Zużyte czy nie, pozbywam się #12 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.
Piątek, piąteczek, piątunio … ach jak ten czas na urlopie szybko mija, hmmm w sumie to nie do końca urlop wypoczynkowy, a raczej wymuszony przeziębieniem młodego. Ale każdy dzień wolny doceniam i żal mi jest, że tak szybko mija. A skoro choroba, to i weekend nie będzie szczególnie intensywny, ale może to i dobrze, bo w sklepach pewnie będzie się działo tuż przed świętami.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Palmolive – Pianka do mycia rąk

Straciłam już rachubę ile to opakowań zużyłam, a ponieważ chętnych na nią w domu jest więcej, więc i opakowanie zbiorcze idzie w ruch, po raz kolejny, nowe już oczywiście czeka. Póki co inne jej nie pobiły, a konkurencja jest coraz większa.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Omia Laboratoires – Tonik Eco Bio – Delikatnie nawilżający z ekstraktem malwy i migdałów

Fajnie pachnie marcepanem. Robi to co powinien. Nie robi krzywdy mojej skórze, a wręcz działa łagodząco. Jednak moje oczy nie są jego fanem, jak to zwykle robię, przelałam tonik do pojemnika z atomizerem, niewielka ilość dostała mi się do oka podczas rozpylania i niestety okazało się, że je podrażnia. Da się jednak nad tym zapanować, za każdym razem zamknięte oczy, aż osiądzie na skórze. Nie muszę nawet omijać okolicy oczu, podczas rozpylania, bo po nim już nic złego mi się nie dzieje. Przyjemny, nie będę marudziła jeśli znowu wpadnie mi do koszyka, ale ciągle wolę Łagodzący z Vianka.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Pierre Fabre Dermatologie – Dexeryl – Krem ochronny

Leciutki biały krem, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, pozostawiając delikatną powłoczkę. Fajnie koi suchą, swędzącą skórę. Nie widzę innych jego właściwości. Nie robi krzywdy dla mnie, ani mojego syna. Zastanawiam się, czy się znowu w niego nie zaopatrzyć, zwłaszcza, że okazał się zaskakująco wydajny.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Lovely – White Chocolate – Puder ryżowy

Transparentny, słodko pachnący puder. Może nie utrzymuje matu jakoś super długo, ale całkiem przyzwoicie. A mat jaki daje nie jest płaski, a taki przyjemnie miękki, do tego sprawia, że moje pory są mniej widoczne. Lubiłam go, zużyłam z przyjemnością i mam ochotę na powtórkę, ale przed tym jeszcze tona innych pudrów czeka na zużycie. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Martina Gebhardt – Intensywna kuracja witaminowa w kapsułkach

Dostałam kilka sztuk na próbę od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, u niej te rybki trafiły do ulubieńców stycznia. U mnie jednak efektów szczególnych brak, a dodatkowo, za każdym razem jak miałam ją na twarzy, coś nowego mi się na niej pojawiało. Nie czuję zachwytu na tyle, żeby skusić się na zakup.

Pulpe de Vie – Maseczka peeling do twarzy

Odlewkę dostałam od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis. Ciekawy produkt nie robi krzywdy, choć drobinki ma ostre. Zgodnie z radami Ani, najpierw nakładałam ją na dłuższą chwilę, co najmniej 30 minut, a podczas zmywania masowałam skórę drobinkami. Efekt zadowalający, skóra nawilżona i odżywiona, wygładzona, a nie rozdrażniona. Fajna, myślę nad zakupem, ale chwilowo chyba za bardzo mi przypomina maski/peelingi Skinfood, którymi chwilowo czuję przesyt, może na jesień będzie mi się marzyła.

Chic Chiq – Chocolat – Maseczka w proszku

Odsypka od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, której zachwyty nad ich maskami sprawiły, że już dawno zaopatrzyłam się w 3 wcześniejsze wersje. Jednak mnie one nie porywają, aż tak, ale powoli szykuję się do wpisu, więc może intensywniejsze testowanie coś w tym temacie zmieni. Ta jest fajna poprawna, wyrównuje koloryt i łagodzi podrażnienia, nawilżając, ale ten zapach, choć powinno być inaczej, mnie nie zachwyca. Jeśli macie ochotę poczytać zbiorczo o wszystkich to Aneczka popełniła już taki wpis.

