Zużyte czy nie, pozbywam się #2 2020

Zużyte czy nie, pozbywam się #2 2020
Zużyte czy nie, pozbywam się #2 2020

Piątek, piąteczek, piątunio … jak mi dobrze było na urlopie! Dobrze, że ten tydzień jest krótszy, ale i tam mi ciężko. We wtorek ruszałam się, jak mucha w smole, nie mogłam wrócić do swoich standardowych obrotów. Co więcej miałam takie kongo do ogarnięcia, że w sumie dopiero wczoraj wyszłam z grubsza na bieżąco, ale co Wam będę marudzić, wiadomo jak jest po urlopie.

Dove – Pianka do mycia ciała
Dove – Pianka do mycia ciała

Dove – Pianka do mycia ciała

Przyjemny, choć delikatny zapach. Dosyć rzadka konsystencja, która nie zachwyciła mnie szczególnie. Nigdy nie wylądowała pod prysznicem, zużyłam do rąk. Nie była zła, ale nie planuję powrotu. W zeszłym roku zużyłam gruszkę i nawet nie mogę powiedzieć, że mam co do nich preferencję zapachową.

Bioelixire – Olejek z czarnuszki

Bioelixire – Olejek z czarnuszki

Zużyłam tylko jako jeden ze składników mojej mieszanki olejowej, którą raz w tygodniu nakładam na włosy i skórę głowy, po żelu aloesowym i kwasie migdałowym. Żeby oczyścić i dopieścić moją skórę głowy. Włosów mi przybyło, ale był to jeden z kroków, którymi próbuję utrzymać uciekające z mojej głowy włosy. Czy samodzielnie robi cuda, nie wiem, ale kiedyś byłam zadowolona z takiego gagatka z Nacomi, więc wierzę też w jego moc i kupię ponownie, choć raczej nie będę się przywiązywała do firmy.

Biocosmetics – Potrójny kwas hialuronowy

Biocosmetics – Potrójny kwas hialuronowy

Uwielbiam ich peeling kwasem migdałowym, więc przy okazji zakupów na Iwos.pl wrzuciłam go do koszyka. Opakowanie nie należy do moich ulubionych, ale spełnia swoje zadanie. Poza tym to fajny kwas hialuronowy, czyli żelik, który szybko zasycha, przed czym trzeba się bronić, nakładając kolejne warstwy innych produktów. Ale za to cudownie daje kopa nawilżenia, czyli coś co moja odwodniona skóra kocha. Kupię ponownie, choć będę jeszcze sprawdzać inne firmy.

Evoia by Lorigine – Eye Essence – Krem pod oczy
Evoia by Lorigine – Eye Essence – Krem pod oczy

Evoia by Lorigine – Eye Essence – Krem pod oczy

To przyjemny, lekki kremik. Raczej na dzień oraz raczej dla skóry młodej lub nie szczególnie wymagającej. Nie robi nic złego mojej skłonnej do zapychania skórze twarzy, a były takie, które powodowały pojawienie się bomby na skroni, czy przy nosie. Nie migruje do oczu, nie robi im krzywdy, a są mocno wrażliwe. Fajny początkowy, podstawowy krem pod oczy. Niestety moja skóra w tym obszarze jest bardzo wymagająca i po prostu potrzebuje więcej. Poświęciłam mu oddzielny wpis.

Eolaboratorie – Pianka do mycia twarzy nawilżająca

Eolaboratorie – Pianka do mycia twarzy nawilżająca

Kolejny gagatek kupiony na Iwos.pl. Nie droga, a jaka dobra pianka do mycia twarzy. Zużyłam z przyjemnością, mam ochotę na powrót do niej. Nie robi nic złego. Ładnie oczyszcza, raz nawet z ciekawości zmyłam nią makijaż, czego jednak normalnie nie robię i nie polecam. Ale byłam ciekawa czy da radę. Dała, ale dla spokoju sumienia myłam 3 razy, więc ciut skórę rozdrażniłam. Jednak wolę micelem zmyć makijaż, a pianką domyć lub zmyć rano pod prysznicem poranną pielęgnację.

