Zużyte czy nie pozbywam się #46 2017

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … jak ja nie lubię grudnia … ha ha ha nudna jestem, ale padam na twarz. Byle tylko jeszcze ten dzień się skończył i chyba z grubsza będę mogła zacząć ogarniać temat Świąt. Niby wszystko mam, w sensie prezentów, ale póki nie spakuję … A u Was jak to wygląda? Wszystko już od dawna przygotowane, czy na ostatnią chwilę czekacie?


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Nivea – Jedwabisty mus do ciała – Rhubarb raspberry

Uwielbiam tą gęstą pianę, to naprawdę jest frajda, choć największa dla 3 latka. Nie lubię ich klasycznych zapachów, ten jest połączeniem klasyki z czymś owocowym, dziwny, choć nie mogę powiedzieć, żeby ten szczególnie mi przeszkadzał. Nie robi krzywdy. U mnie wydajność jest mała, ale tak bywa przy dobrej zabawie. Kupię ponownie.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Isana – Sól do kąpieli

Uwielbiam, kupuję i zużywam, zawsze muszę mieć zapas. Co prawda obecnie trochę ją zdradzam, ale póki co mój numer 1.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Balea – Mizellen Reinigungs Wasser mit Jasminblutenwasser

Zapach taki sobie, ale nie jest zbyt nachalny. Makijaż nie wodoodporny usuwa przyzwoicie, ale nie idealnie. Moich wrażliwych oczu nie podrażnia, skóra jest po nim lekko ściągnięta, czasami rozdrażniona, a to zależy od jej ogólnej kondycji, ale większej krzywdy mi nie robił. Używałam bez większych problemów. Tani, trudno dostępny, bo tylko w DM, większość pewnie byłaby z niego wystarczająco zadowolona, ale nie jest szczególnie zachwycający. Nie planuję kolejnego z nim spotkania. Załapał się na 3 produkty z Cien i Equilibra.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Yves Rocher – Energizujący żel pod prysznic i do kąpieli – Mango & kolendra

Nie za rzadki, nie za gęsty. Przyjemny zapach, choć ja tam czułam gorzką pomarańczę. Rzeczywiście w jakimś stopniu energetyzujący, więc jednak na te cieplejsze miesiące. Lekko wysusza skórę, przy długim używaniu. Nie był zły, ale nie zachwycił mnie tak, żeby do niego wracać.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Natura Siberica – Rokitnikowy peeling do skóry głowy

Zapach mógłby być przyjemny, bo jest słodki, ale podszyty czymś dziwnym, na szczęście nie jest nachalny. Konsystencja rzadkiego żelu z dużą ilością drobinek. dobrze się rozprowadza, mocno pieni. Można przyzwoicie pozbyć się martwego naskórka, ale zapewne nie będzie to łatwe dla posiadaczek dłuższych i gęstszych włosów. Im krótsze tym lepiej. Stąd pewnie mój mąż jest jego największym miłośnikiem i używa go zamiast szamponu, co kilka myć. Oczyszcza włosy i skórę głowy intensywnie przez co siano na moich włosach murowane, więc bez odżywki ani rusz. Dla mnie to nie problem, bo za każdym razem ją nakładam, a dodatkowe spłukiwanie ułatwia też pozbycie się drobinek. Po całym zabiegu, który jest tak krótki i łatwy, że można go wykonywać na co dzień pod prysznicem. Skóra głowy jest odczuwalnie odświeżona, a włosy niezależnie od tego jakiej odżywki użyję są odbite od nasady. Produkt jest wydajny, używam go już kawał czasu, a jeszcze jakąś resztkę mam. Choć muszę przyznać, że zazwyczaj używam go raz w tygodniu. Fajny produkt, nie obrażę się na kolejne spotkanie, ale nie planuję w najbliższym czasie, chyba że mąż wyrazi taką chęć. Załapał się do 3 produktów z Bionigree i Pharmaceris.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Aussie – Miracle recharge – Lightweight conditioning spray – Odżywiająca mgiełka do włosów, które potrzebują uniesienia

