Zużyte czy nie, pozbywam się #42 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … coś słabszy okres zaliczam, notorycznie boli mnie głowa, jestem wręcz zmuszona brać prochy, a tego zawsze unikałam. Czyżby ta piękna jesień mi szkodziła?


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Maseczki Oillan

Muszę przyznać, że widząc je, spodziewałam się zupełnie czegoś innego, niż zaprezentowały na mojej skórze. Co prawda przesadziłam z czasem, ale przy 2 z nich producent zaleca wmasować nadmiar, akurat tych 2, którym mam coś do zarzucenia. Łagodząco-wzmacniająca była niezbyt przyjemna podczas jej trzymania na skórze i agresywna dla oczu, choć po zmyciu skóra była bardzo komfortowa. Odżywczo-nawilżająca na którą liczyłam najbardziej, nie zrobiła tak naprawdę nic. Za to oczyszczająco-detoksykująca okazała się prawdziwą perełką, bo oczyszcza, a jednocześnie jest mega łagodna dla skóry wrażliwej. Najbardziej się jej obawiałam, a tymczasem muszę koniecznie zrobić sobie jej zapas. Jeśli macie ochotę na więcej, to poświęciłam im oddzielny wpis.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Tami – Bawełniane ręczniki dla noworodków i niemowląt

Wbrew nazwie, zużyłam je sama. Pierwotnie zmywałam nimi maseczki, ale konjac jest lepszy. Miałam też z nich robić maski w płacie, ale mam te w tabletkach, więc wycinać mi się nie chce. Potem osuszałam nimi twarz po myciu, ale wolę zwykłe małe ręczniki, które potem do pralki wrzucam. Ostatecznie zużyłam do usuwania henny z brwi. Nie są złe, ale długo się z tym jednym opakowaniem męczyłam.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

NYX – Makeup Setting Spray

Kto by pomyślał, że takie maleństwo będę zużywać 2 lata. Mało po niego sięgałam, nie widziałam większych efektów, poza uczuciem ściągnięcia, za którym nie przepadam.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

NYX – Dark Circle Concealer – 02 Light

 Pomarańcza? Łososiowy? Kto nakłada taki kolor pod oczy? Ja, co więcej jestem zachwycona, w końcu znalazłam kolor, który neutralizuje moje cienie. Nie tam jasne, czy super jasne, podobno mega kryjące. Gęsty, treściwy brzoskwiniowo-łososiowy korektor, który sprawdza mi się świetnie, różnica pod oczami jest kolosalna, a nie muszę nakładać potwornych ilości. Co więcej wystarczy tylko on, trochę pudru do zagruntowania i mogę wychodzić. Nie obciąża i nie przesusza skóry pod oczami, zagruntowany nie wędruje, dogaduje się z podkładami i innymi korektorami, których dzięki niemu potrzebuje znacznie mniej. Byłam nim tak zachwycona, że trafił do ulubieńców. Co się stało, że o nim zapomniałam? Cienie mi się nie zmniejszyły. Podczas porządków w kolorówce wystawiłam go do zużycia i już mnie tak nie zachwyca, ale może być już po prostu za stary, bo przestał się dogadywać z kremami pod oczy. Nie robi mi nic złego, ale zaczął mnie drażnić. A może ja czepialska bardziej się zrobiłam. Bo teraz widzę, jak mi z kolejnymi godzinami, ucieka spod oczu, nie ważne jak dobrze przypudrowany. Raczej nie wrócę do niego ponownie.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bandi – Hydro Care – Krem intensywnie nawilżający

Lata temu, jeszcze przed założeniem bloga, przeżywałam fascynację ich produktami. Nawet na pewnym etapie miałam, chyba wszystkie ich produkty. Moją mamę też nimi zaraziłam. Ale i na blogu sporo ich się przewinęło. Z większości byłam więcej, niż zadowolona. Ostatnio mieli urodziny i fajną promocję, więc znowu karton cały zamówiłam, do wydanej kwoty nie ma co się przyznawać. Na usprawiedliwienie mam tylko to, że z mamą się podzieliłam, no i część zaplanowana była na imieniny. Wpadł mi w ręce ten gagatek, lekki, fajnie nawilżający, dobrze spisujący się rano pod makijaż, bo nie wpływał na jego trwałość. Niestety strasznie szybko się skończył, choć nie wydaje mi się, żebym przesadzała z ilością. A do tego delikatnie zapychał, po każdym użyciu, miałam małe podskórne grudki, zazwyczaj nie widoczne, ale wyczuwalne. Nie wrócę do niego ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Fratti – Intimate – Delikatny żel do higieny intymnej – Fresh Balance

Nie zwracał uwagi zapachem. Konsystencja była dobra, nie za gęsta, nie za rzadka. Nie uczulał, nie podrażniał, zostawiał uczucie świeżości. Bardzo przyjemny produkt do którego spokojnie mogę wrócić.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Elfa Pharm – O’Herbal – Odżywka wzmacniająca włosy

To moje kolejne opakowanie. Wydajna, starczyła mi na miesiące codziennego nakładania pod prysznicem. Nie zrobiła krzywdy mojej wrażliwej skórze głowy. Niestety obecnie zapas odżywek mam przesadny, ale jak tylko trochę go ogarnę, to do całej ich serii wrócę. Włosy po niej były w dobrej kondycji, łatwo dawały się rozczesać, nie były obciążone, były gładkie, miękkie i samoistnie układały się dobrze. W sumie mogłabym odpuścić sobie dodatkowe zabiegi włosowe, gdyby nie to, że staram się im co weekend coś ekstra jeszcze dorzucić. Jednak z przesuszonymi latem włosami sobie nie radziła, ale nie znalazłam takiej, która by sobie radziła, trzeba było obciąć. Miałam też inne wersje, chętnie do nich wracam.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Balea – Himbeere Litschi – Żel pod prysznic

Dostałam go w prezencie urodzinowym od Kaśki z bloga Sklerotyczka. Klasycznie jak na te żele, pachnie i wygląda ślicznie, fajnie się pieni, nie przesusza skóry, wielu chętnych ma do używania. Gdybym miała do nich łatwiejszy dostęp, pewnie częściej by u mnie gościł.









Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bydgoska Wytwórnia Mydła – Peeling korundowy z aronią

Śliczny słodki zapach. Zdecydowanie wymaga wymieszania przed nabraniem produktu. Mocno się osypuje, więc warto go używać w wannie lub nad zlewem. Jest mocny, dla mojej skóry wrażliwej za mocny, na początku zdecydowanie z nim przesadzałam, przez co skóra była mocno zaogniona i nawet olejek temu nie zapobiegał. Ale od kiedy zaczęłam go używać w wannie, nakładałam, lekko masowałam, zostawiałam na chwilę i znowu powtarzałam masaż, zostawiałam, a zmywałam dopiero pod koniec kąpieli, zaczęłam się z nim dogadywać. Skóra po nim była gładka i odżywiona, ale zawsze też potrzebowała większego wsparcia i łagodzenia. Nie zużyłam do końca, bo mi zwiał i się rozbił, a nie obraziłabym się na ten ostatni raz. Jednak nie kupię ponownie, bo jest dla mnie za mocny.
Jego recenzje widziałam u: