mój makijaż, poza delikatnym zdjęciem pudrowości. ale nie zrobił mi też nic złego.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Shealife – Czarne mydło w paście

Odlewka od Ani z bloga Co kręci Anulę. Choć odlewka zupełnie nie pasuję do tego co było w pudełeczku. Bo jeszcze z tak gęstym czarnym mydłem się nie spotkałam. Mega ciężki produkt do tego celu, do którego go używam, więc jako peeling do skóry głowy, bo rozprowadzić się nie daje. Ale dzięki temu sprawdziłam Ani sugestię, żeby rozcieńczyć mydło wodą. Czego nie da się szybko zrobić, ale doba z wodą w pudełeczku i wszystko było płynne, więc problemu z rozprowadzeniem na skórze głowy nie miałam, a jeszcze jak ono się pieniło. W końcu mam sposób na czarne mydło z Nacomi.