Moje włosy zawsze potrzebują uniesienia i pogrubienia. Co jakiś czas niestety skuszę się na produkt coś takiego obiecujący, ale na nic ciekawego na razie nie trafiłam. Jest u mnie 2 lata, czyli jeszcze w czasach, kiedy pojawiały się u mnie nowości na blogu, zawsze w większych ilościach, niż zużycie. Jednak od kiedy przestały powstawać, to w końcu dochodzę do równowagi między jednymi, a drugimi, chyba nawet z przewagą zużyć. Rzeczywiście była lekka, nie obciążała włosów, jeśli nie użyłam jej za dużo. Łatwiej układało się na niej włosy, które miały, objętość, połysk i dłużej wyglądały świeżo. O ile na początku średnio ją lubiłam, bo w sumie nie odżywia i nie wpływa zauważalnie na kondycję włosa. To za tą pomoc i wygląd po ułożeniu, bardzo ja polubiłam. Jednak czy na tyle, żeby do niej wrócić, to się okaże. Chwilowo mi jej brakuje, ale w ruch poszła odżywka w piance Jantar.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Natura Estonica – Odmładzający tonik przeciwzmarszczkowy – Żeń-Szeń i Acai

Bardzo fajny tonik, dorwany za jakieś nieduże pieniądze w Lidlu. Nie uczula, nie podrażnia, moje wrażliwe oczy też nie protestowały, a przelałam go do pojemnika z atomizerem. Tonizuje, nawet całkiem przyzwoicie łagodzi, nie ściąga. Zapach ma dziwaczny, ale delikatny i nie odrzucający. Nie zauważyłam, żeby mnie odmłodził. Miałam też wersję matującą i się z nią polubiłam. Bardzo chętnie wrócę do obu wersji. 

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Tess – Delikatna pianka do mycia twarzy i demakijażu z przywrotnikiem

Lubię pianki, ale nie jestem ich fanką. Jako kolejny krok demakijażu są czasami są za słabe, ale fajnie sprawdzają się do zmywania olejku. Ten oczyszcza skórę przyzwoicie. Ja jednak zdecydowanie wolę go używać rano pod prysznicem. Oczyszcza skórę z resztek wieczornej pielęgnacji, a jednocześnie zostawia delikatną powłoczkę na skórze, dzięki czemu moja wiecznie rozdrażniona skóra, nie jest na mnie taka zła. A to oznacza, że tonik i krem pod oczy były przez ostatnie miesiące wystarczające do funkcjonowania na co dzień, zwłaszcza, jak zamiast makijażu sięgałam tylko po lekki krem koloryzujący. Poza tym nie zapycha, nie podrażnia, a wręcz łagodzi, czym zdecydowanie wybija się na tle innych produktów do mycia twarzy, na jakie zazwyczaj trafiam. Zasłużyła na miejsce wśród ulubieńców.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Garnier – Ultra Doux – Odżywka pielęgnacyjna – Olejek z awokado i masło karite

Chyba najsławniejsza odżywka w sieci. Jest ktoś, kto na jakimś etapie jej nie polecał? Miałam ja lata temu, jeszcze przed blogiem. Nie wiedziałam, że to taki cud i po pierwszym spotkaniu nie wróciłam do niej więcej, nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Jednak uznałam, że może kiedyś nie potrafiłam jej w pełni docenić. Kupiłam ponownie i … no cóż, nie widzę powodów do zachwytów. Niezła jest, jako odżywka na co dzień spisuje się przyzwoicie. Nie zauważyłam, żeby moje włosy zyskały na tym spotkaniu. Nie robi nic niezwykłego. Jako maska też nie. Trzeba jednak przyznać, że nie zrobiła nic złego mojej wrażliwej skórze głowy. Jak dla mnie przeciętniak. Co o niej sądzicie?

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Oillan – Bioaktywna emulsja do mycia i kąpieli

Prezent z kwietniowego spotkania blogerek. To już moje kolejne opakowanie, bardzo ją lubię, zwłaszcza, jeśli ciało potrzebuje jednak dodatkowego nawilżenia. Więc świetna opcja na jesień. Zwłaszcza dla takiego lenia, jak ja, który nie lubi się balsamować. A ona przy mojej, raczej na co dzień, mało wymagającej skórze ciała, która jednak jesienią i zimą potrzebuje trochę więcej uwagi, spisuje się rewelacyjnie. Z przyjemnością zaopatrzę się w kolejne opakowania, zwłaszcza, że mój zapas żelowy, został znacznie uszczuplony ostatnio.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.