Zużyte czy nie, pozbywam się #21 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … oj ciężko mi się tydzień zaczął, ale odhaczania kolejnych spraw ciąg dalszy. Dobrze choć, że pogoda dopisuje. Wiecie, że Marika z bloga Le Bleuet starzeje się dziś? Nie pytam, które to urodziny … ale wszystkiego naj, naj … życzę.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

BeBe – Pomadka ochronna

Uwielbiam je, ale ta ma jakiś dziwny beżowy kolor, a ja zdecydowanie nie jestem fanką koloru w pomadce ochronnej, a tym bardziej nude. Przeleżała, aż się z niej guma zrobiła.

Bielenda – SOS Lip Expert – Pomadka ochronna

Słodka, jakby malinowa. Ale to jej działanie nie jest powalające. Mam więcej pomadek ochronnych, które lubię i po tą sięgałam tylko, żeby sprawdzić czemu po nią nie sięgam. Przeleżała prawie nie używana. Niby nic się z nią nie stało, ale mam ją już za długo.

Sylveco – Odżywcza pomadka z peelingiem

To chyba najbardziej znany ich produkt, z każdej strony zachwalany. Kupiłam, użyłam parę razy i o niej zapomniałam. Nie mam wielkich problemów z ustami, nie używam pomadek zastygających za to co najmniej jeden balsam zawsze gdzieś pod ręką mam. Nie zachwyciła mnie, choć jest jak najbardziej poprawna. Dobry skład, więc świadomość, że ją zjadasz zawsze łatwiejsza do zniesienia. Sztyft, czyli wygoda dla takich leni jak ja, no i nie muszę myśleć, co tam się dzieje, tak jak przy wsadzaniu palucha do słoiczka. Słodka od cukru, przyjemna, robi to co ma robić. A i tak nie pamiętałam, żeby po nią sięgać, jak mi któraś blogerka o tym nie przypomniała.

Carmex – Vanilla – Pomadka ochronna

Carmex to chyba jedna z bardziej polecanych firm, jeśli chodzi o pielęgnację ust. Kiedyś miałam ich mazidło do ust,  nie zachwyciło mnie i kolejny raz do nich nie wróciłam. Ale był taki moment, kiedy to z każdej strony czytałam tylko Carmex, Carmex, Carmex … uznałam, że widocznie coś przegapiłam. Więc kupiłam ponownie i już wiem czego w niej nie lubiłam, tego mentolowego posmaku. Wersja waniliowa, wcale nie różni się mocno. Nie zachwyca mnie, nie zachęca do używania, choć też nie odrzuca, ale efekty nie są tak spektakularne i natychmiastowe, żeby chciało mi się do niej wracać. Kolejne mazidło, które za długo u mnie przeleżało.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dermedic – Oilage – Skoncentrowany krem przeciwzmarszczkowy pod oczy

Bardzo dobry krem pod oczy, który nawet dla takiego wrażliwca jak ja nie robi krzywdy. Przyjemny w konsystencji i działaniu. Jako opcja na dzień idealna. Jako opcja na noc przy mojej skórze bardzo wymagającej, dobry, ale chciałabym, żeby miał więcej mocy. Tylko czy przy tym nie byłby bardziej agresywny dla wrażliwych oczu? Muszę sprawdzić inne ich kremy pod oczy, bo ten jest świetny, ale mam wrażenie, że jest potencjał na więcej. Polecam, tym bardziej, że przeciętne kobiety, które spotykam, nie mają aż takich problemów jak ja, nawet moja mama 50+. Więc jest ogromna szansa, że będziesz nim zachwycona. Jeśli macie ochotę na więcej to już o nim pisałam.






Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Isana – Perły do kąpieli z olejem babassu i mocznikiem



Fajnie barwią wodę, ale nie wannę. Zapach jest przyjemny, dobrze i szybko się rozpuszczają. Zmiękczają wodę i sprawia, że skóra jest przyjemna. Ale nie zachwyca mnie.




Isana – Czas relaksu – Sól do kąpieli


Mocny, perfumowany zapach, dla mnie zupełnie nie kojarzy się z czasem relaksu. Zmiękczają wodę i sprawia, że skóra jest przyjemna. Ale nie zachwyca mnie.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yunifang – Maska pod oczy



2 cieniutkie płatki, które są tak duże, że przecinam je na połowę i mam na 2 aplikacje. Fajnie nawilżają i odświeżają skórę pod oczami. Nie robią mi nic złego. Ale to moje pierwsze spotkanie z nimi, na szczęście mam ich sporo, więc niedługo będę mogła napisać coś więcej.




Marion – Japoński rytuał – Odmładzająca maska na twarz na tkaninie


Pięknie pachnie, na szczęście moc ma tylko w opakowaniu, a na skórze jest delikatnie wyczuwalny, więc uprzyjemnia mi czas, kiedy maseczka przebywa na twarzy. Płat jest bardzo gruby, szkoda, bo zdecydowanie jestem fanką tych cieniutkich. Nie jest też mocno nasączony, określiłabym, że wystarczająco, szkoda. Do twarzy przylega przyzwoicie. Wielkość jest dobra, na oczy wycięte są ogromne dziury, jak na standardy masek w płacie, co akurat jest ogromną zaletą, bo nie musiałam jej nacinać. Niestety już od początku zaczyna mrowić i piec, delikatnie, ale to uczucie towarzyszy mi przez cały czas jak przebywa na mojej twarzy.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bubble T – Kule do kąpieli



Jedne z lepszych produktów Bubble T, jakich miałam okazję używać. Fajnie pachną, choć nie długo. Barwią wodę, co dla mnie nie jest plusem, ani minusem. Pozostawiają na skórze delikatny film. Nie przesuszają skóry mimo mojego zamiłowania do długich kąpieli. Nie robią nic złego. Poprawne umilacze kąpieli.





Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Gosh – Szampon do włosów suchych i zniszczonych

Zużywałam go potwornie długo, stał na wannie, ale ciągle go przesuwałam w kolejce. A to fajny szampon. Myje dobrze, nie obciąża, ale też nie puszy moich piórek. Włosy są zadbane i teoretycznie mogłabym się obejść przy nim bez odżywki. Nie uczulał, nie podrażniał mojej wrażliwej skóry głowy. Miałam odżywkę z tej serii wieki temu, ale nie polubiłam się z nią.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dermedic – Normacne – Preventi – Serum na rozszerzone pory

Lubię ich produkty i sporo już przerobiłam. Jednak z tym gagatkiem jakoś polubić się nie mogę. Wiecznie narzekam na swoje rozszerzone pory, ale jak przychodzi co do czego, to praktycznie po nie nie sięgałam. Nie widziałam też efektu szczególnego, więc tym bardziej nie chciało mi się po nie sięgać. Wylądowało w szufladzie i na trochę o nim zapomniałam. Potem podczas porządków znowu wyjęłam, użyłam kilka razy i znowu stało na blacie nie używane. Termin przydatności od otwarcia już dawno minął, czas się go pozbyć, tym bardziej, że nie umiem się zmotywować do jego używania. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Pat&Rub – Sweet – Krem ochronny do twarzy na wiatr i mróz dla niemowląt i dzieci oraz całej rodziny

Nie przepadałam za nim, zapach miał specyficzny, długo się wchłaniał, bielił. Prawie po niego nie sięgałam, syna też czym innym smarowałam, gdy był wiatr i mróz, bo chronił za słabo. Najczęściej dawałam mu szansę podczas takiej umiarkowanej pogody jesiennej i wiosennej, bardziej dla SPF. Kolejny produkt, który przeleżał mało używany.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.