Zużyte czy nie, pozbywam się #3 2019

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Piątek, piąteczek, piątunio … ale mi dobrze, 2 dni urlopu mam i to najlepsze w tygodniu, czyli piątek i poniedziałek. Co prawda powód nie jest taki, jaki bym chciała, ale jutro moja pobudka od budzika uzależniona nie będzie.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Pharma Bio Laboratory – Sól do kąpieli – Przeciw przeziębieniu

Bardzo fajna sól do kąpieli. Zapach jest intensywny, ale głowa mnie po niej nie boli. Niedroga. Sprawia, że skóra jest momentalnie bardziej miękka i jakby dodatkowo zabezpieczona, choć nie pozostawia powłoczki, ale nie jest tępa pod palcami, jak to się zdarza po innych. Ostatnio to mój ulubieniec, jeśli chodzi o działanie i cenę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

BCL – Saborino Wake Up Sheet Morning Mask

Co prawda poświęciłam im oddzielny wpis, ale w grudniu towarzyszyły mi tak często i tak bardzo się z nimi polubiłam, że załapały się do ulubieńców. Moja wrażliwa skóra bardzo się z nimi polubiła. Robią wszystko co producent obiecuje, a jednocześnie nie robią nic z tego, czego się obawiałam. To jedne z lepszych maseczek jakie miałam. W sumie mają tylko jedną wadę, potrzebna jest systematyczność w ich używaniu i zużywaniu, żeby się nie zmarnowały. Więc to raczej produkt dla wielbicieli tego typu produktów, czyli dla mnie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Mediheal – Maseczki z serii Vita

Kakaowa była cudowna z małym ale, które pewnie szybko zweryfikuję. Dynia była dobra. Limonka nie popisała się, aż sama byłam zaskoczona. Zużyłam je ekspresowo dzień pod dniu, w kolejności z podsumowania. Moja skóra lubi maski MediHeal, które nawet jak na nie narzekam, w moim odczuciu należą do jednych z najlepszych, których używałam. Nawet ich kształt mi odpowiada. Jeśli macie ochotę na więcej to poświęciłam im oddzielny wpis.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Esse – M8 – Ultra moisturiser

Gęsty, żółtawy, mocno pachnący krem. Zapach jest dziwny, ale na szczęście moje wrażliwe oczy nie łzawią, ani nic mnie nie dusi. Rozprowadza się bez problemu, ale długo wchłania i długo jest lepki, ale nie czułam, żebym musiała w nocy skórę twarzy od poduszki odrywać. Rano pod prysznicem, nadal czułam go na skórze. Otulił skórę i trochę nawilżył, ale ciężko pisać o jakichś większych wrażeniach. Nie kusi mnie.

La-Le – Suflet do twarzy z różową glinką i olejem z czarnuszki

Odlewkę dostałam od Mariki z bloga Le Bleuet. Fajnie pachnie, nie robi nic złego, nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Jego jedyną wadą jest to, że dość długo i odczuwalnie siedzi na skórze, choć dobrze się rozprowadza, nie trzeba jakoś szczególnie długo masować. Skóra po nim jest satynowa. Przyjemny, ale …

Orientana – Krem do twarzy – Żeń – szeń indyjski

Już go miałam w pełnej wersji. Fantastyczny, treściwy, ale dobrze się wchłania, nie zapycha, wręcz mam wrażenie, że niedoskonałości szybciej mi się goją. Uwielbiam go na noc, serum nie jest potrzebne, żeby skóra była cudownie przyjemna w dotyku i jędrna. A moja wrażliwa i zawsze podrażniona po nocy skóra, cudownie ukojona. Nie podrażnia mi oczu, a to chyba najlepszy wyznacznik tego, że mi nie szkodzi. Trafił też do ulubieńców. Kupię ponownie, pewnie ze sporą częścią rodzinki.

The Aromatica – Rose Absolute First Serum – Wielofunkcyjne serum do twarzy

Odlewkę dostałam od Mariki z bloga Le Bleuet. Pachnie różą, co dla mnie problemem nie jest. Bardzo wodniste, jak gęstszy tonik, esencja, wchłania się ekspresowo. Nie pozostawia dziwnej warstwy, nie robi nic złego. Skóra po nim jest bardziej świetlista. Latem mogłoby się samodzielnie spisać pod delikatnym makijażem. Całkiem, całkiem, pomyślę o nim, jak zrobi się cieplej.

