Zużyte czy nie, pozbywam się #38 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … kolejny intensywny tydzień za mną. Kto by się spodziewał takich temperatur we wrześniu? Toż to lato. Jednak już na kasztany i żołędzie poluję, w końcu zaraz w przedszkolu wywieszą kartkę, że na już potrzeba.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Selfie Project – Maski na tkaninie 

Z pełną premedytacją tak często powtarzałam się pisząc o nich, gdyż dla mnie różnice między nimi są minimalne. Cena 9,99 zł. Nie polecam, zwłaszcza jeśli jesteś posiadaczką wrażliwej skóry tak jak ja. Chyba już dawno tak nie zaczynałam podsumowania. Ale też dawno, nie czułam takiej irytacji na produkt, a wręcz dodatek do pielęgnacji, który raczej nie powinien wywoływać szczególnej ekscytacji. A te wywołują u mnie taki dyskomfort, że gdyby nie mój upór, żeby sprawdzić wszystkie, to już po pierwszej bym się z nimi pożegnała. Pieczenie i rozdrażnienie to w sumie jedyne wspomnienie, jakie mi po nich zostaje. Jeśli macie ochotę na więcej, to poświęciłam im oddzielny wpis.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Nivea – Płatki kosmetyczne

Nieźle zszyte, nie rozpadały się, ale jakieś takie strasznie twarde, sztywne były. Nawet nie wiem, skąd je miałam, pewnie jakiś dodatek przy zakupach. Nie zachęcają do zakupu.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Vollare Cosmetics – Baza pod makijaż wygładzająco-rozświetlająca

Lubię ją, nie jest tak przerażająco rozświetlająca, jak się tego spodziewałam. Mimo, że na dłoniach widzę dużo blasku i drobinki, to wmasowana w skórę, nie daje takiego efektu. A przykryta podkładem, nawet w świetle dziennym, nie zdradza mojego zaufania. Podkłady na niej trzymają się równie dobrze, jeśli nie odrobinę lepiej, niż standardowo. A za to miałam wrażenie, że skóra jest jakaś taka gładsza, pory mniej widoczne. Może jej działanie nie jest jakieś szczególnie spektakularne, ale dzięki niej mój makijaż wygląda lepiej. Poleciała dalej, może spisze się równie dobrze, a ja mam jeszcze kilka baz do zużycia.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Soraya – Ideal beauty – Body make-up do jasnej karnacji

Dostałam go od Magdy z bloga Racja pielęgnacjaNie lubię mazideł do ciała, a takich z kolorem wręcz się boję. Więc poleciał dalej, może ktoś inny go doceni bardziej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Svoje – Piling do twarzy – Truskawka

W opakowaniu to tylko wyblakły różowy proszek bez wyraźnego zapachu. Po dodaniu wody pachnie jak liofilizowane truskawki, czyli całkiem przyjemnie. Nie ma problemu z rozrobieniem, wszystko ładnie się łączy, wystarczy odrobina wody, nie warto z jej ilością przesadzać. Nie zasycha szczególnie szybko, więc spokojnie można przetrzymać go na twarzy jako maseczkę. Mam skórę wrażliwą, więc miałam obawy, czy drobinki nie rozdrażnią jej za mocno. Na szczęście nie są szczególnie ostre. Wstępne rozdrażnienie ukoił hydrolat, a to co jeszcze się ujawniło samo przeszło w ciągu 15 minut, więc nie mam na co narzekać. Jest łatwy do zmycia, woda i dłonie wystarczą. Po zmyciu skóra jest dobrze oczyszczona, nawet najbardziej problematyczny u mnie nos, a pory są zwężone. Lubię, co więcej z każdym użyciem lubię bardziej. Na razie jestem po 4 użyciach i co najmniej na kolejne 2-4 powinno mi starczyć.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

