Zużyte czy nie, pozbywam się #52 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.
 Piątek, piąteczek, piątunio … no to mamy koniec roku i ostatnie denko … w tym roku oczywiście, bo kolejne już się zbiera. Tym bardziej, że postanowienie ograniczenia mojego zapasu, nadal jest mocne.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Palmolive – Magic Softness – Pianka do mycia rąk



Kupuję i zużywam, zresztą wszyscy domownicy chętnie po nią sięgają, kupuję ponownie. Obecnie jest to jeden z obowiązkowych zakupów w Rossmannie, póki co nie widzę, żeby coś w tym temacie miało się zmienić. Ostatnio mam wrażenie, że nawet umilacze kąpieli tak często, jak ona nie pojawiają się w denkach.





Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Pharma Bio Laboratory – Sól do kąpieli – Relaksująca z Jałowcem



Bardzo fajna sól do kąpieli. Zapach jest intensywny, ale głowa mnie po nim nie boli. Niedroga. Sprawia, że skóra jest momentalnie bardziej miękka i jakby dodatkowo zabezpieczona, choć nie pozostawia powłoczki, ale nie jest tępa pod palcami, jak to się zdarza po innych. Mam jeszcze 2, ale już wiem, że kolejne przyniosę do domu z osiedlowej drogerii, zwłaszcza, że sezon na moczenie się w wannie w pełni.





Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.
Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Dermaglin – Maseczka przeciwzmarszczkowa i do cery trądzikowej



Bardzo je lubię, zwłaszcza w połączeniu ze skompresowaną maską, która dłużej utrzymuje jej wilgoć i nie pozwala wyschnąć. Nawilża, ujędrnia, koi, wyrównuje koloryt. Dużo ich zużyłam i kolejne kupować będę.





Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Nivea – MicellAIR – Profesjonalne chusteczki do demakijażu

Dostałam je od Dorotki z Coś dla duszy i dla ciała. Miałam ich spróbować klasycznie, zgodnie z przeznaczeniem, ale ostatecznie, oczywiście tego nie zrobiłam i do samego końca zużyłam je tak jak zawsze używam tego typu chusteczek, do zmywania swatchy po kolorówce. I tu sprawdzały się bez zarzutu.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Kivvi – Eye Cream

Bardzo lekki, czuć, że szybko się wchłania. Delikatnie zastyga, skóra zostaje matowa. Tyle czułam, a jak spojrzałam w lustro, zobaczyłam białe obwódki, trudne do roztarcia, czyli jednak nie cały się wchłania. Ciut dostało mi się do oka i lekko szczypie. Nie zachwycił mnie.

La Roche-Posay – Redermic C Eyes

Żółty, zupełnie przyjemny krem. Mrowi zaraz po nałożeniu, ale poza tym nic złego się nie dzieje. Nie uczula, nie podrażnia moich wrażliwych oczu, nie zapycha podatnej na to skóry pod nimi. Nie zauważyłam spektakularnego działania, ale cienie jakby mniejsze mam, a to nie przez to, że się wyspałam. Mam na niego ochotę i pewnie się skuszę.

Mincer Pharma – BotoLiftX – Krem pod oczy i okolice ust

Przyjemny, normalny krem. Nie uczula, nie podrażnia moich wrażliwych oczu, nie zapycha. Daje uczucie nawilżenia. Nie zastyga, nie naciąga skóry. Bardzo komfortowy, szybko się wchłania, nawet jak nałożę więcej. Skóra pod oczami jest w lepszej kondycji, załamania są mniej widoczne. Lekko mrowi, ale to mija i nie jest szczególnie nieprzyjemne, a co najważniejsze bez dalszych konsekwencji. Zaciekawił mnie, kupię.

Mokosh Cosmetics – Liposomwe serum pod oczy

Rzadki olej, który pachnie ogórkiem. Bardzo wydajny, dosłownie wystarczy kropelka. Na oczach tworzy mgłę, ale większej krzywdy nie robi. Niestety poza natłuszczeniem niewiele robi. A stosowałam solo, przykrywałam kremem bądź maseczką. Niestety nie jest dla mnie. 

Orientana – Naturalny kompleksowy bio krem pod oczy – Regenerująco-odmładzający

Lekki, nawilżający. Nie robi krzywdy moim wrażliwym oczom. Fajny na dzień. Delikatnie zastyga i pozostawia biały ślad, ale da się go rozetrzeć. Przyjemny, ale ja szukam czegoś bardziej odżywczo-regenerującego.

