Zużyte czy nie, pozbywam się #33 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.
Piątek, piąteczek, piątunio … środa wolna, to dla mnie jak 2 poniedziałki i 2 piątki, tak to można pracować. Dom ogarnięty, odpoczęłam, książkę skończyłam, a to wszystko przez mojego skowronka, który uznał, że 5:30 to dobra pora, żeby zacząć dzień wolny. A Wy co porabiałyście? A może długi weekend wykorzystujecie?

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Yunifang – Maseczka pod oczy

1 saszetka to 2 materiałowe płatki, które można położyć na powiekę górną i pod oko, ale ja tak nigdy nie robię. Rozcinam je i mam na 2 aplikacje lub składam na pół i wtedy maseczka jest dłużej nawilżona. Nie uczulają, nie podrażniają, nic złego nie robią mojej wrażliwej skórze. Nawilżenie, jakie dają mojej problematycznej skórze jest odczuwalne i zauważalne. Lubię i pewnie znowu zamówię ponownie.

Miyas – Mung Bean Mud Eye Stickers

Płatki dostałam od Ani z bloga Co kręci Anulę. Nie uczuliły, nie podrażniły, fajnie nawilżyły, dobrze się trzymały. Nie mam im nic do zarzucenia, jak trafię zamówię kolejne.

Mydłostacja – Peel-Maseczka – Owocowe podróże

Gagatka dostałam od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis. Założenie produktu jest świetne, peeling i maseczka w jednym, oszczędność czasu to zawsze dobry pomysł. Niestety jednak, jej właściwości peelingujące nie są odczuwalne na mojej skórze, może jest minimalnie bardziej wygładzona. Za to jako maseczka, jest fajna, odżywia, natłuszcza, nie robi nic złego. Poprawnie, ale nie zachwycająco. Nie mam ochoty na więcej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dermo Future – Hialuronowy wypełniacz ust

Tego gagatka dostałam od Ani z Aneczka blog. Byłam go ciekawa, ale nie na tyle, żeby kupić, bo nie wierzę w takie produkty. Przyjemny lekki krem, ani szczególnie pachnący, ani odrzucający, jeśli chodzi o to co do ust się dostanie. Mrowi intensywnie, miałam momentami wrażenie, że zaraz będę musiała go zmyć, ale zawsze wytrzymywałam, bo z czasem to uczucie mija. Niestety po takim zabiegu moje usta są przesuszone, wymęczone, choć rzeczywiście robią wrażenie pełniejszych, ale przez rozdrażnienie. Co kto lubi, mnie do doświadczenie, nie bawi na tyle, żebym chciała je powtarzać.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Uriage – Surgras Liquide Dermatologique – Dermatologiczny żel do mycia

Bardzo przyjemny żel do mycia twarzy. Zapach nienachalny, konsystencja w punkt. Robił co miał robić. Nie uczulał, nie podrażniał, co prawda odczuwałam po nim ściągnięcie, ale raczej minimalne. Jeśli chodzi o działanie to nie mam mu nic do zarzucenia. Może jeszcze się kiedyś spotkamy w normalnej pojemności, bo tego gagatka dostałam w ostatnim zamówionym przeze mnie pudełku Golden Box Be Glossy.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Fito Kosmetik – Sól do kąpieli – krymska, różowa, antycelulitowa

W sumie to nie sól, a saszetka z żelem do niej dołączona. Tym razem zużyłam ją samodzielnie, bo sól solo zużyłam dla syna do kąpieli, a u niego i tak za dużo innych dodatków potrafi w wannie wylądować. Nie pierwszy raz ją mam i jeszcze nie raz kupię.