Benton – Fermentation Essence – Esencja do twarzy

Benton – Fermentation Essence – Esencja do twarzy

Bardzo fajna esencja, co do której nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Robi to co powinna robić, daje mojej skórze dodatkowe nawilżenie, którego ta potrzebuje. Oczywiście mogłoby być większe, ale to już byłby ideał. Lubiłam ją, mogłabym do niej wrócić, ale nie pobiła mojego ulubieńca w tej kategorii. Poświęciłam jej oddzielny wpis.

Despicable Me 3 – Płyn do kąpieli
Despicable Me 3 – Płyn do kąpieli

Despicable Me 3 – Płyn do kąpieli

Sztuczny banan. Miałam też żel do mycia rąk. Pierwsze zachwyty dziecka szybko minęły i chętniej sięgał po wszystko inne. Ale zużyliśmy i miał jeszcze kilka żyć z inną zawartością, która znikała szybciej, niż oryginalna. Nie zachwycił nas, co więcej delikatnie przesuszał skórę. Limitka do której nie chciałabym wrócić.

Despicable Me 3 – Płyn do kąpieli
Petitfee – Gold & Snail – Hydrogel Eye Patch
Petitfee – Gold & Snail – Hydrogel Eye Patch

Petitfee – Gold & Snail – Hydrogel Eye Patch

Świetnie się u mnie spisały, nie mam za bardzo co im zarzucić. Spełniły obietnice producenta. Może tylko mogły by jeszcze mocniej nawilżać. Jeśli lubisz i sięgasz po takie płatki, to te zdecydowanie zasługują na spróbowanie. Poświęciłam im oddzielny wpis.

Palmolive – Magic Softness – Pianka do mycia rąk
Palmolive – Magic Softness – Pianka do mycia rąk

Palmolive – Magic Softness – Pianka do mycia rąk

Kupuję i zużywam, zresztą wszyscy domownicy chętnie po nią sięgają, kupuję ponownie. Obecnie jest to jeden z obowiązkowych zakupów w Rossmannie, póki co nie widzę, żeby coś w tym temacie miało się zmienić.

Cien – Pianka do mycia rąk

Cien – Pianka do mycia rąk

Taka sobie konsystencja, słaby zapach i przy dłuższym stosowaniu przesusza dłonie. Zużyłam sama, bo najmłodszemu się nie podobała. Nie kupię ponownie. Choć ta wersja i tak była lepsza, niż Cola. Na szczęście to już ostatnia z całej serii i wracać do nich nie planuję.

Umilacze kąpieli
Umilacze kąpieli

Balea – Bade Stern

Urocza różowo-fioletowa gwiazdeczka z kalendarza adwentowego Balea. Przyjemny umilacz kąpieli, który nie zrobił nic złego. Z chęcią kupiłabym więcej.

Dresdner Essenz – Sprudelbad

Pierniczek do kąpieli. Przyjemny, pachnący, lekko barwiący wodę, ale nie wannę. W okresie świątecznym uroczy umilacz kąpieli, który z przyjemnością został zużyty przez młodego, a dostałam go od Ani z bloga Co kręci Anulę.

Isana – Kula do kąpieli – Paradise

Zupełnie przyjemny, niedrogi umilacz kąpieli. Nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale zapach jest przyjemny i nie robi nic złego. Pewnie jeszcze nie raz trafi mi do koszyka.

Marba – Hu hu – Jajo do kąpieli

Fajne są, barwią lekko wodę, ładnie pachną, choć sztucznie, ale nie tak żeby głowa bolała. A w środku mają jajko z silikonową sówką. Nie robią nic złego. Przyjemny umilacz kąpieli, który z przyjemnością znowu bym kupiła.

Myszka w paski – Magiczna sól do kąpieli

Nie wiem co w niej było magicznego. Niebieska, trochę barwiła wodę i to mniej więcej tyle. Zazwyczaj dodaję więcej soli, niż było w saszetce, więc nawet nie zauważyłam działania.