Zużyte czy nie, pozbywam się #50 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … tak ładnie się trzymałam, a teraz jakieś badziewie mnie rozkłada. No i jeszcze śnieg z deszczem, czyli najgorsza pogoda jaka może być. Ale choinka ubrana, większość ozdób znalazła swoje miejsce, jak zwykle wyszło, że mam ich za dużo. A co mnie najbardziej cieszy? Najmłodszy chce, żeby zapalać światełka zaraz po przebudzeniu.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Pharma Bio Laboratory – Sól do kąpieli – Przeciw przeziębieniu

Bardzo fajna sól do kąpieli. Zapach jest intensywny, ale głowa mnie po nim nie boli. Niedroga. Sprawia, że skóra jest momentalnie bardziej miękka i jakby dodatkowo zabezpieczona, choć nie pozostawia powłoczki, ale nie jest tępa pod palcami, jak to się zdarza po innych. Muszę skoczyć po kolejne do osiedlowej drogerii.

Mydlarnia Z Natury Lepsze – Kula kąpielowa

Dostałam ją od Mariki z bloga Le Bleuet. Ślicznie pachnie, jak herbaty zimowe, pomarańczą i przyprawami. Podzielona jest na pół więc nie trzeba kombinować, a połówka jest idealna na 1 kąpiel. Nie barwi wody, zapach jest wystarczająco intensywny, żeby mąż z spytał się co tak ładnie pachnie, ale nie na tyle, żeby mnie głowa rozbolała. Zostawia delikatną powłoczkę na skórze, ale nie na tyle, żebym musiała szorować wannę, żeby następnego dnia nie wywinąć orła pod prysznicem. Bardzo fajna, jeśli gdzieś ich produkty dorwę to zrobię większy zapas.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Nacomi – Olej z nasion bawełny

Nie uczula, nie podrażnia moich wrażliwych oczu, nie zapycha, nie odczuwam najmniejszego dyskomfortu. Skóra pod oczami jest odżywiona, ujędrniona, bardziej napięta, zmarszczki są mniej widoczne, miękka, gładka … wygląda na młodszą, zdrowszą, jakbym się wyspała. Jednak gagtek z Bioamare, choć niby robił to samo, zrobił na mnie większe wrażenie. Mieszam go też z żelem aloesowym i takie połączenie nakładam na skórę głowy. Brak przesuszeń, brak podrażnień, włosy i skóra głowy są w lepszej kondycji. Lubiłam go, ale mętny kolor ciut mnie odstraszał od używania pod oczy i na twarz. Kupię ponownie, ale od innego producenta.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Ingrid Cosmetics – Maskara – Pump It Up – Intensive Curly

Bardzo fajna silikonowa szczoteczka, która pierwotnie mocno mnie nastraszyła. Miałam spore wątpliwości, czy nie będę potrzebowała za dużo czasu, żeby nauczyć się nią pracować, ale nic takiego nie miało miejsca. Maluje się nią, jak klasyczną szczoteczką. Spokojnie mogę się nią umalować, bez przesadnego ubrudzenia powieki. Ładnie chwyta rzęsy od nasady. Nie uczula, nie podrażnia, nie osypuje się. Rzęsy są po niej rozdzielone i ładnie podkreślone. Utrzymuje naturalny i wzmocniony zalotką skręt rzęs. Efekt jest naturalny. Już przy jednej warstwie rzęsy są ładnie podkreślone, przy 2 widoczne. Jak na moje standardy to zupełnie zadowalające podkreślenie, jednak nadal nie jest to efekt dla miłośniczek wielkich rzęs, choć nie wykluczam, że można go odpowiednio dobudować, o co ja się w sumie nigdy nie staram. Ja w tuszach szukam podkreślenia i rozdzielenia, on mi to daje. Jak na moje wymagania, to dobry tusz. Łatwo go usunąć płynem micelarnym Mixa, co jest dla mnie na plus, bo zmniejsza szansę na podrażnienie oczu i ogranicza znęcanie się nad moją delikatną skórą w tej okolicy. Lubiłam go, póki co mam ogrom tuszy, które muszę zużyć, gdyby nie to pewnie bym do niego wróciła.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Bell – Hypoallergenic – Waterproof Mat Eyeshadow – Hypoalergiczny wodoodporny matowy cień do powiek – 01

