Zużyte czy nie, pozbywam się #34 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … zaraz koniec wakacji, których nie miałam. Pogoda super, a ja coś zmęczona się tym tygodniem czuję. Starość? A może jednak trochę urlopu będę potrzebowała jesienią.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yunifang – Maska w płacie

Jeśli do mnie trochę zaglądacie to pewnie już je kojarzycie. Używam ich od kilku lat, wiele z nich się u mnie przewinęło. Mimo, że używałam wiele, różnych masek w płacie, to jakoś te zawsze zaliczały się do najlepszych. Jednak ostatnio nie zachwycają mnie już tak mocno, ale nadal są jednymi z najlepszych, jakich używałam. Wiele z nich puściłam w świat i tylko jedną reakcję negatywną na ich temat usłyszałam. Będę do nich wracać.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Sephora – Sephora Collection – Niebieska glinka oczyszczająca i dotleniająca

Dostałam ją jako prezent urodzinowy, podczas zakupów w Sephorze. Jakoś nie byłam do niej przekonana, ale opakowanie ma świetne. Myślałam, że zużyję max na 2 razy, a wyszło z tego 7 użyć, na całą twarz. Wiele jej nie trzeba. Przyjemna kremowa konsystencja, która nie zastyga tak łatwo i szybko, jak zwykła glinka, więc na luzie można o niej zapomnieć i dłużej pochodzić. Ciut piecze w najwrażliwszej części mojej twarzy, czyli koło nosa. Ale to szybko mija. Zmywałam ją zawsze gąbeczką, bez problemów, a po skóra jest oczyszczona, jędrna, koloryt wyrównany, a sama skóra wizualnie odświeżona. Lubię ją do tego stopnia, że korci mnie, żeby chwycić też inne, a do tej wrócić.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Duetus – Maseczka do twarzy

Mega zachwalana przez Anię z bloga Co kręci Anulę. Po jej wpisie chciałam je zamówić, ale już nie było. Tak bardzo chciałam ją mieć, że poprosiłam dziewczyny, żeby dały mi znać, jak wróci. Ania wszystkich wyprzedziła i mi ją podesłała. A chwilę później była fajna promocja na stronie Sylveco, gdzie można było je dostać za złotówkę, jeśli dobrze pamiętam. Jednak ja mimo, że o promocji trąbiłam, sama z niej nie skorzystałam, bo … u mnie ona nic nie robi. Totalne rozczarowanie, do tego stopnia, że nie miałam ochoty na więcej, a i inne produkty już mnie nie korcą.
Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Le Petit Marseillais – Pielęgnujący Olejek pod prysznic – Olejek z Pestek Moreli i Płatki Róż

Trochę mnie odstraszał ten olejek, ale to jest zwykły żel o dobrej konsystencji, nie za wodnistej, nie za gęstej. Perfumowany i nie kojarzący mi się z opisem zapach, ale ładny i delikatny. Fajnie myje, nie znęca się nad moją skórą, a wręcz jest gładka i przyjemna w dotyku. Wypchnął inne gagatki z kolejki, które dłużej czekają na zużycie. Pozytywne zaskoczenie, jak zużyję zapasy, to jest spora szansa, że wrócę do ich żeli.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yope – Naturalne mydło do rąk dla dzieci – Kokos i mięta

Mega przyjemny, delikatny zapach. Rzadsza konsystencja, niż ich klasycznych mydeł, co powinno być plusem dla tych którzy uważają, że są za gęste. Nie robią nic złego, myją. Jednak ten dla którego je kupiłam, woli pianki. Jednak ja zużywam je z przyjemnością.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Nivea – Diamond Gloss – Pianka do włosów


Używałam rożnych pianek, polecanych przez fryzjerów również, ale do tej zawsze wracam i jestem z niej najbardziej zadowolona. Włosy są miękkie, a przede wszystkim lśniące i wyglądają na zdrowe. Fryzjerka, jak mnie spotkała na ulicy myślała, że jestem świeżo po koloryzacji u kogoś innego. Ostatnimi czasy unikałam produktów do stylizacji włosów, ale ostatnio jakieś takie klapnięte są, a ona zawsze nadawała im objętość. Bardzo dobrze mi się spisuje, wiele opakowań zużyłam i jak będę miała ochotę na piankę, to pewnie właśnie po tą sięgnę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bielenda –  Botanic Spa Rituals z opuncją figową i aloesem – Płyn micelarny

Odlewkę dostałam od Ani z bloga Co kręci Anulę. Całkiem przyjemny produkt, nic złego mi nie robił, robił co miał robić. Jednak nie zachwycił mnie na tyle, żebym miała ochotę go kupić.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Sylveco – Łagodzący krem pod oczy


Dosyć rzadki, jasny, nie zwracający szczególnej uwagi zapachem krem. Daje się rozprowadzić bez problemu. Nie uczula, nie podrażnia, nawet moich wrażliwych oczu. Nie zapycha, jeśli przesunie mi się gdzieś niżej, na skórę twarzy podatną na zapychanie. Jak na krem naturalny, wchłania się szybko, nawet jak nałożę solidną warstwę. Nie trafiłam na taki krem, podkład, korektor czy bazę, która by się z nim nie dogadywała. A co do samego działania, to nawilża, łagodzi, daje uczucie ulgi, na dzień i pod makijaż super, bo nawet do komfortu skóry w ciągu całego dnia przyczepić się nie mogę. Jednak na noc jest dla mojej wymagającej, cienkiej, odwodnionej skóry, nawet przy obecnych upałach za słaby. Więc z przyjemnością używam go rano, a wieczorem jako jedną z kilku warstw. Daje mu się wchłonąć i nakładam inny krem jeszcze albo kwas hialuronowy pod spód, a na niego ten krem. Dobry krem, zakładam, że większość z Was byłaby z niego zadowolona. Jednak dla mojej wymagającej w tym temacie skóry, to jednak za mało, ale nie będę marudziła przesadnie, jeśli kiedyś ponownie wpadnie mi w ręce. Więcej o nim w 3 produktach z Sesderma oraz Oillan.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Sylveco – Tymiankowy żel do twarzy

Jedyne co mu mogę zarzucić to zapach, z którym ja mam ciut na pieńku. Wystarczy jedna pompka, która jest niewielka, dobrze się pieni, dobrze oczyszcza skórę twarzy jako 2 krok w demakijażu. Nie ściąga przesadnie, fajnie odświeża. Nawet to małe opakowanie mi pasowało, przez swoją poręczność. Bardzo fajny produkt, do którego jeszcze wrócę.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Isana – Bio – Płatki kosmetyczne


Kupiłam, bo Agnieszka z bloga Kosmetyczny Fronesis mega je zachwala. Choć pierwotnym sprawcą zamieszania, jeśli dobrze pamiętam była Magda z bloga Madziakowo, przez którą to zaczęłam na ten temat rozmawiać z Agą. Wiecie czasami przebieg procesu, od polecenia do zakupu u blogerki, wcale taki krótki nie jest. Nawet u mnie nie wszystko jest impulsem. Jednak jak to ja od razu wykupiłam cały zapas w Rossmannie, więc mam czas się nad nimi zastanowić. Na razie mnie nie powalają szczególnie, nie widzę tej genialnej różnicy, ale mam czas, może za 3 denka będę odwoływać te słowa.