Zużyte czy nie, pozbywam się #11 2018

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.



Piątek, piąteczek, piątunio … nareszcie, ależ mnie te zmiany pogody męczą. Czuję się jak dętka, czas chyba na serio wdrożyć jakąś suplementacje, bo szkoda życia. Ale są i dobre wieści, już jutro w Gdańsku odbędą się Ekocuda, na które się wybieram, a co więcej jest realna szansa, że rzeczywiście tam dotrę. A Wy jakie macie plany na weekend?




Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Fresh&Natural – Regenerująca sól do kąpieli z lawendą i witaminą B5

Fajna sól, gdyby nie ten zapach, jeden z gorszych z jakimi miałam do czynienia. Nie wrócę do niej ponownie, ale mam ochotę na inne wersje, choć raczej skuszę się testowo na jedną.
Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dermo Future – Płyn micelarny

Piecze jak cholera, użyłam raz i nie mam zamiaru dawać mu szansę ponownie. Bardzo mocno nie polecam dla właścicielek skór i oczu wrażliwych.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Melica – Maska organiczna do włosów farbowanych z ekstraktem z lawendy i filtrami UV

Robi dosłownie tyle co nic, nakładam na włosy, które ją wchłaniają i jeszcze przed zmyciem mam wrażenie, że nic nie nałożyłam. Po zmyciu, podczas suszenia i po, nadal nie widzę, że ją nałożyłam. Na dzień pod prysznic za słaba, ale skoro maska, to nakładałam ją na pół godziny przed myciem głowy, nic, podczas kąpieli na umyte włosy, w dużej ilości nic. Cokolwiek ma do zaoferowania moje włosy tego nie potrzebują. Na szczęście nie zrobiła mojej skórze głowy krzywdy i jest dosyć rzadka, więc zużyłam łatwo, choć bez szczególnej przyjemności.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Tołpa – Dermo face – Physio – Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu

Sama nie wiem co o nim myśleć, wystarczająco dobrze spisuje się w demakijażu. Jednak moja skóra wrażliwa ma z nim problem, czasami piecze i jest bardzo niekomfortowy dla całej skóry twarzy, a czasami jest zupełnie przyjemny. A wszystko zależy od kondycji mojej skóry. Na początku opakowania miałam z nim problem, a pod koniec bardzo przyjemnie mi się go używało. Jeśli macie ochotę to pisałam o nim w 3 produktach z Clochee i Rival de Loop.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Pierre Rene – Pogrubiający tusz do rzęs z formułą anti-pollution

To dla mnie idealny tusz na co dzień. Podkreśla, lekko pogrubia, lekko wydłuża, rozdziela, nie osypuje się, nie podrażnia mi oczu. Nie jest wodoodporny, ale ja takich nie lubię. Łatwo się zmywa, praktycznie każdy micel sobie z nim radzi. Silikonowa szczoteczka idealnej wielkości, która nie sprawia mi problemu mimo małego, głęboko osadzonego oka. Nie wiem czy wzmacnia i chroni, ale rzęsy ostatnio rzeczywiście mi mniej lecą. Bardzo się z nim polubiłam, chętnie wrócę do niego ponownie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Kneipp – Kryształki do kąpieli – Źródło młodości

Bardzo przyjemna mieszanka, barwiąca wodę, o intensywnym, ale nie przesadzonym zapachu. Bardzo chętnie do niej wrócę i sięgnę po inne wersje zapachowe.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dermo Future – Zastrzyk serum z kwasem hialuronowym

Odlewkę dostałam od Ani z Aneczka blog. Przyjemne lekkie serum, lekko napinające i dobrze nawilżające. Jednak nie na tyle zachwycające, żebym miała ochotę je kupić.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Yoskine – Kirei Lifting 60+

Bardzo fajny krem, zaspokoił potrzeby mojej skóry, czuła się bardzo komfortowo, z lekkim uczuciem napięcia. Muszę przyjrzeć się ich produktom.

