Zużyte czy nie, pozbywam się #30 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … intensywnym weekendzie, bo w piątek po pracy teatrzyk na świeżym powietrzu, w sobotę Kulinarna Świętojańska, a w niedzielę zoo, nie narzekałabym na spokojny tydzień pracy. A tu świętowanie zaległych urodzin koleżanki na placu zabaw, jak to mamy. W środę doszkalanie się w tematach blogowych, które odbywało się w Centrum Nauki Experyment. A to przy normalnym trybie matka, żona, pracownik. Aż się boję co wymyślę na ten weekend. W końcu nie mogę dać się przeziębieniu, które próbuje mnie od wtorku rozłożyć. A Wy jakie macie plany?

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Basilur – Green Freshness

Powinna wylądować w ulubieńcach, ale nie mam pewności, że pudełko dotrwa do tego czasu, więc wspominam o niej tu. Cudowna herbata. Nie wiem co w nich jest takiego szczególnego, ale ostatnio przestaliśmy chodzić do Czas Na Herbatę, żeby uzupełniać nasze zapasy. Te herbaty Basilur stały się bardziej dostępne (Lidl, Rossmann), dzięki czemu przy okazji zawsze jakaś nowa lub 2 lądują w koszyku. Ta jest cudowna na upały, pewnie przez ten dodatek mięty. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Vianek – Rewitalizujący tonik do twarzy

Fajny zapach, zadowalające działanie, wszystko z nim w porządku. Ja jednak wolę Łagodzącą wersję, która od pierwszego, przez wiele kolejnych opakowań jest moim ulubieńcem. Choć mam wrażenie, że Rewitalizujący jest lepszy od Nawilżającego. Jeśli wpadnie w moje ręce ponownie, narzekać nie będę, ale jeśli będę miała wybór to kupię ich Łagodzący tonik.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Svoje – Hydrolat z chabra bławatka

Kocham chabry, więc skojarzenie jest mega przyjemne. Jednak zapach ciut mnie rozczarował, jest ładny, naturalny, delikatny, kwiatowy i trawiasty, jak łąka. Nie uczula, nie podrażnia, nie robi nic złego. Stosowałam jako tonik i dodatek go glinki. Nie mam mu nic do zarzucenia, spisywał się świetnie. Ma tylko jedną wadę, pojemność, zużyłam go w ciągu tygodnia. Jeśli macie ochotę na więcej informacji również o ich innych produktach to popełniłam na ich temat oddzielny wpis.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Oriflame – Enigma – Perfumetka

Przeleżała u mnie tak długo, aż zgęstniała. Wykopana z czeluści szafy. Nie odważę się jej używać. Kiedyś często sięgałam po perfumetki, w każdej torebce jakąś miałam. Ten zapach widocznie mi nie podpasował, bo jest prawie nie ruszona.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


AA – Wings of color – No-limit volume – Tusz pogrubiający

Zdecydowanie najsłabszy z tych produktów. Szczota jest klasyczna, gruba, w stosunku do mojego oka, ogromna, ale o dziwo to nie jest jej wada. Ładnie rozdziela wszystkie rzęsy, bez sklejania, nie odbija się przesadnie, nie kruszy. Opakowanie miało zabezpieczenie, więc widać, że nie było dotykane. Konsystencja tuszu po otwarciu była idealna, ani za mokra, ani za sucha, bezproblemowa. Jednak efekt jest tak słaby, że mimo kolejnych warstw nie widać, żebym cokolwiek zrobiła. Fajnie, naturalnie, prawda? No nie do końca, bo rzęsy nie są pogrubione, nie są wydłużone. Nie mam wachlarzy, ale przy każdym innym tuszu te rzęsy widać, mimo, że nie stawiam na tusze dające dramatyczny wygląd. A teraz nie ma opcji, żebym jednocześnie po drugi nie sięgała. Tak słabego tuszu jeszcze nie miałam. Nie wiem czy to kwestia mojego egzemplarza, ale nie widzę, żeby efekt jaki daje, mógł się komuś podobać, no może nastolatki, które nie mogą nosić makijażu do szkoły, a coś tam by chciały podkreślić. Czerń też nie jest intensywna. Mam wrażenie, jakbym przeczesywała rzęsy, żeby pozbyć się z nich nadmiaru pudru, czystą szczoteczką, bo efekt taki właśnie jest. Wyrzucam mimo, że długo jej nie używałam, irytuje mnie sama myśl ile czasu poświęcę na rzęsy, przy jego pomocy, żeby efekt miał być zadowalający, a potem i tak dołożę inny. Już o niej i kilku innych produktach AA pisałam.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Miya – Lekki olejek do demakijażu i oczyszczania twarzy, oczu, ust

Dostałam go od Magdy z bloga Racja Pielęgnacja. Jej nie zachwycał, a ja się z nim polubiłam. Ładnie pachnie, przyjemna konsystencja, dobrze daje się rozprowadzić. Zmywa cały mój niewodoodporny makijaż, nie szczypiąc przy tym w oczy, nie stawia oporu podczas zmywania go z twarzy. Całkiem przyjemny produkt, gdyby nie to, że ja za takimi produktami nie przepadam. Nie zapycha, nie podrażnia, nie uczula. W sumie największym zarzutem jaki mam do niego, to to, że moich gąbek do makijażu, nie domywa samodzielnie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

E- naturalne – Peeling enzymatyczny – Ananas i Papaja

Odsypkę dostałam od Agi z bloga Kosmetyczny Fronesis. Wcześniej wielokrotnie o nim czytałam, nie wiem czemu do tej pory go nie zamówiłam. A to taki fajny produkt. Działa, nie jest tak upierdliwy jak się tego spodziewałam. Mam ochotę na więcej, właśnie sprawdzam, co też od nich przydałoby mi się jeszcze. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Svoje – Kąpiel – Lawenda z glinką kaolinową

Jeśli lubisz lawendę to na ten zapach narzekać nie będziesz. Jednak mój mąż skomentował „kadziedełko” jak otworzył paczkę, a to w sumie był najintensywniej pachnący w niej produkt. Wsypana do wanny szybko się rozpuszcza, nic mi na dnie nie zostało, co bym stopą mogła wyczuć. Zapach jest łagodny, ale wyczuwalny, przyjemny. Woda jest miękka i jakby delikatnie natłuszczona, choć nie zauważyłam, żeby został po niej nalot na wannie. Po tej kąpieli czułam się jakbym dodała dobrego olejku do wanny, skóra była miękka, nawilżona, jakby natłuszczona, ale nie tłusta. Dla mnie bomba. Mam ochotę na więcej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

EC Lab – Serum do skóry głowy

Odlewkę dostałam od Ani z bloga Co kręci Anulę. Jestem nim zachwycona. Moja wrażliwa skóra głowy nie protestowała, włosy układały się jak nigdy. Serum w formie mgiełki rospylane na skórę głowy lub/i włosy, nie obciążało ich. Muszę koniecznie je zamówić. Mam obecnie coś w tym stylu z Vianka, ale to nie to samo. Perełka.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Maski w tabletce z Aliexpress

Jeśli widziałyście mój wpis o ulubionym sposobie na maski w proszku to pewnie nie zdziwił Was ten widok. Znowu zużywam ich dużo, dużo więcej niż do tej pory wykorzystując je do masek tonikowych. Póki co to moja nowa miłość i wygląda na to, że będę ich nadużywać.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Realac – Cuticle Off – Preparat zmiękczający i usuwający skórki

Rewelacyjny produkt do usuwania skórek. Wystarczy chwila, rozprowadzam preparat, biorę dłutko odsuwam skórki i gotowe. Większość zostaje rozpuszczona, tylko te bardziej oporne muszę usuwać cążkami. Wystarczy trochę uwagi i moja największą zmora zostaje opanowana. A dobrze ogarnięte skórki to podstawa dobrego wyglądu hybrydy, jeśli je zaniedbam lub pominę ten krok to mój manicure będzie skazany na porażkę. Zużyłam do ostatniej kropli. Polecam.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bell – Ms. Perfect – Matująca baza pod makijaż

Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Kolejna baza matująca, której moja skóra mówi nie. Nie widzę, żeby cokolwiek robiła. Różnica w zachowaniu się podkładu na mojej skórze z i bez tej bazy praktycznie nie istnieje. Większą różnicę widzę zmieniając puder. Już o nie pisałam.