Zużyte czy nie, pozbywam się #35 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … koniec sierpnia, koniec wakacji, za to znowu stać w korkach będziemy. Już zaczynam sobie grafik układać, będzie się działo. W tym roku muszę szybko zapolować na kasztany, żebym nie obudziła się znowu za późno. Czy tylko ja cieszę się na wczesną, naszą złotą jesień?

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.


Maski w płacie – Holika Holika, Medi Heal oraz Yunifang


Sporo różnych masek w płacie zużyłam przez ostatnie kilka lat. Mimo, że nie są do końca ekonomiczne, to je lubię, zwłaszcza jeśli zależy mi na szybkim i dobrym nawilżeniu. Z tej 3 wszystkie były fajne. Do Yunifang na pewno wrócę, bo po prostu we wszystkich wersjach mi się sprawdza. Medi Heal trochę mnie straszyła, ale efekt jest zadowalający, a cena znośna. Natomiast Holika Holika, gdyby była na całą twarz lub w te kwadraciki były w większym zbiorczym opakowaniu. Pewnie bym się na nią ponownie skusiła, a tak nie korci mnie powrót do niej, tak jak do pozostałych. Więcej o nich w 3 produktach.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Tami – Bawełniane chusteczki kosmetyczne do pielęgnacji twarzy

Jakiś czas temu były bardzo popularne, do zmywania, do wycierania, do robienia maseczek w płacie, ale u mnie coś nie schodziły. Ale od kiedy nakładam henne jednoskładnikową na brwi, co kilka dni zużywam jedną. Bo idealnie nadają się do zebrania jej nadmiaru. Od kiedy tego spróbowałam, nie wyobrażam sobie inaczej henny usuwać.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Vianek – Wzmacniający krem do twarzy na dzień

Przyjemny, lekki krem o zielonkawym kolorze, który ładnie wyrównuje zaczerwienienia, bez robienia ze mnie Fiony. Raczej nie kupuję kremów na dzień, bo mało ich używam, ale na ten mam ochotę.

Bema – Face Firming Treatment

Pięknie pachnie, rozsmarowuje się idealnie, nie jak krem naturalny, nie czuć, żeby siedział na skórze. Niestety zapchał mnie delikatnie, małe białe główki w różnych miejscach na twarzy się pojawiły. Zużyłam na 2 razy, ale z dniem przerwy, więc nie bardzo mam jak zwalić na coś innego. Nie dla mnie on, a szkoda.
Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.


Nivea – Krem do rąk – Kwiat wiśni i olejek Jojoba

Jeśli zdarza się Wam czytać moje wypociny, to pewnie jedno o mnie wiecie, nie lubię kremów do rąk. Ale ciągle szukam petardy, która zregeneruje je po 1 aplikacji. Nie lubię samej czynności smarowania rąk, nie lubię długiego wchłaniania się, nie lubię potwornie intensywnych zapachów, które biją po nosie nawet opuszczone wzdłuż ciała, no i przede wszystkim nie lubię tej tłustości i oblepienia, bleee. Ten gagatek miał od razu polecieć do mojej mamy, ale żeby nie było, raz użyłam i już nie oddałam. Spodobał mi się delikatny, przyjemny zapach, który nie odwraca mojej uwagi od książki, nawet jak mam ją i dłonie zaraz przy nosie. Lekka konsystencja, szybkie wchłanianie, brak lepkości i tłustości, nie zostawiam śladów nawet na papierze. Choć jest wyczuwalny delikatny film, na który nie zwracam uwagi, aż do mycia rąk, a i wtedy nie jest uciążliwy. Wszystko mi w nim pasuje, nawet kompaktowe, miękkie opakowanie. Polubiłam go do tego stopnia, że nawet w domu codziennie nim ręce smaruję, co mi się praktycznie nie zdarza. Jako jeden z nielicznych wykończę bez pomocy i z przyjemnością.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Biologique Recherche – Lotion P50W – Złuszczający lotion do skóry wrażliwej

Mega zachwalany produkt w wersji oryginalnej, ale słysząc o jego mocy, a mając skórę wrażliwą skusiłam się, na teoretycznie łagodniejszą wersję. Niestety to był zły wybór jeśli chodzi o pierwsze spotkanie z kwasami. Jest za mocny, a przynajmniej dla mnie taki był, zbyt łatwo robiłam sobie nim krzywdę. Przeraził mnie, co prawda nie na tyle, żebym zrezygnowała z nich całkowicie. Odstawiłam go na rzecz innych, miałam wrócić, ale co wracałam ciągle był za mocny, a ja miałam takie gagatki, które się u mnie fajnie spisywały, więc tak stał. Za długo już go mam, pozbywam się, raczej nie wrócę do niego szybko. Choć może kiedyś będę znowu chciała sprawdzić co w nim takiego cudownego. Na chwilę obecną jesień zaczynam z retinolem, choć raczej nie wcześniej, niż za miesiąc.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Wild Siberica – Saaremaa – Nawilżająca maska do włosów farbowanych i suchych

Całkiem przyjemna konsystencja i zapach. Niestety nie robiła nic, nałożona przed myciem włosów, czy po, nie miało znaczenia. Zużyłam na 4 razy, co przy moich krótkich włosach trochę za ucho, chyba nie powinno mieć miejsca. Choć w sumie cieszę się, że nie musiałam się z nią dłużej męczyć.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Oillan – Multi-lipidowy krem do twarzy

Przyjemny treściwy krem. Dla mojej skóry mieszanej w stronę tłustej, był opcją tylko na noc. Nie zapycha, nie podrażnia, nie uczula, choć okolicę oczu przy ich produktach warto omijać, jeśli macie wrażliwe. Podczas tegorocznego upalnego lata, nie był mi codziennie potrzebny, ale przynosił mi ulgę, kiedy moja skóra była rozdrażniona czy przesuszona. Świeżo pachnący kompres, dający uczucie natychmiastowego nawilżenia i ukojenia. Fajnie mi się spisywał solo, ale też jako ochrona serum lub esencji, jeśli nakładałam coś wcześniej. Zużyłam z przyjemnością, ale nie wiem czy wrócę do niego w najbliższym czasie.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Bioderma – Photoderm Apres Soleil – Emulsja po opalaniu

Nieczęsto sięgam po takie gagatki, ale jak trwoga to apteka pomoże. To nie jest moje pierwsze opakowanie, nawet na blogu pojawiła się już kilka razy. W ulubieńcach lipca 2015, nie pamiętałam nawet, że tak długo ją znam oraz choćby w zeszłorocznych zużyciach. Nie jest najtańsza, ale działa. Przynosi ukojenie, jak za długo posiedzi się na plaży. Radziła sobie z dużą dawką przesady z naszej strony. W tym roku nie była potrzebna, bo przy takich upałach, na plażę ruszaliśmy o 7 i schodziliśmy koło 10, więc nie było potrzeby się ratować. Ale pewnie nie raz jeszcze będę po nią sięgać.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się, to klasyczne denko.

Le Bleuet – May chang – Puder musujący

Dostałam go od Mariki z bloga Le Bleuet w prezencie urodzinowym. Kocham wszelkie umilacze kąpieli, zwłaszcza te ręcznie robione. Cudowny był, zużyłam na 2 razy. Intensywny, cytrusowy, nietypowo. Bez bólu głowy, gładka skóra, czysty relaks.