Vianek – Krem odżywczy

Długo się wchłania, potrzebuje dłuższego masowania. Skóra po nim się błyszczy, i jest bardzo komfortowa, choć mógłby bardziej otulać. Przyjemny, ale znam lepsze.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Oillan – Botanic – Krem intensywnie nawilżający

Nie używałam go na dzień, ani razu, choć teraz żałuję, jednak nie wydaje mi się, żeby dogadał się z moją tłustą strefą T. Jako typową maskę do zmycia, użyłam go dosłownie ze 2 razy, bo mi było szkoda. Najczęściej lądował jako krem/maska na noc. I tu spisywał się wyśmienicie, aż pluję sobie w brodę, że nie poświęciłam mu oddzielnego wpisu. W sumie jego jedyną wadą, było to, że moje oczy go nie lubią, więc musiałam tą okolicę zabezpieczać dokładniej kremem pod oczy. Daje natychmiastowe uczucie nawilżenia, dosłownie jak oddech świeżego powietrza. Praktycznie za każdym razem dawał radę ukoić moją rozdrażnioną skórę. Nie zapycha, nie podrażnia, nie uczula. Dogaduje się z całą moją pielęgnacją, której z nim używałam, a tego są tony. Stosowałam solo i na inne produkty. Za każdym razem dawał mi dodatkowe nawilżenie, czyli coś czego moja wiecznie odwodniona skóra potrzebuje. Gdyby nie to, że chcę ciut ograniczyć moje zapasy, to szybko bym po niego poleciała do sklepu. Bardzo fajny, treściwy, otulający krem na noc.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Melica – Odżywka organiczna do włosów – Maksymalna objętość z keratyną i ekstraktem z miodu

Miałam już jej siostry przeciw wypadaniu włosów i zdrowy blask. Całkiem przyjemny produkt, w końcu coś robiło wrażenie na moich włosach. Co prawda nie był to efekt wow, ale zupełnie dobrze radziła sobie z ogarnięciem moich włosów, niezależnie od tego jakiego szamponu używałam. No i przede wszystkim nie znęcała się nad moją wrażliwą skórą głowy. Włosy były wygładzone, nie obciążone, łatwo się je rozczesywało, a mam tendencję do plątania. Choć nie wiem czy miały więcej objętości, niż zwykle.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Lady Speed Stick – Antyperspirant

Już zawsze będę miała do nich sentyment, wersja zielone jabłuszko, była moim pierwszym. Dziwne rzeczy pamiętam, a swojego pierwszego kremu nie pamiętam. Z czasem mi się znudziły, ale co jakiś czas jeszcze po nie sięgam. Działają, ładnie pachną, nie brudzą, nie robią mi nic złego. Zupełnie przyzwoite i poprawne.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Alterra – Kremowy olejek pod prysznic Malwa BIO i Szarłat BIO

Przyjemna luźno budyniowa konsystencja, niezły zapach. Oczyszczał wystarczająco, nie czułam ściągnięcia, w inny sposób skóra też nie protestowała. Zupełnie poprawne myjadło, w sumie jedyne ALE jakie mam do niego, to mógłby być bardziej wydajny, bo coś szybko mi się skończył.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Oliology – Natural Rosehip Oil Collagen Facial Treatment

Przyjemny zapach, dosyć lekka i lejąca konsystencja. Samodzielnie na twarzy nie zrobił na mnie większego wrażenia. Więc zużyłam go do skóry głowy, jako jeden z wielu z aloesem. Więc trudno coś więcej o nim napisać poza tym, że nie robił mi nic złego i łatwo zmywało się go przeciętnym szamponem. Kupiony w TK Maxx, ale nawet jakbym na niego trafiła ponownie, to raczej bym się nie skusiła.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.

Makeup Revolution London – Conceal & Define – C9

Nie rozumiem tych zachwytów nad nimi. O ile C5 miał krycie przyzwoite, ale nie całkowite, a przecież specjalnie wzięłam kolor wpadający w pomarańczę, więc powinien mieć łatwiej z moimi cieniami, dzięki korekcji kolorystycznej, o tyle ten nawet krycia nie miał. Czy one tak mocno różnią się między kolorami? Klasycznie jak na mnie, krycie w ciągu dnia ucieka. Zastyga, co jest wadą przy tak delikatnej skórze jak moja, bo mega podkreśla zmarszczki, nawet jak mam porządnie tą okolicę zabezpieczoną i jak za często go używam, przesusza ją. Ale dzięki temu, że zastyga mniej pudru potrzebuję do jego utrwalenia. Jak go nie utrwalę to zbierze mi się w załamaniach, choć mniej niż inne. To co lubię w zastyganiu, to że zostawiając go na chwilę, zwiększam punktowo krycie, ale nadal nie w takim stopniu, jak przy C5, nawet jeśli wcześniej lub później wklepię go na większej powierzchni. Jest zły, dużo gorszy, niż C5, który przecież ideałem nie był.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.
Z lewej, Makeup Revolution London – Conceal & Define – C9. Z prawej, żółty Maybelline – The Eraser Eye – Neutralizer. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko, czyli mini recenzje zużytych produktów lub takich które czymś mi podpadły i nie chcę się z nimi męczyć więcej.
Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

Od dołu Makeup Revolution London – Conceal & Define – C9, od góry C5.

Beauty Legacy by Maxineczka, Conceal and Define oraz #1000000 od Makeup Revolution London zamówione na Cocolita.

Od dołu Nyx – Dark Circle Concealer – DCC02 Light. Makeup Revolution London – Conceal & Define – C9 oraz C5. Najjaśniejszy żółty Maybelline – The Eraser Eye – Neutralizer. Od góry Couleur Caramel – 07.