NYX – Flawless finish blending sponge

Całkiem przyzwoita gąbeczka. O ile pierwotnie nie wywarła na mnie większego wrażenia, o tyle ostatnio coraz bardziej się z nią lubiłam. Może nie jest to najgenialniejszy produkt, ale spisywała się na tyle dobrze, że chętnie do niej wrócę. Miękka, nie zjadająca szczególnej ilości podkładu, a za to rozprowadzająca go dobrze.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bioxsine – Dermagen serum

Urodzinowy prezent od Ani z Aneczka blog. Co ciekawe na razie widziałam tylko pozytywne komentarze na temat tej kuracji. Wiem, że czekacie na recenzje, ale z pierwotnych zachwytów, bo szybko widziałam rezultaty jego działania. Zaczynam mieć wątpliwości, tym bardziej, że sporo złego działo mi się z włosami i skórą głowy, choć obwiniam hormony. Coś czuję, że za jakiś czas kupię kolejne opakowanie i dam mu szansę jeszcze raz.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Inglot – Face eyes body highlighter freedom system – 108

Dostałam go od Magdy z bloga Racja pielęgnacja. Niby to rozświetlacz, choć dla mnie jednak rozświetlający róż, śliczny, ale ja go nie używam. Trzymałam go przez chwilę z mocnym postanowieniem używania, ale na niewiele się to zdało. Poleciał dalej, może zostanie doceniony bardziej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Rapan Beauty – Maska do twarzy – Skóra tłusta i mieszana

Bardzo lubię te maski. Choć łagodne dla skóry nie są, a może raczej mało komfortowe, pierwsze kilka minut od nałożenia mega mnie skóra piecze. Ale po chwili dyskomfort mija. Po zmyciu nic złego ze skórą mi się nie dzieje, nie jest zaczerwieniona, czy rozdrażniona. A za to idealnie oczyszczona i super gładka. Działa na mnie tak, jak żadna inna maska oczyszczająca. Jednak ta wersja jest jeszcze mocniejsza, więc oczywiście kolejną już kupiłam, ale w wersji dla skóry wrażliwej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

ECOU Choose Nature – Hibiskusowy tonik do twarzy

Miałam rumiankowy i był przyzwoity. Ten jednak strasznie szybko zaczął mi skórę podrażniać, na początku tylko na dekolcie pojawiło się zaczerwienienie, potem skóra była zaogniona, a potem i twarz, zaczęła na niego podobnie reagować. Wylałam większość opakowania.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Le Petit Marseillais – Mleczko nawilżające rozświetlenie

Delikatny, przyjemny, mimo, że perfumowany zapach. Rozprowadza się łatwo, nie jest ciężki, ani tłusty. Pozostawia delikatny film, który na szczęście nie jest szczególnie lepki. W miarę szybko się wchłania, nawet jak na moje standardy, chyba, że przesadzę z ilością. Zawiera w sobie błyszczące drobinki, które są widoczne na skórze, ale pod palcami wyczuwalne nie są. Zakładam, że na bardziej opalonej skórze niż moja, może wyglądać fajnie. Nałożony na ogolone nogi, nie robi mi krzywdy, nic mnie nie szczypie, skóra nie jest podrażniona, a wręcz ukojona, przynajmniej póki go nie zmyję, pod prysznicem. Nie czuję oblepienia i skóra mi się pod nim nie poci, jakoś szczególnie. Dobra pompka to dodatkowy atut. Fajny produkt na lato dla takiej niewiele wymagającej skóry ciała jak moja.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yope – Naturalne mydło do rąk dla dzieci – Nagietek

Przyjemny, delikatny zapach, choć Kokos + mięta podobał mi się bardziej. Rzadsza konsystencja, niż ich klasycznych mydeł, co powinno być plusem dla tych którzy uważają, że są za gęste. Nie robią nic złego, myją. Jednak ten dla którego je kupiłam, woli pianki, ja je zużywam je z przyjemnością.