Zużyte czy nie, pozbywam się #32 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … te upały mnie dobijają, przepraszam, miałam przestać marudzić na pogodę, ale właśnie się rozpływam. Okno od zacienionej strony otwarte od rana, wiatrak chodzi, a ja płynę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Palmolive – Magic Softness – Pianka do mycia rąk



Kupuję i zużywam, zresztą wszyscy domownicy chętnie po nią sięgają, kupuję ponownie. Obecnie jest to jeden z obowiązkowych zakupów w Rossmannie, póki co nie widzę, żeby coś w tym temacie miało się zmienić. Ostatnio mam wrażenie, że nawet umilacze kąpieli tak często, jak ona nie pojawiają się w denkach.




Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yunifang – Maseczka pod oczy

1 saszetka to 2 materiałowe płatki, które można położyć na powiekę górną i pod oko, ale ja tak nigdy nie robię. Rozcinam je i mam na 2 aplikacje lub składam na pół i wtedy maseczka jest dłużej nawilżona. Nie uczulają, nie podrażniają, nic złego nie robią mojej wrażliwej skórze. Nawilżenie, jakie dają mojej problematycznej skórze jest odczuwalne i zauważalne. Lubię i pewnie znowu zamówię ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dermo Future – Ekspresowa maska-krem wybielająca

Swego czasu, sporo ich produktów miałam i z większości byłam zadowolona. Jednak mimo, że opakowanie tych maseczek mi się podoba, to samo ich działanie już nie. Nie zauważyłam, żeby robiła to co producent opisuje, za to jest mega problematyczna w usuwaniu, bez żelu i gąbeczki się nie obejdzie. Dosłownie szorować muszę, a to się u mnie mija z celem nakładania maseczki, tym bardziej, że mam skórę wrażliwą. Dostałam ją od Ani z Aneczka blog, która ostrzegała mnie co do jej zachowania, choć nie tylko ona, więc chyba coś jest na rzeczy. Jeśli miałyście, dajcie mi znać, jak się u Was spisywała.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Tołpa – Złuszczające kwasy AHA + fitowy w chusteczce do twarzy

Trochę się jej obawiałam, bo moja skóra średnio się z ich produktami dogaduje, ale i tak musiałam ją kupić. Nie jest mocno nasączona, wręcz sucha, co w przeciwieństwie do masek w płacie jest jej zaletą. Obawiałam się, że coś by mi mogło skapnąć, ale zupełnie bezpodstawnie. Lekko szczypie, nie podrażnia, nawet jak kilka razy przetarłam całą twarz. Miałam obawy, ale nic złego mi nie zrobiła. Niestety po nocy efektów też nie było. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Rituals – The Ritual of Dao – Caring Shower Oil

Jego pomarańczowa wersja, Fortune Oil, wylądowała w ulubieńcach już 1,5 roku temu. Mega mi się podobał, ale ja zawsze mam zapas w każdej kategorii, więc długo nie kupowałam kolejnego. A jak już poszłam to byłam nastawiona na zakup najbardziej popularnych wersji czyli jasno różowej lub czerwonej, ale mnie nie zachwyciły. Pomarańczki nie było, więc wygrzebałam ostatecznie, taki który wcześniej nie wpadał mi w oko. Zapach jest nietypowy, nie będę się starać go opisywać, jakoś szczególnie, ale to co mi przychodzi na myśl to jest lekki, świeży, mydlany, unisex. Delikatny, nie dusi, ale roznosi się po domu, głowa mnie po nim nie boli. A skóra po kąpieli jest cudownie miękka, zadbana, a nie tłusta. Nie są najtańsze, ale pewnie jeszcze do którejś wersji wrócę, w zależności od tego co mi wpadnie w nos w danym momencie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Oillan – Balance – Face – Dermatologiczny płyn micelarny

Niemal od momentu przyłożenia płatka do twarzy, skóra się rozgrzewa, lekko szczypie i ciut mrowi. Niestety dotyczy to oczu i skóry twarzy, a najbardziej odczuwalne jest w jej najwrażliwszej części, wokół nosa. Tak więc demakijaż do najprzyjemniejszych nie należy, ale te wrażenia szybko znikają, nie utrzymują się, skóra nie jest później długo rozdrażniona. Czym mnie trochę zaskoczył, gdyż jak już coś moją skórę wkurzy, to potem trudno ją ukoić. A tu przychodzi to szybko i naturalnie, więc po zmyciu makijażu tym micelem, nie muszę już w tym momencie, myć twarzy żelem, spryskiwać tonikiem i cudować dalej, w zależności od tego jak jest źle. Spokojnie mogę pochodzić tak jeszcze kilka godzin, zanim wezmę się za porządny wieczorny demakijaż. A skoro coś mi nie gra, to sprawdziłam, jak na delikatne przetarcie nim zareaguje oczyszczona skóra, umyta żelem i po maseczce oczyszczającej. Skóra delikatnie się rozgrzała, ciut piekła, tam gdzie skóra była rozdrażniona drapaniem, jednak tego poranka tylko, a nie tak ogólnie wrażliwa. Delikatne mrowienie, potem ciut ściągnięcia, więc ogólnie może nie super komfortowo, ale też nie było tak źle, jak do tej pory przy demakijażu. Czegoś w nim moja skóra nie lubi, a pocieranie, którego przy demakijażu uniknąć się nie da, tylko potęguje dyskomfort związany z jego używaniem. Nie domywa niewodoodpornego tuszu to rzęs. Szkoda. Zmęczyłam go, niestety dosłownie zmęczyłam. Więcej o nim w 3 produktach z Corine de Farme oraz Vianek.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Sephora – Sephora Collection – Mini Mascara Outrageous Volume