Ziaja – Yego Sensitiv – Wygładzający krem pod oczy dla mężczyzn

Nie wiem czy to jest realne, żeby mój mąż zaczął używać kremu pod oczy, więc oczywiście sama go spróbowałam. Przyjemny, gęsty, biały krem. Na początku czułam w nim sztuczną malinę, później przechodzoną truskawkę. Cokolwiek by to nie było, w większej ilości coś się z niego ulatnia i podrażnia mi oczy. Od początku, jeszcze zanim cokolwiek miałoby szansę dostać się do oczu. W małej ilości jest bardziej znośny. Jednak po 3 aplikacjach nie zauważyłam, szczególnego działania.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Sephora – Waterproof Eye Makeup Remover

Nie pachnie. Idealnie usuwa mój nie wodoodporny makijaż oczu. Jest łagodny dla skóry, ale oczy mnie za każdym razem po nim pieką. Więc nie spotkamy się w większej pojemności.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Isana – Kids – Pianka pod prysznic

Najgorsza pianką jaką miałam, bo to w sumie nawet nie do końca pianka. A do tego atomizer zaciął się po kilku naciśnięciach. Większość produktu jest w opakowaniu, ale nie da się jej wydobyć. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Beauty Line – Główka od szczoteczki sonicznej

Ostatnio regularnie używam szczoteczki sonicznej, którą kupiłam w Biedronce. Na tyle regularnie, że główka wymagała wymiany. Nie jest super delikatna, ale jak nie dociskam nią za mocno, to spisuje się całkiem nieźle. Mam kilka zapasowych główek, jeśli będę jej nadal używać za kilka miesięcy, to kupię coś lepszego.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Alkemie – GlowUp – Peeling-maska

Dostałam trochę od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis. Ślicznie pachnie, rozprowadza się jak krem. Farfocle nie znęcają się nad moją wrażliwą skórą. Za każdym razem zostawiałam ją na dłużej. Niestety jak przesadzę i przetrzymam ją za długo to migruje mi do oczu i szczypie. Zmywam ją tylko wodą, bezproblemowo. Skóra po niej jest gładka i odżywiona. Niestety muszę ją kupić dla tego odżywienia, bo klasycznego peelingu mi raczej nie zastąpi.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Mydło Stacja – Hydrolat z dzikiej malwy

Przyjemny, lecz mocny, przez co zdarzało mu się podrażnić mi skórę. Jednak krzywdy wielkiej nie robił. Pewnie zwykłe rozcieńczenie ograniczyłoby jego moc, ale pojemność, wielka nie jest i szybko się skończył. Nie mówię, że do niego nie wrócę, ale wolałabym coś bardziej łagodzącego.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Alpha – H – Liquid Gold – Tonik złuszczający z kwasem glikolowym

Jest dla mnie za mocny. Próbowałam wielokrotnie i zawsze musiałam ratować skórę po jego użyciu. Sięgnęłam po niego dużo za szybko, bo na samym początku przygody z kwasami, moja skóra nie była na nie przygotowana i ja też nie. Odkładanie na później trwa za długo i już nie mam odwagi próbować. Może kiedyś kupię nowe opakowanie i spróbuję ponownie tego hitu internetu, ale na razie mnie do niego nie ciągnie. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Tints of Nature – Naturalna farba do włosów – 4N Naturalny średni brąz



Ania z bloga Co kręci Anulę tak ją zachwalała. Na początku zamówiłam 3N, która u mnie wyszła, jak czarna. No cóż u mnie kolor wyszedł zupełnie inny, niż u Anuli, co mnie mega zaskoczyło. Przy obecnej 4N, znowu jest za ciemno, widać moje włosy mocno łapią pigment, ale tym razem choć widać, że to brąz, bardzo ciemny, ale jednak. No cóż następnym razem wybiorę jaśniejszy kolor. Instrukcja jest łatwa, wszystko czego potrzebowałam było w środku. Najpierw odrost, potem reszta na długości, spłukałam. A co do samej farby, była łatwa w obsłudze, ładnie pokryła mi włosy, nawet było jej trochę za dużo, jak na moje krótkie włosy. Nie uczuliła i nie podrażniła mojej skóry głowy, nie spaliłam sobie włosów. Szybko łatwo i przyjemnie. Włosy myję codziennie, a kolor nadal fajnie się trzyma, dobre 4 tygodnie, mimo, wcierek, żelu aloesowego i oleju, które dosyć regularnie w nie wcieram. Nie mam zastrzeżeń większych, niż to, że znowu przestrzeliłam z kolorem.