Dostałam go na spotkaniu blogerek w Gdyni. Niestety za długo go nie używałam i wysechł. Teraz jest twardy, gumowaty, skurczył się. Nie mam odwagi próbować go ratować. A szkoda, bo potencjalnie fajnym produktem mógł być. No cóż czas na kolejne porządki w kolorówce.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Allerco – Żel myjący

Zapach raczej nie zachwyca, jak się skupić, żeby go wyłapać, choć na szczęście też nie przeszkadza, bo normalnie nie zwraca na siebie uwagi. Wygląda jak gęstawy żel, ale podczas nakładania robi wrażenie, żelu aloesowego wymieszanego z olejem. Na początku robi wrażenie, trudnego do zmycia, ale rozprowadza się i zmywa bez problemu. Pieni się odrobinę, co dla mnie nie jest wadą, ale zaletą też nie. Po prysznicu skóra była przyjemna w dotyku, ale nie mogę powiedzieć, żeby jakoś szczególnie wybijało się to, że zmieniłam, żel. Całkiem fajnie spisywał mi się do mycia pędzli i gąbek. Jeśli macie ochotę na więcej to pisałam już o nim i 3 innych produktach Allerco.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Alterra – żel pod prysznic – pomarańcza i wanilia

Cudny zapach. Śmieszna budyniowo-galaretkowata konsystencja, wydajny, tani, dobry skład, nawet w ulubieńcach wyładował lata temu. Co jakiś czas z przyjemnością do niego wracam.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Farmona – Radical – Koncentrat przeciw wypadaniu włosów

Kolejna kuracja, która ma pomóc moim biednym 3 włoskom. Na razie ciężko mówić o rezultatach, ale nie obciąża włosów, więc spokojnie mogę używać rano, po umyciu skóry głowy.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Delia – Płyn dwufazowy

Dostałam odlewki od Ani z Aneczka blogZupełnie przyjemne produkty. Lekko natłuszczają, norma, ale nie zapychają, jednak warto brać pod uwagę, że po nich używałam jeszcze żelu. Niestety nie doczyściły idealnie tuszu do rzęs, a ja nie używam wodoodpornych. Nie podrażniły moich wrażliwych oczu. Nie widzę między nimi różnicy. Szukam czegoś skuteczniejszego. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

L’biotica – Maska ze śluzem ślimaka

Dostałam ją od Ani z Aneczka blog. Przyjemna, nie za mała maska. Dobrze nasączona. Zapach nie przeszkadza. Dobre 20 minut z nią siedziałam. Daje dobre nawilżenie, jednak skóra po niej była minimalnie rozdrażniona i domagała się kolejnych kroków pielęgnacji.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dermaglin – Maseczka przeciwzmarszczkowa

Bardzo je lubię, zwłaszcza w połączeniu ze skompresowaną maską, która dłużej utrzymuje jej wilgoć i nie pozwala wyschnąć. Nawilża, ujędrnia, koi, wyrównuje koloryt. Dużo ich zużyłam i kolejne kupować będę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dizao Express – Maska w płacie

Dostałam ją od Ani z bloga Co kręci Anulę. Ogromny płat, nawet jak na mnie, dosyć gruby, ale dobrze nasączony, z maleńkimi otworami. W mało komfortowy sposób mrowiła, tam gdzie przylegała do szyi. Po 30 minutach na twarzy, nadal była wilgotna. Niestety po jej zdjęciu skóra była z każdą minutą bardziej rozdrażniona. To nie jest maska dla mojej wrażliwej skóry.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Esse – M6 – Deep Moisturiser

Dobrze się rozprowadza i wchłania. Odczuwalnie zastyga na twarzy. Za to nawilżenie nie jest odczuwalne. Skóra po nim jest delikatnie świetlista. Po kilku godzinach nałożyłam na niego inny krem. Nie zachwycił mnie.

Esse – C1 – Sensitive Cleanser

Mleczko, które fajnie rozprowadza się na mokrej skórze, ale nie pieni się. Ładnie oczyszcza, ale zmywałam nim tylko pielęgnację. Nie zapycha, fajnie pachnie. Delikatne, ale odczuwalne ściągnięcie. Nie zachwycił mnie.

Esse – C8 – Cream Cleanser

Pomarańczowy krem, który na wilgotnej skórze zmienia się w białe mleczko. Pachnie fajnie, ciut miętowo. Ładnie oczyszcza, skóra po nim nie jest ściągnięta, za to jakaś taka bardziej ukojona się wydaje. Wydajny, bo saszetka starczyła mi na 3 razy. Podoba mi się, wpisuję na chciejlistę, ale to droga zabawa.