Zużyte czy nie, pozbywam się #30 2017

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Moje życie ostatnio pędzi w takim tempie, że nie ogarniam, a chcę i mam siłę, przynajmniej teoretycznie. Już dawno tak nie było, żebym nie mogła się zabrać za denko. Ale to dobrze, fajnie jak coś się dzieje. Z drugiej strony jednak 30 zużycia w tym roku okazują się moim 300 wpisem, kto by pomyślał, że do tylu dotrwam.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Vichy – Mleczko po opalaniu

Całkiem przyjemny produkt, ale w tym roku tyle słońca w Gdyni było, że większość czasu przeleżał. Biorąc pod uwagę, że kupiłam go pod koniec zeszłego lata, kolejnego już nie doczeka. Więc nadszedł czas by się pożegnać. Nie wiem czy kupię ponownie. W tym roku odkryłam zbawienne właściwości, żelu aloesowego, który jest jednak tańszy. 

Bioderma – Emulsja po opalaniu

Moje odkrycie zeszłorocznych wakacji, ratowała nas podczas upalnego lata i jednak zbyt wielu długich dni na słońcu. Zużyliśmy kilka opakowań, a to jeszcze się jakoś uchowało. Pewnie jeszcze do niego wrócę, zwłaszcza przy okazji dobrej promocji. 

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Farmona – Jantar – Kuracja na gorąco z wyciągiem z bursztynu

Miały być fajerwerki, w końcu wcierkę uwielbiam, odżywka w piance też przypadła mi do gustu. Natomiast to jest bubel. Nie jestem włosomaniaczką, więc nie wiem komu mogłaby się sprawdzić. Natomiast moje cienkie włosy, tluste u nasady i suche na końcach, ogólnie w dosyć dobrej kondycji, krótkie, regularnie podcinane, ale wyrastające z bardzo wrażliwej skóry głowy, przerzedzone przez tarczyce tylko przez nią ucierpiały. 

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Miałam więcej czasu wolnego, a zestaw czekał na mnie od dawna. Długa gorąca kąpiel to chyba idealny moment na taką kurację. Rozgrzałam regenerującą maskę olejową, nałożyłam na włosy, przykryłam czepkiem, włączyłam filmik na YouTube i relaksowalam się w moim domowym SPA. Po mniej więcej pół godziny, spłukałam włosy, które już wtedy były zaskakująco tępe. Umyłam włosy załączonym szamponem, mocno myjącym, włosy stały się wręcz szorstkie. Ale spokojnie, jest jeszcze balsam wygładzający. 


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

“Jeśli włosy wymagają intensywnej regeneracji, pozostaw balsam bez spłukiwania.” Po wrażeniach z 2 pierwszych kroków czułam potrzebę zostawienia go na noc. Niestety rano włosy nie były w lepszej kondycji. Za to w odczuwalnie gorszej niż przed użyciem kuracji. Za to skóra mocno swędziała, na szczęście preling przez 2 dni ograniczył problem. Tydzień zajęło mi doprowadzenie włosów do stanu zbliżonego do wyjściowego. Próbowałyście jej już? Jakie są wasze wrażenia? 


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


 BeBeauty – Balsam do ciała nawilżająco-ujędrniający

Całkiem przyzwoity, zwłaszcza dla kogoś kto lubi się smarować i robi to regularnie. Nie zrobił mi nic złego, na zwykle dni wystarczy, ale na te gorsze, gdy skóra swędzi i potrzebuje ukojenia, niestety jest za słaby. A ja szukam petardy, której można użyć w razie wielkiej potrzeby. Możecie mi polecić jakieś cudo, na wielkie przesuszenia?

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Victoria’s Secret – Mgiełka do ciała – Love Spell

Cudeńko, mam ją od roku i używałam cały rok, choć dopiero latem nadużywałam. Nawet do ulubieńców się załapała. Bardzo podoba mi się ten zapach, jeśli będę miała możliwość kupię ponownie właśnie w tej wersji zapachowej. Oczywiście jak to mgiełka nie jest szczególnie trwały, ale przetrwa moją podróż do pracy komunikacją miejską i pierwszą godzinę w pracy, a to już mnie zadowala. Tym bardziej, że nie czuję potrzeby, żeby zatruwać powietrze innym zapachem swoich perfum. Nie wiem jak wy, ale ja mam czasami problem, żeby wytrzymać w windzie kilkanaście sekund po kimś kogo tam nie ma, a wykąpał się w perfumach i zapach unosi się w tej nieszczęsnej małej windzie pół dnia. 

