Zużyte czy nie, pozbywam się #3 2017

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Zapraszam na piątkowe spotkanie z moimi zużyciami. Dziś opisuję kilka pustaków, a jutro będę robiła zdjęcia do kolejnego denka. Regularnie dostaję pytania, jak ja to robię, że tyle zużywam. Nie wiem, zużywam i już, oszczędna nie jestem, cienkich warstw nie nakładam, raczej mam tendencję do rozmachu.




Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Nars – Radiant Creamy Concealer i Audacious Mascara. Obu gagatków opisywałam w 3 produktach, jeden w zestawieniu z korektorami Collection i Maybelline oraz drugi z tuszami Kimuse i Lovely. Nie powaliły mnie, wiem, że są to jedne z bardziej zachwalanych produktów, ale mnie nie powaliły swoim działaniem. Drogie, a w moim odczuciu nie pobiły swoich dużo tańszych kolegów. Cieszę się, że to tylko miniaturki były, a i tak pozbyłam się ich przed końcem opakowania, bo przyjemności z ich używania nie miałam. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Maseczki: 
Dermaglin – Do cery trądzikowej i Regenerująca – nie wiem gdzie ja byłam i co robiłam, że wcześniej ich nie kupiłam, od lat przewijają się w sieci jako dobre, tanie, naturalne i łatwo dostępne, więc czemu? Pewnie w jakimś stopniu przez opakowanie, nie będę ściemniać często kupuję oczami, czyli przyciąga mnie opakowanie, a te mnie zawsze odstraszały, ale … przełamałam się i są to jedne z fajniejszych maseczek jakie stosowałam, głownie pod względem działania. Jedyne z czego nie jestem zadowolona, to fakt, że w Rossmannie i Hebe nie ma ich pełnej oferty, jak choćby maski do skóry głowy. 
CosNature – Multi-odżywcza maska do twarzy z rokitnikiem. Mocno się na tą markę nastawiałam, tania, naturalna, mocno wchodząca na rynek, więc i dosyć łatwo dostępna niedługo powinna być, ale póki co miłości z tego nie ma, choć w planach nadal mam zakup 2 produktów. Ta maska to raczej przeciętniak, działa, nawilża i ujędrnia delikatnie, nie robi krzywdy, fajna na wyjazd, dzielona na 2, żeby nic nie marnować, ale … nie powala, znam lepsze. Dostałam ją w Naturalnie z pudełka.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Lierac – Diopti Fatigue – Energetyzujący żel korygujący oznaki zmęczenia wokół oczu. Bardzo fajny krem pod oczy, nie wiem w sumie, czemu nie załapał się, żeby wcześniej o nim pisać. Stosowałam go głownie na noc pod oczy i spisywał się świetnie, załapał się na koniec jesieni i początek zimy, czyli sezon grzewczy w pełni. Moja skóra po nim nic nie potrzebowała, była miękka, jędrna i gładka, nawilżenie zadowalające, brak przesuszeń czy uczucia ściągnięcia pod okiem, a rożne rzeczy ostatnio pod oczy nakładałam. Jedyne czego tak na dobrą sprawę fanką nie byłam to konsystencja żelowo-silikonowa, nie ma w tym nic strasznego, rozprowadzał się bardzo dobrze i dawał efekt natychmiastowego wygładzenia, to chyba coś do czego nie jestem przyzwyczajona. Czuję się zachęcona na tyle, że może kiedyś do niego wrócę, a i markę chętnie poznam bliżej.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Make Me Bio – Kremowa maska do twarzy. To moje 2 opakowanie i nie ostatnie. Była w ulubieńcach oraz w 3 produktach. Uwielbiam za oczyszczanie, przy braku efektu wyżerania skóry na twarzy. Po zmyciu skóra jest super oczyszczona, jędrna i gładka, co widać i czuć jeszcze podczas zmywania, które jest bardzo łatwe wbrew pozorom. Nakłada się komfortowo, zasycha powoli, więc uczucie mega ściągnięcia towarzyszące wysychającym maskom z glinką jest minimalne. Nie uczula, nie podrażnia. Świetny produkt dla wrażliwca z mieszaną skórą. Życzyłabym sobie tylko większej dostępności i większego opakowania.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Purles – 120 – Eksfoliujący krem wzmacniający. Kocham ten krem, to moje pierwsze w pełni udane podejście do tematu kwasów. To co on robi z moją skórą to istne cuda. Lata chodziłam po dermatologach i nigdy nie dostałam tak działającego kremu. Martwy naskórek znika, przebarwienia świeże likwiduje w 2-3 dni, pozbywa się wszelkich niedoskonałości czy to rosnących czy już wychodowanych w ciągu nocy praktycznie. Po 2 tygodniach stosowania skóra stała się jaśniejsza, idealnie oczyszczona, przebarwienia, łącznie z tymi starymi zminimalizowane, zabrał się nawet za spłycanie blizn i zmarszczek mimicznych. A to wszystko bez uczulenia, przesuszenia, z delikatnym szczupakiem i pieczeniem przez pierwszy tydzień w strefie, gdzie skórę mam najwrażliwszą, które jednak mijało po paru minutach, a po tygodniu zniknęło całkowicie. Przy tym wszystkim skóra rano była jędrna, nawilżona, taka jakiej już nie pamiętam, bo to chyba jeszcze o początki okresu dorastania zahaczam. Idealna opcja dla wrażliwca lub żeby zacząć swoją przygodę z kwasami. Na chwilę obecną mam tonik z Alpha-H, więc na razie odkładam zakup, ale wracam do niego jesienią, żeby dobrze zacząć kolejny sezon z kwasami. Szczerze polecam.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Czy u Was też szklane pilniki idą w ilościach hurtowych? Mam ich masę, ale po który nie sięgnę to uszczelniony czy pęknięty.