Kupiłam ją, żeby podciągnąć swoje zamówienie do darmowej przesyłki. Tak, jestem z tych co chorują, jak mają zapłacić za przesyłkę. Przychodzi bez kartonika, ale za to zafoliowana, nie ma opcji, żeby ktoś tam się dobierał przede mną. Wszystkie tusze powinny być tak pakowane. Trochę sobie przeleżał, ale wiedziałam, że tak będzie, więc do środka nie zaglądałam. Więc był mokry, świeży, bez grudek, czy też czegoś co by mnie niepokoiło. Nie uczula, nie podrażnia, nie odbija się i nie osypuje się. Szczota jest silikonowa tak jak lubię, ogromna w stosunku do opakowania i mojego oka. Jednak problemów z nią nie miałam, super łapie rzęsy od nasady i wyciąga, cudownie rozdzielając. Efekt jest fajny, naturalny, ale zauważalny już po 1 warstwie jestem usatysfakcjonowana. No chyba, że bawiłam się mocniejszymi cieniami, to wtedy więcej wyrazistości trzeba. Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że po miesiącu pojawiły się grudki, a codziennie jej nie używałam, które niestety z każdym kolejnym dniem były większe i bardziej uciążliwe. Niezbyt długi żywot fajnego tuszu, to mój jedyny zarzut w stosunku do niego. Więcej w 3 produktach z Guerlain i Max Factor.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Sesderma – Sesgen 32 – Kontur oczu


Przyjemny, lekki, żel-krem, o specyficznym, perfumowanym zapachu, który na szczęście nie jest szczególnie intensywny. Daje się rozprowadzić i wchłania się ekspresowo, niby to nie jest nic szczególnego, czy mającego znaczenie, a jednak zwraca uwagę. Świetnie się dogaduje z całą kolorówką i pielęgnacją, której w tym czasie z nim używałam. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Dobrze pielęgnuje skórę, w ciągu dnia nie odczuwam dyskomfortu, niezależnie od tego co nałożę na niego. Przy obecnych upałach daje mojej skórze również komfort w nocy. Utrzymuje moją skórę w dobrej kondycji, ale nie wpływa szczególnie na poprawę. Co w moi przypadku już jest plusem, jeśli udaje mu się utrzymać efekty moich dodatkowych starań w tej okolicy. Dla większości będzie to świetny krem, dla mojej wymagającej skóry jest dobry, ale nie daje jej tego dodatkowego kopa, którego poszukuję w kremie pod oczy. Raczej nie sięgnę po niego ponownie. Więcej w 3 produktach z Oillan i Sylveco.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

LIQ CC – Serum Rich 15% Vitamin C BOOST

Nie działa, w co wręcz nie wierzę, bo ich Serum z witaminą E i Retinol uwielbiam, a jednocześnie jest to jeden z najpopularniejszych ich produktów. Ale przeleżało u mnie za długo, już jest po terminie, a wiadomo, jak to bywa z witaminą C. Krzywdy nie robi. Skoro nie wierzę, że nie działa, a to mi się nie zdarza. Więc ostatnio podskoczyłam do Super Pharm specjalnie po świeże serum i niedługo zaczynam testy. Wtedy dopiero będę się wypowiadać.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Bielenda – Skin Clinic Professional – Aktywne Serum Korygujące

Odlewkę dostałam od Ani z Aneczka blog. Miałam je dawno temu, z tego co pamiętam, to nic nie robiło. I niestety dokładnie takie samo wrażenie miałam teraz, ale w sumie dobrze, że nic złego nie robi.

Maszynka do golenia z Lidla

Niby wszystko w porządku, robi co ma robić, ani za ostra, nie wymaga szczególnej zabawy, ale zdarzało jej się pociągnąć włosek, zamiast go ściąć. Kolejnych podejść nie będzie.