Zużyte czy nie, pozbywam się #22 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … a w sumie to jakiś dziwny ten dzień, bo jak poniedziałek, po wolnym, a dla części pewnie długi weekend, no i przede wszystkim Dzień Dziecka. Jeśli pogoda się sprawdzi, będzie skwierczeć.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

BeBeauty – Kaszmir – Sól do kapieli

Dostałam ją od Dorotki z bloga Coś dla duszy i dla ciała. Fajny zapach, zacne działanie, nie mogę jej nic zarzucić, dobry umilacz kąpieli.

E-Fiore – Krem odżywczy do twarzy z masłem Shea

Dostałam go od Ani z bloga Co kręci Anulę. Pięknie pachnie, jest treściwy, ale nie przesadnie zbity, fajnie się rozprowadza. Potrzebuje chwili na wchłonięcie. Robi to czego znieść nie mogę, czyli odczuwalnie siedzi mi na skórze, jednocześnie nie dając za wiele, a po ostatniej aplikacji jeszcze jakiś dziad mi wyskoczył. Dogadać się z nim nie umiałam.

Schaebens – Maseczki

Z maską pod oczy już się spotkałam i nadal się lubię. Natomiast maski na twarz mnie nie lubią, bo obie mnie zapchały, jedna mniej, druga bardziej, ale efekt w postaci białych główek był natychmiastowy, więc nie mam na co innego zwalać. Niestety to spotkanie z firmą, nie należy do udanych. Poświęciłam im ostatnio oddzielny wpis, jeśli macie ochotę poczytać o nich więcej.



Sensilis – Skin Delight – Rewitalizujący czarny peeling

Dostałam ją od Ani z Aneczka blog. Bardzo fajny produkt, nie jest agresywny, nie robi mojej wrażliwej skórze krzywdy. Nakładałam go na twarz, jak maseczkę podczas kąpieli, po 15 minutach zmywałam, jednocześnie masując drobinkami, które się w niej znajdują. Skóra była gładka i fajnie oczyszczona, nie rozdrażniona. Przy okazji jest mega wydajny, taka niby mała pojemność starczyła mi na 6 razy. Mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie.

Tołpa – Sól borowinowa

Dostałam ją od Kaśki z bloga Sklerotyczka. Bardzo przyjemny, poprawny produkt. No może zapach mnie nie zachwycił, ale nie obraziłabym się, gdybym miała do niej wrócić.

Yunifang – Miód – Maska w płacie

Kupiona na AliExpress. Nic złego mi się nie dzieje, a przerobiłam już trochę masek od nich. Płat jest cieniutki, pewnie dlatego jest obłożony 2 dodatkowymi warstwami: folia i coś jak ściereczka, mega dobrze nawilżony, super przylega do twarzy. Nawilżenie spokojnie starcza na 30 minut. Bardzo komfortowa, łagodzi podrażnienia. Nawilżenie i ujędrnianie jest odczuwalne bez konieczności dotykania twarzy, żeby to sprawdzić. Bardzo fajna maska.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yope – Naturalne mydło w płynie – Zimowe

Lubię ich mydła, zużywam i kupuję nowe. Czy w kuchni, czy w łazience, zawsze jakieś stoi. Są gęste i więcej wody wody na zmycie potrzebują. Pompki mają felerne i zazwyczaj jakaś resztka z nich skapnie. Ale jednocześnie moja skóra dłoni je lubi i nic się z nią nie dzieje. Nie przesusza, nie podrażnia. Ta wersja też była ok, choć liczyłam, że zapach bardzie wyczuwalny będzie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Farmona – Herbal Care – Tonik nawilżający do twarzy

Przyjemny zapach, dobry aplikator, wydajny, poprawny, przez większość czasu nie miałam mu nic do zarzucenia. Może ciut za mało łagodzący jest jak na moje potrzeby. No i niestety jak dostanie się do oka, potrafi szczypać. Nie polubiłam się z nim na tyle, żeby chcieć do niego wracać.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Nivea – Jedwabisty mus do mycia ciała – Vanilla caramel

Miałam ją już we wszystkich wersjach zapachowych i raczej to nie on mnie do nich przyciąga. Mój syn je lubi, bo dają fajną gęstą pianę. Fajny do zabawy w kąpieli. Poza tym krzywdy nie robi. Więc co jakiś czas sięgamy po kolejny.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Trind – Pampering Hand Soak

Dostałam je na spotkaniu blogerek, które odbyło się w kwietniu. Producent opisuje je jako kąpiel dla dłoni, ja natomiast zużyłam je jako mydło w płynie. Przyjemna konsystencja, delikatny zapach. Nie robiło krzywdy moim dłoniom. Nie obraziłabym się gdyby ponownie wpadło mi w ręce. Jedyną jego wadą, był dozownik, który był krótki i trzeba było go przechylać, żeby mydło spłynęło na dłonie, a nie na opakowanie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Rituals – Ritual of Dao – Żel pod prysznic w piance

Ulubione myjadło mojego męża. Niby nie jest wymagający i każdy żel jest dobry, ale jak ma wybór, to po ten sięga najchętniej. Zapach ma fajny, neutralny, ani męski, ani damski, ani słodki, ani duszący, nietypowy, warto go sprawdzić. Ale to konsystencja przyciąga, żel, który zwiększa objętość i zmienia się w piankę. Przyjemny, ale ja wolę ich olejek, który właśnie w tej wersji kończę zużywać. Jednak to wersja pomarańczowa Happy Buddha skradła moje serce.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Momme – Łagodny żel do mycia 2w1

Stał u mnie strasznie długo i jakoś ciągle nie mogliśmy go zużyć, aż w końcu uznałam, że czas się go pozbyć. I jak już dałam mu szansę, nagle okazało się, że go lubię. Przyjemny, ziołowy, nienachalny zapach. Dobra konsystencja, nie za gęsta, nie za rzadka, łatwo zmywa się z ciała, ale też dobrze myje. Nie przesusza skóry, wręcz miałam wrażenie, że jest jakby bardziej nawilżona. Po przydługim starcie, polubiłam się z nim i korci mnie, żeby kupić go ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.