Etja – Naturalny olej z pestek moreli

Odlewka od Ani z Aneczka blog. Ania miała rację, ja też czułam marcepan. Mojej skórze nie zrobił nic złego, ale dobrego też nie, siedział na niej i to mniej więcej tyle, za to oczy protestowały jak po dłuższym czasie coś się do nich dostało. Spróbowałam na włosy, ale też praktycznie bez reakcji, czyli niestety tak samo jak to u mnie bywa z olejami.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


SpaScriptions – Silikonowy pędzelek

Najbardziej udana część zestawu 3 żelowych maseczek. Choć i tak ciężko powiedzieć, ze udana, bo po 1 użyciu, silikon wypadł ze skuwki, ale udało mi się go trochę podratować. Używałam z przyjemnością i jeszcze długo by tak było, mimo mało estetycznych resztek Kropelki, niestety spadł i rączka pękła. Moje ulubione narzędzie do rozrabiania maseczek, pędzelki i plastikowe mieszadełka się nie umywają, kupię zamiennik przy najbliższej okazji.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Skinfood – Rice Mask Wash Off – Peeling

Przypomina mi płatki ryżowe na mleku, a przynajmniej to jedyne skojarzenie jakie mam odnośnie konsystencji. Zapach jest dziwny, perfumowany, ale to w sumie tylko w opakowaniu, bo podczas nakładania, a tym bardziej na twarzy już go nie czuję. Nakłada się przyjemnie, bezproblemowo, nie ucieka jakoś szczególnie, a z czasem trochę zastyga, gęstnieje, choć nie jest to niekomfortowe. Po dłuższym czasie, zazwyczaj dobre 30 minut, zmywam powoli zwilżając dłonie i masując. Peeling jest delikatny, ale zaskakująco odczuwalny. Można się przykładać, a i tak nie zrobi krzywdy, choć trzeba przyznać, że efekt też nie jest powalający, czyli nawet skóra wrażliwa, taka jak moja, spokojnie go zniesie nawet co drugi dzień. Nie zapycha, nie podrażnia, nic złego po jego użyciu się nie dzieje. A skóra jest wygładzona, odżywiona, nawilżona, ukojona, a koloryt jest wyrównany. Mimo, że skórę mam reaktywną to wystarczy mi tonik i krem pod oczy, żeby czuła się komfortowo. Bardzo przyjemna maseczka, polubiłam ją najbardziej z całej 3, jednak nie wiem, czy kupię ją ponownie w najbliższym czasie.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Make Me Bio – Delikatny puder myjący

Białawy puder z drobinkami, mi to się ze śrutą kojarzy. Za pierwszym razem nawet nie bawiłam się w czytanie tego co producent pisze. Wysypałam na dłoń, dodałam wody … słabo się łączy, kiepsko się tą mieszankę na skórę nakłada, odpada, zjeżdża. Nie potrafię tego ogarnąć na tyle, żeby jakoś sensownie dało się to nałożyć i utrzymać w miarę masowania. A po każdej zabawie skóra jest ściągnięta, może nie ekstremalnie, ale jednak. Do mycia twarzy u mnie się nie nadaje, ale producent sugeruje, że można użyć jako maseczkę, jednak efekt nadal nie jest powalający. Z tym pudrem wyjątkowo się nie polubiłam. Jeśli macie ochotę poczytać o nim więcej, to pisałam o nim w 3 produktach z Pat&Rub oraz Tołpa.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Nivea – Wzmacniający micelarny szampon

Miałam do niego 2 podejścia, za pierwszym razem po kilku dniach zaczęła mnie swędzieć skóra, ale sporo mieszałam więc nie mogłam jednoznacznie zwalić na niego winy. Podciągnęłam stan skóry głowy, do zadowalającego i znowu po niego sięgnęłam. Niestety, powtórka, skóra głowy znowu swędzi i to już po 3 dniach, z każdym użyciem coraz bardziej, a do tego pojawiają się syfki. Tym razem tylko on został zmieniony w mojej rutynie, nie mam innego winowajcy, na którego mogłabym zwalić winę. Moim zdaniem winowajcą jest 3 składnik. Oddałam go mamie, która takich problemów ze skórą głowy jak ja nie ma.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.