Zużyte czy nie, pozbywam się #40 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … mimo, że środa była wolna, wcale nie cieszę się na ten dzień mniej. Choć nie obraziłabym się na dodatkowy dzień wolny w tygodniu. Nie wiem jak Wy, ale mi się wtedy najlepiej sprząta, całe mieszkanie potrafię przewalić. Tym razem też tak było, więc w ten weekend zasłużyłam na relaks. A Wy jakie macie plany?


Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

3 produkty – krem pod oczy – L’orient, Vianek, Yunifang

Tylko L’orient mnie zawiódł, podrażniając mi oczy, co oznacza dyskwalifikację. Za to Vianek i Yunifang spisały się świetnie. Dodatkowo Vianek jest tani, łatwo dostępny i ma dobry skład, czego chcieć więcej. Spotkamy się ponownie, choć to jeszcze nie jest ideał.






Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

3 produkty – maseczka do twarzy Fit&Fresh – Marion

Efekt delikatny, odczuwalny,jednak nie zachwycający, to chyba najlepsze podsumowanie odczuć mojej mieszanej, ale wrażliwej skóry po tych 3 maseczkach. Niestety każda z nich powodowała dyskomfort, każda trochę inny, co jednak sprawia, że nie mam ochoty na powrót do nich. Nie zapchały mojej podatnej na to skóry.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Make Me Bio – Olejek do pielęgnacji twarzy i demakijażu

Pierwsze co mi się w nim nie podoba, to ta ogromna dziura, oj można sobie ładnie chlusnąć produktem. Zapach ma dosyć przyjemny, ale trzeba się postarać, żeby go poczuć, co dla mnie zawsze jest na plus. Konsystencję ma idealną, nie jest zbyt płynna więc daje się idealnie rozprowadzić na twarzy, nawet przy moim braku zdolności manualnych, nigdzie się nie ochlapałam. Nie jest zbyt gęsta, więc nie stwarza oporu podczas masowania, co oznacza, że nie naciągam sobie skóry choćby w minimalnym stopniu. Masaż to przyjemność. Niestety ma problemy z usunięciem tuszu wodoodpornego, w końcu sobie z nim radzi, ale zajmuje to irytująco dużo czasu i pocierania, do tego stopnia, że w końcu zawsze coś mi się dostanie do oka i je podrażni, zakładam, że to nie jest winą tylko olejku, ale kompletu tego wszystkiego co miałam na twarzy. Nie daje się zmyć tylko wodą, niby logiczne, potrzeba ściereczki, co do której używania jeszcze się nie przekonałam lub pianki czy też żelu. Ja ostatnio wybieram piankę. Po takim duecie, nawet bez wcześniejszego użycia płynu micelarnego, skóra jest dobrze oczyszczona. Co oczywiście dodatkowo sprawdziłam przy pomocy wacika nasączonego płynem micelarnym, był czysty. Wylądował w 3 produktach ze Skin79 oraz Tołpą.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Sylveco – Hibiskusowy tonik do twarzy

To już moje kolejne podejście do niego. Za pierwszym razem, go nie polubiłam, a mama go chciała, więc go jej oddałam. Ale tyle dobrych opinii zbiera, uznałam, że dam mu jeszcze jedną szansę, może go nie doceniłam. Głównie miał mi służyć do maseczek tonikowych, ale wcale tak dobrze się w nie nie wchłania. Samodzielnie jest dobry, ale nie łagodzi jakoś super mojej wiecznie rozdrażnionej skóry. Może jeszcze by się fajnie spisał, przy glinkach, ale mało ich używam. Nie lubię też sposobu aplikacji, na wacik szkoda, wylewałam na dłonie i wklepywałam, ale jednak wolę spryskiwać. Poprawny, ale bez szału. 

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Cien – Płyn do demakijażu oczu

Pachnie nie szczególnie, ale nie jest szczególnie nachalny. Usuwa makijaż nie wodoodporny przyzwoicie choć nie idealnie. Moje wrażliwe oczy po nim nie płakały, ale twarz i okolica oka średnio go lubią. Skóra mnie po nim mrowi i rozgrzewa się, ale większej krzywdy mi nie robił. Używałam bez większych problemów, choć pompka jak przy zmywaczach do paznokci, wcale mnie nie zachwyciła, bo chlapała płynem bokami. Tani, tamto dostępny, pewnie dla większości przyzwoity. Nie planuje z nim ponownego spotkania. Wylądował w 3 produktach z Balea oraz Equilibra.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

hHom – Relaxing bath salts – Eucalyptus & rosemary

Jedna z wielu soli, w które zaopatrzyłam się w TK Maxx. Przyjemna, ale liczyłam na większą moc ułatwiającą oddychanie, a tymczasem okazała się raczej delikatna. Poza tym jak klasyczna sól, zmiękczyła wodę, skóra po kąpieli z jej użyciem przyjemna i to mniej więcej tyle. Nie była zła, ale też mnie nie zachwyciła na tyle, żeby sięgnąć po nią ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Elfa Pharm – O’Herbal – Odżywka wzmacniająca włosy

To moje drugie opakowanie. Miałam też jej siostrę i byłam zachwycona. Jest mega wydajna, starczyła mi na miesiące codziennego nakładania pod prysznicem. Nie zrobiła krzywdy mojej wrażliwej skórze głowy. Niestety obecnie zapas odżywek mam przesadny, miałam do niej wrócić dopiero, jak go trochę ogarnę. Jednak po wielu wpadkach miałam ochotę wrócić do czegoś sprawdzonego. Włosy po niej były w dobrej kondycji, łatwo dawały się rozczesać, nie były obciążone. Za to były gładkie, miękkie i samoistnie układały się dobrze. W sumie mogłabym odpuścić sobie dodatkowe zabiegi włosowe, gdyby nie to, że staram się im co weekend coś ekstra jeszcze dorzucić. Polecam, ja do nich na pewno wrócę. Jeśli Was zaciekawiłam to zachęcam też, żeby zajrzeć do Mariki z bloga Porcelanowe włosy, która opisała je zbiorczo. 

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

CosNature – Naturalne multiwitaminowe przeciwzmarszczkowe serum z rokitnikiem

Miałam je długo i jakoś nie mogłam się z nim polubić. Odczuwalnie siedziało mi na skórze, świeciłam się niemiłosiernie. Na początku uderza zapachem alkoholu. W zależności od kondycji mojej skóry piekło mnie po nim lub nie. Nie robiło mi strasznej krzywdy, ale też nie zauważyłam nic pozytywnego po jego używaniu. Nie mam ochoty na powtórkę.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Przyjemnego weekendu Wam życzę 🙂

Poprzednie: