Zużyte czy nie, pozbywam się #39 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.
Piątek, piąteczek, piątunio … czy z tego denka widać moją desperację w temacie włosowym? Jak zazwyczaj w dużym stopniu zostawiałam je same sobie, tak teraz próbuję ratować te resztki w opłakanym stanie, które mi zostały. Więc nagle chwytam się za wszystko co je może uratować. Choć w sumie robię to już od jakiegoś czasu, stąd tyle włosowych zużyć.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bioxsine – Dermagen serum

Urodzinowy prezent od Ani z Aneczka blog. Co ciekawe na razie widziałam tylko pozytywne komentarze na temat tej kuracji. Wiem, że czekacie na recenzje, ale z pierwotnych zachwytów, bo szybko widziałam rezultaty jego działania. Zaczynam mieć wątpliwości, tym bardziej, że sporo złego działo mi się z włosami i skórą głowy, choć obwiniam hormony. Coś czuję, że za jakiś czas kupię kolejne opakowanie i dam mu szansę jeszcze raz.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Tints of Nature – Naturalna farba do włosów – 3N Naturalny ciemny brąz

Ania z bloga Co kręci Anulę tak ją zachwalała, że w końcu musiałam ją zamówić. W sumie to tylko ją miałam zamówić, ale wyszło jak zawsze. To było moje pierwsze samodzielne farbowanie, jakoś zawsze do tej pory bałam się to robić i chodziłam do fryzjera. Przemogłam się, instrukcja łatwa, wszystko czego potrzebowałam było w środku. Najpierw odrost, potem reszta na długości, spłukałam. Jestem czarna. No cóż u mnie kolor wyszedł zupełnie inny, niż u Anuli, co mnie mega zaskoczyło. Za długo trzymałam? Inne włosy? No cóż następnym razem wybiorę jaśniejszy kolor. A co do samej farby, była łatwa w obsłudze, ładnie pokryła mi włosy, nawet było jej trochę za dużo, jak na moje krótkie włosy. Nie uczuliła i nie podrażniła mojej skóry głowy, nie spaliłam sobie włosów. Szybko łatwo i przyjemnie. Włosy myję codziennie, a kolor nadal fajnie się trzyma, już po ponad 3 tygodniach, mimo, wcierek, żelu aloesowego i oleju, które dosyć regularnie w nie wcieram. Nie mam zastrzeżeń większych, niż to, że przestrzeliłam z kolorem. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

La Roche-Posay – Hydreane Riche – Krem nawilżający do skóry bardzo wrażliwej

Fajny, biały, przyjemnie gęsty krem, który dobrze się rozprowadza, nieźle wchłania. Aż szkoda, że pojemność jest mniejsza, niż standardowo. Bardzo długo byłam przekonana, że to krem pod oczy, w sumie z taką myślą go kupiłam. I w sumie teraz nie wiem, czy przez pomyłkę nie sięgnęłam po krem obok. Ten spisał się fajnie, lubiłam go, taki dobry krem na noc. Nie uczulał, nie zapychał, nie robił nic złego, ale wszystkie ich produkty zachowują się tak u mnie. Zniknął tak szybko, że mam wątpliwości co do wydajności. Niby nie mam zastrzeżeń, ale nie wiem, czy wrócę do niego ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Natura Siberica – Alladale – Naturalna regenerująca maska do włosów

Na szczęście była lepsza niż Saaremaa. Jednak podobnie mało wydajna, bo użyłam jej 6 razy, a ciężko powiedzieć, żeby to był dobry wynik przy moich cienkich, krótkich włosach. Lekko nawilżała, odżywiała i wygładzała. Ale nie udało jej się ogarnąć zadowalająco, bo nie liczyłam nawet na całkowite ogarnięcie mojego siana. Próbowałam nakładać przed i po myciu. Nie mam ochoty na powrót do niej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Isana – Lekki olejek do włosów

Od dawna chodzi za mną olejowanie włosów, ale jakoś mi to nie wychodzi. Więc uznałam, że może mieszanka lepiej się u mnie spisze. Niestety nie robił nic, a miałam go długo, w różnych sytuacjach włosowych próbowałam go zużyć. Ale jest jakiś dziwny oślizło, glutowaty, moje włosy nijak nie chciały na niego zareagować, solo, ani w połączeniu z innym olejem, czy aloesem. Próbowałam go nawet zużyć do domywania gąbeczek do makijażu. No cóż, robiłam sobie dodatkową robotę, bo trzeba było go dodatkowo z nich wymywać. Był straszny i ogromnie się cieszę, że go zmęczyłam, choć tak naprawdę to on mnie wykończył.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Nivea – Hairmilk Natural Shine – Szampon pielęgnujący do włosów matowych i zmęczonych

Jak ją dostałam na głowie miałam straszne siano, którego ogarnąć nie mogłam. Więc mega się ucieszyłam, że uda jej się ciut tą porażkę ogarnąć. I rzeczywiście w niewielkim stopniu tak było, niestety nie na tyle, żebym nie potrzebowała kolejnych wspomagaczy, jak choćby odżywka lub olejek na końcówki. Pewnie przy normalnym stanie moich włosów, byłaby ok, a tak leci do mojej mamy, żeby sobie sprawdziła, czy jej pasuje.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Cosrx – Preparat złuszczający z naturalnymi kwasami BHA

Jaka ja byłam na niego kiedyś nakręcona. Jeszcze za czasów, jak trzeba było go sprowadzać, z tego co widzę teraz już nie trzeba tak cudować. Czego to on miał nie robić? Robił niewiele, jak już to po chwili podrażniał moją wrażliwą skórę. Dodatkowo zamiast pozbywać się nieprzyjaciół, to raczej ich przyciągał. Czytałam o takim działaniu oczyszczającym niby, ale nie jest ono dla mnie pożądane na tyle, żebym chciała się męczyć, do obiecanych efektów, których nie mogłam się doczekać. Każde podejście przerywałam, zaleczałam skórę i odwlekałam kolejną próbę. Jak wracałam, była powtórka z rozrywki. Nie jest to produkt dla mnie, nie mam ochoty na niego już patrzeć, a i termin przydatności od otwarcia już minął.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Burberry – Fresh Glow Luminous Base – Baza wygładzająca


Nie zapycha, nie robi nic złego. Podkład fajnie się na niej trzyma. Nie miałabym na co narzekać, gdyby nie to, że jest to baza rozświetlająca i to dosyć intensywnie, co przy mojej skórze mieszanej nie jest efektem, którego pożądam.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Kat Von D – Lock-it Setting Powder – Półprzezroczysty sypki puder



Nic nie utrwala, wszystko mi się pod nim rusza. Nie matuje praktycznie wcale. Makijaż wygląda na nieświeży zaraz po nałożeniu, momentalnie robi się ciacho. Mam wrażenie, jakby był ciut cięższy, jakby wilgotnawy. A mam go już trochę, bazy, podkłady, kremy, korektory, temperatura, pędzel, gąbka, mało, dużo, nic nie zmieniają. Nawet to, że skóra twarzy jest tłusta w strefie T, sucha pod oczami i normalna na policzkach, niewiele zmienia, no a przy takim rozstrzale, gdzieś powinien mi się sprawdzać. Mam go w małej pojemności, a zużyć nie mogę, co użyję jest bardzo źle. A specjalnie używałam wielokrotnie tych samych produktów, dzień po dniu i tylko puder zmieniałam. Czasami pudruję krem, czasami naturalny BB, czasami lekki świetlisty podkład, czasami ciężki zastygający. Korektory podobnie. Niby pod oczami wygląda ciut lepiej, ale co z tego jeśli korektora nie utrwala, więc nawet te zastygające potrafią się zebrać. Nawet już pomysłu nie mam, z czym go połączyć, żeby po prostu w miarę znośnie zużyć. Zupełnie nie rozumiem zachwytów nad nim, dla mnie to straszny bubel. Jak ja się cieszę, że skusiłam się na mniejsze opakowanie 5,4 g, jednak i tak jestem zła, że dałam za niego 72 zł. Przeciętny drogeryjny puder spisuje się u mnie zdecydowanie lepiej, choć może powinnam napisać, nie pamiętam, żebym tak zły puder wcześniej miała. Nawet nie wiem u kogo mógłby się sprawdzić, w końcu kto używa pudru, a nie potrzebuje utrwalenia?