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


Aubrey – Sparkling Glacier Complexion Mist

Dostałam ją od Mariki z bloga Porcelanowe włosy. Powinna odświeżać, łagodzić i nawilżać skórę. I wszystko to robi, choć delikatnie. Atomizer rozpyla ultra delikatną mgiełkę, której trzeba dużo, żeby ją poczuć, więc wydajność spada. Zapach ma przyjemny, ziołowy, nienachalny. Łagodzi, choć na moje wysokie potrzeby w tym zakresie jednak trochę za słabo. Nawilżenie jak dla mojej mieszanej skóry latem jest zadowalające. Zdarzały się dni, że po niej, poza kremem pod oczy nic nie nakładałam. Oczywiście nie uczuliła, nie podrażniła, nie wysypało mnie po niej. Fajny produkt, ale … dużo tych ale, chyba oczekiwałam czegoś więcej. Raczej do niej nie wrócę, ale chętnie sprawdzę inne opcje. 

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Rituals – Chakra Water – Bed & Body Mist 

Bardzo przyjemna mgiełka. Na początku uderza alkoholem, który oczywiście szybko znika. Zapach jest intensywny, ale na mnie po pół godziny już go praktycznie nie czuć. Z jednej strony to plus, bo w samochodzie mnie nie dusi, a z drugiej dojadę do pracy i już jej nie czuję, nigdy nie pryskam się tak, żeby otoczenie się przez cały dzień dusiło ilekroć przejdę. Butelka jest dosyć mała, więc teoretycznie mogę wrzucić do torebki, ale jest szklana, przy moich zdolnościach, to nie jest dobry pomysł. Ta konkretna nuta zapachowa nie szczególnie trafia w moje gusta, ale inne wersje chętnie sprawdzę, choćby pomarańczową z której miałam sporo produktów, choć nie czuję potrzeby, żeby już koniecznie je zamawiać. Zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi mgiełka Victoria’s Secret.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Sante – Pianka do mycia twarzy

Jak to potwornie śmierdziało alkoholem! Mam ją od dłuższego czasu, kupiłam w TK Maxx, pojemność mała, a nie mogłam jej wykończyć, co rusz wyciągałam coś innego z czeluści mojej szuflady, a to odkładam. Dopiero jak zaczęłam używać olejku do demakijażu, jej zużycie się zwiększyło. Nie myła genialnie, zapach był trudny do zniesienia. Cieszę się, że ją skończyłam, zdecydowanie nie kupię ponownie. 

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

 Inebrya – Maska do włosów bez spłukiwania 

Odlewka od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis. Starczyła mi na 2 aplikacje. Cudowna od pierwszego użycia, mimo, że oczywiście ją zmywałam. Potraktowałam ją jak maskę, nakładałam z rana w weekend, chodziłam z nią dobrze ponad pół godziny. A następnie peeling i zwykła odżywka. Moje włosy ją pokochały, były cudownie miękkie i gładkie, sama przyjemność. A do tego moja skóra głowy nie ucierpiała. Zdecydowanie muszę kupić. 

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Balea – Sól do kąpieli

Cudowna jest, piękny zapach, intensywny, ale nie taki od którego boli głowa. Nie wiem czemu, ale te w saszetkach robią wrażenie dużo delikatniejszych, niż te w słoiczkach. Też macie takie wrażenie? Opakowanie dla mnie jest zupełnie nie praktycznie, bo taką małą pojemność i tak zużywam na raz. Skóra po kąpieli z jej dodatkiem, była cudownie miękka. Jak będę miała okazje, zaopatrzę się w ich większą ilość.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Balea – Balsam do ciała w sprayu – Vanilla Berry

Prezent od Katarzyny z bloga Sklerotyczka. Cudowny zapach. Nie robi krzywdy skórze. Niestety piana w tej wersji zapachowej nie jest tak gęsta, jak przy ciasteczkowej. Zauważyliście taką rozbieżność między wersjami zapachowymi? Co nie zmienia faktu, że zużyliśmy ją z przyjemnością, w sumie to mój syn zużył, te pianki świetnie imitują lody, a skoro tak to czy jest większa zachęta do kąpieli? Ale ze mnie gapa, po publikacji wpisu Zaczarowanaa F. uświadomiła mi, że to był balsam, a nie pianka pod prysznic 😛 Taaa takie rzeczy tylko u mnie, ale swoje wrażenia podtrzymuję 😛

Przyjemnego weekendu życzę 😀

Poprzednie:

– Zużyte czy nie, pozbywam się #25
– Zużyte czy nie, pozbywam się #24
– Zużyte czy nie, pozbywam się #23
– Zużyte czy nie, pozbywam się #22
– Zużyte czy nie, pozbywam się #21
– Zużyte czy nie, pozbywam się #20