Lierac – Mesolift – Serum i krem

Przyjemne, nie zrobiły mi nic złego, ale wielkiego zachwytu też nie było.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Dr. Scheller – 24h care – Organic lavender

Równoważąca pielęgnacja dla skóry wrażliwej, podobno … kilka razy mnie piekło po nałożeniu kremu. Długo się wchłania, zastyga, czuć go na twarzy, tworzy powłoczkę, pod którą moja skóra lekko się poci. Nie świeci się jakoś szczególnie, ale komfortowy dla mojej skóry nie jest, a niby skóra mieszana tak dużo nie potrzebuje. Nie umiałam się z nim polubić. 
Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

La Vie Skin – Therapy Extremally Collagen

Nie wiem czy pamiętacie, ale o grudniowym pudełku Be Glossy stało się w pewnym momencie głośno, bo jeden produkt miał mieć wartość 750 EUR. Opakowanie to zwykły biały kartonik, nie wyróżniający się niczym. Buteleczka przynajmniej jej dolna część jest szklana, mleczna, przyjemnie chłodna. Dozownik to zwykły, lekki plastik, który łatwo daje się odkręcić. Dozownik wyciska malutką ilość produktu co mnie irytuje. Jak dla mnie opakowanie, wcale nie odbiega szczególnie od tych drogeryjnych, a lepsze wcale nie są czymś niezwykłym. Chyba jednak nie tego się spodziewałam. Krem jest biały, lekki, nie przesadnie perfumowany. Dobrze się wchłania, daje uczucie nawilżenia i chłodzenia, ale po chwili lekko spina i rozgrzewa skórę, co też mija i po chwili nie czuć, żeby coś się nałożyło. Pierwsze wrażenie przyjemne, ale bez efektu wow. Nie zauważyłam też by robił coś negatywnego. Poprawny, ale nie robił nic szczególnego, nie chciało mi się po niego sięgać, po prostu miałam lepsze. Idzie do mamy, bo była ciekawa co to za produkt. Ja bym go nie chciała za 10% pierwotnej ceny.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Catrice – Liquid camouflage – 010

Chyba jeden z bardziej osławionych korektorów, na początku niemal nie do zdobycia, bo wszyscy go chcieli. Użyłam go raz, nie załapałam o co ten cały szum i trafił gdzieś na dno pojemnika. Ostatnio jednak stwierdziłam, że dam mu szansę. Najpierw zużyłam 020, efekt jest taki, że uczucia mam co najmniej mieszane. Dobre krycie, dzięki temu, że jest ciemny i jeszcze ciemnieje w pomarańczę wręcz koryguje moje sińce pod oczami dzięki czemu okolica oka wygląda całkiem fajnie. Zastyga, więc nic mi szczególnie nie migruje, co prawda wygląda trochę sucho pod okiem, ale nie zauważyłam, żeby skórę mi przesuszał, ale ja też staram się porządnie tą okolicę pielęgnować. Trochę podkreśla rozszerzone pory, jak pociągnę go niżej w okolicę nosa. Długo się utrzymuje i dosyć przyzwoicie utrzymuje mat na twarzy. Nie wiem czy jeszcze kiedyś do niego wrócę, raczej nie. Obecnie widzicie ten jaśniejszy 010, ale on wpada w różowe tony, nie kryje tak dobrze sińców pod moimi oczami, tylko je rozjaśnia, co daje jakieś dziwne szare plamy, co wygląda źle, więc zupełnie się dogadać nie możemy. Reszta jest identyczna jak w ciemniejszym, jednak ten jasny kolor podważa moc jego krycia. A do tego jeszcze ten nieprzyjemny zapach, którego nawet współczesne farby nie mają, a właśnie z takimi starymi mi się kojarzy.
Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.
Od góry: Bielenda – Nude Matt – Fluid matujący – Jasny beż 01. Od dołu: Catrice – Liquid camouflage – 01.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.
Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Bielenda – Nude Matt – Fluid matujący – Jasny beż 01

Musiałam się namęczyć, żeby znaleźć na niego sposób, czyli częste peelingi, hydrobazę z Paese oraz nakładanie cienkiej warstwy gąbeczką. Niestety z ładnego koloru wyjściowego, robi się ciemno pomarańczowy, a krycie to raczej wyrównanie kolorytu, jeśli nie chce się mocno widocznego efektu. Bardzo łatwo podkreśla wszystko co się chce ukryć. Niewydajny, a mat nie jest długotrwały. Jednak trzeba mu przyznać, że nie pogorszył stanu mojej skóry, co już samo w sobie plusem jest, jednak nie na tyle, żeby do niego wrócić. W ramach czystek w podkładach, dorobił się własnego wpisu.