Le Bleuet – You’re a gem – Kula do kąpieli

Dostałam ją od Mariki z bloga Le Bleuet w prezencie urodzinowym. Kocham wszelkie umilacze kąpieli, zwłaszcza te ręcznie robione. Cudowna była, aż szkoda, że po jednym użyciu przygoda się skończyła. Świeżo, lekko, nietypowo. Bez bólu głowy, gładka skóra, czysty relaks.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Oillan – Balance – Face – Multiregenerujący krem pod oczy i na powieki

Przyjemny, biały, odpowiednio gęsty krem, praktycznie bezzapachowy krem. Daje się rozprowadzić i wchłania ekspresowo. Daje natychmiastową ulgę i uczucie nawilżenia. Przez pierwsze 15 minut jestem nim zachwycona, niestety oczy zaczynają mi łzawić i piec. Mogę nałożyć go niżej, ale zawsze w końcu migruje mi w stronę oka i reakcja po każdym nałożeniu jest taka sama. Do tego stopnia, że nie jestem wstanie rzeczywiście ocenić jego działanie, bo muszę zmyć lub liczyć, że szybko zasnę, a jak zasnę to rano muszę szybko go zmyć, bo jak tego nie zrobię to znowu trochę trafi do oka i będzie piekło i łzawiło. Próbowałam na niego znaleźć sposób, ale mi się nie udało. Niestety próbowałam go używać od jakiegoś czasu i nie jest to chwilowa reakcja. Nie mogę go komfortowo używać. Więcej o nim pisałam w 3 produktach z Sesderma i Sylveco.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.



Max Factor – Masterpiece Transform Mascara

Przeleżała u mnie trochę, bo to jeszcze efekt moich szaleńczych zakupów przy okazji dużych przecen w popularnych drogeriach stacjonarnych. Liczyłam się z tym, że mogła być otwierana wcześniej i po prostu już nie nadawać się do użytku. Ale nic takiego nie miało miejsca. Nadal jest mokry, świeży, bez grudek, czy też czegoś co by mnie niepokoiło. Nie uczula, nie podrażnia, nie odbija się i nie osypuje się. Szczota jest silikonowa, tak jak lubię, ale kształt ma nietypowy. Co mogło być zaletą, na szczęście wadą nie jest, nie robi na mnie większego wrażenia, podczas używania, więc źle nie jest. Ładnie rozczesuje, choć nie idealnie. Nakłada dobra ilość produktu. Efekt jest ładny naturalny, ale widoczny. Przy pierwszej warstwie wygląda mocniej, niż Guerlain przy 2. Jednak to do spektakularnego efektu mu daleko. Lubię ją, nie jest zła, ale nie zachwyca mnie na tyle, żebym planowała do niej wracać. Więcej o niej pisałam w 3 produktach z Guerlain i Sephora.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Isana – Lemon Taste – Pianka pod prysznic


Całkiem przyjemny zapach, gęsta. Nie uczula, nie podrażnia, ale skóra jest po niej trochę ściągnięta. Jako umilacz kąpieli spoko, byle nie w dużej ilości lub z balsamem po.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yope – Kadzidłowiec i rozmaryn – Naturalny żel pod prysznic

Mydełka do rąk uwielbiam, póki co żele zużywam w taki sam sposób. Choć parę razy umyłam nim twarz, krzywda mi się nie stała, ale lekkie uczucie ściągnięcia dało się odczuć. Za to zapach jest najintensywniejszy ze wszystkich wersji jakie miałam, a zdaje się, że miałam wszystkie. Ja go lubiłam, ale nie każdemu może przypaść do gustu. To moje kolejne opakowanie i kupię ponownie.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bioxsine – Ziołowy szampon przeciw wypadaniu włosów

Urodzinowy prezent od Ani z Aneczka blog. Kuracji jeszcze nie skończyłam, a szampon już wykończyłam, ale to znowu wina mojej niesystematyczności w używaniu serum. Szampon mimo, że ma w składzie składnik, którego moja skóra głowy zazwyczaj nie lubi, nie robił mojej wrażliwej skórze głowy krzywdy. Dobrze oczyszczał, nie robił siana z włosów, ale bez odżywki nie wychodzę spod prysznica. Fajny produkt, ale czy rzeczywiście miał wpływ na wypadanie włosów? Razem z kuracją takie właśnie robił wrażenie ten duet.