Domol – Świecą zapachowa – Wanilia. Kolejne nieszczególnie udane podejście do świeczek, czuć było tylko w pobliżu, ale za to głowa od niej bolała mnie skutecznie za każdym razem. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Vianek – Nawilżający tonik-mgiełka do twarzy. Świetny produkt, był w ulubieńcach i 3 produktach. Fajnie odświeża, delikatnie łagodzi, przyjemna drobna mgiełka. Nie uczula, nie podrażnia nawet moich wrażliwych oczu. Nie jest drogi, a całkiem wydajny, z dostępnością też jest coraz lepiej. Pewnie jeszcze kiedyś wrócę, ale teraz chcę sprawdzić moc natury w postaci hydrolatów. 

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Iwostion – Sensatia – Krem nawilżający. Nie trafił nigdzie, bo nie zasługuje na szczególną uwagę. Nie robi nic złego, nie uczula, nie podrażnia, ale … no właśnie jak na krem nawilżający jest słabiutki, na dzień pod makijaż ok, jeśli podkład nie jest przesadnie matujący, a krem na noc ma moc nadrobienia braków tego gagatka. Szczególnych właściwości łagodzących też nie zauważyłam. Nie kupię ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

Bandi – Fem@le 35+ – Energetyzujący multiaktywny koktajl. Mój KWC, ulubieniec, zużyłam wiele opakowań, wiele razy o nim pisałam, nawet dorobił się osobnego wpisu, co u mnie nie jest standardem. Ostatnio sięgam po niego rzadziej, ale nadal nie zmieniłam o nim zdania, po prostu tyle nowości jest do testowania, ale ciągle do niego wracam. Jak coś się u mnie złego dzieje, z czymś nie mogę sobie poradzić to sięgam po niego. Tyle kremów pod oczy nie dawało rady z przesuszeniami w tej okolicy, już nie miałam pomysłu i co mi pomogło? Oczywiście stary przyjaciel. Muszę przyznać, że dziwię się, że tak mało do w blogosferze, a zasługuje na szczególną uwagę 😀

Zużyte czy nie, pozbywam się. 

La Roche-Posay – Serozinc – Woda termalna. Świetny produkt, wcale się nie dziwie, że zbiera takie dobre recenzje. Opisywałam ją w 3 produktach w zestawieniu z Caudiale i moją ukochaną Uriage. Gdyby nie słaba dostępność tylko w necie i jednak wyższa cena, to mogłabym uznać, że zdetronizowała króla Uriage. Będę do niej co jakiś czas wracać, warta uwagi, zwłaszcza, że pod względem działania jest najlepszą wodą jaką miałam.