Zużyte czy nie, pozbywam się #1 2019

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Piątek, piąteczek, piątunio … Nowy Rok i pierwsze zużycia, nie są jakieś nadmierne, bo porządków szczególnych nie robiłam. Ale całkiem ciekawy mix produktów mi się uzbierał. Kochane oby ten Nowy był dla nas wszystkich, dużo lepszy, niż Stary.


Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Holika Holika – Lazy&Easy – Gudetama – All Kill Sheet – Zestaw chusteczki oczyszczającej oraz maseczki pielęgnacyjnej do twarzy na bawełnianej płachcie


Pierwszy płat oczyszczający wstępnie nie zrobił mi krzywdy. Wrażliwa część mojej skóry mrowiła, ale poza tym nic się nie działo. Jednak z czasem czułam coraz większe rozdrażnienie skóry, które utrzymywało się jeszcze przez 2 kolejne dni. Drugi płat, czyli maska jest rewelacyjnie nasączony. Dobre 30 minut miałam go na twarzy. Fajnie nawilża, odświeża i ujędrnia. Co ciekawe usta mnie piekły w trakcie i po maseczce, choć niby większej styczności z płatami nie miały. Raczej nie spotkamy się ponownie.



Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Botame – Sól Epsom

Pachnie jak sól spożywcza, smakuje tak samo, nie to, żebym specjalnie próbowała. Ciało się zrelaksowało, a poza tym więcej walorów nie zauważyłam. Krzywdy nie robi.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Tetesept – Kinder Badespaß Schaumbad – Mein Einhorn

Czerwono-bordowy żel, jak krew jednorożca. Przyjemny zapach, intensywnie barwi wodę. Nie robi nic złego. Całkiem przyjemny umilacz kąpieli. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Marion – Chusteczki odświeżające – Green Tea


Nie używałam ich do skóry twarzy. Za to bardzo chętnie sięgam po nie chcąc odświeżyć dłonie, czy choćby zetrzeć ślady moich zabaw kolorówką. Z tym radzą sobie świetnie, skóra nie jest przesuszona, zanieczyszczenie usunięte. Zapach jest przyjemny, nienachalny i nie długotrwały. Dodając do tego jeszcze cenę ok. 2,5 zł za 15 sztuk naprawdę nie ma na co narzekać. Tym bardziej, że nie zostawiają dziwnej powłoczki, która mnie często irytuje w takich produktach, wszelki nadmiar szybko się ulatnia, więc nie czuję potrzeby natychmiastowego umycia rąk, a tak często miałam po innych chusteczkach. Miałam ich wiele, ta jednak nie przetrwała starcia z wnętrzem mojej torebki, straciła naklejkę, która zabezpieczała przed wysychaniem i tak oto zmarnowałam opakowanie.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Artego – Easy Care – Dream Repair K Lotion – Preparat odbudowujący w ampułkach

3 sztuki zużyłam w długich odstępach czasu, zużywając fiolkę na 2 razy. Mieszałam z różnymi odżywkami, ale nie zauważyłam większego działania. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Resibo – Glow – Rozświetlający krem do twarzy

Przyjemny krem do twarzy, który dobrze się rozprowadza. W większej ilości wygląda, jakbym nałożyła na twarz płynny rozświetlacz, czyli coś czego posiadaczka tłustej strefy T, raczej nie polubi. Po 2-3h zaczyna przebijać się spod podkładu. Po 4 podkład zaczyna mi się rozwarstwiać, po 5h cała twarz świeci mi się już mocno, a strefa T wybitnie. Może gdybym nakładała go tylko na boki twarzy, tudzież w miejsce rozświetlacza, byłabym z niego bardziej zadowolona ..? Otula skórę, która jest cały dzień komfortowa, nawet pod matująco-zastygającym podkładem. Niestety u mnie wygląda źle.

Resibo – Miejski krem ochronny

Całkiem przyjemny otulający krem. Nie natłuszcza, nie przesusza. Skóra po nim wygląda zdrowo, ani błyszcząco, ani matowo. Taki w punkt, na obecną pogodę, na dzień. W sumie jedyne co mu mogę zarzucić to to, że potrzebuje chwili na wchłonięcie się, trzeba go wmasować i na początku odczuwalnie siedzi na skórze. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Fajny, ale nie wiem czy na tyle, żebym się na niego skusiła.

Resibo – Energetyzująca esencja odmładzająca

To co najbardziej zapadło mi w pamięć po jej użyciu to paskudny zapach, który kojarzy mi się z wulkanizacją. Nie zrobiła mi krzywdy, ale efektów szczególnych też nie było. Zużyłam próbkę na raz i cieszyłam się, że ten zapach nie będzie mi już towarzyszył, zwłaszcza, że jak na złość na początku był mocno wyczuwalny.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Feel Free – Refreshing Facial Toner

Dobra pojemność, fajny zapach, dobre działanie w zakresie łagodzenia, przyzwoita cena, naturalny, dostępny w Hebe. Jedynie opakowania nie lubię, bo wolę atomizery, więc przelewam. Nie znęca się nad moimi wrażliwymi oczami. Fajny tonik do którego będę wracać. Jednak uwaga! Mimo, że to ja mam skórę wrażliwą, a nie mój mąż, to u jego piekło i skóra zrobiła się tak mocno czerwona, że poszedł zmyć to co na niego rozpyliłam, na szczęście nic więcej się nie działo. 

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Fresh&Natural – Cukrowy peeling do ciała – Mokka


Kopiko, co oznacza, że dla mnie zapach jest idealny. Przyzwoity zdzierak. Pozostawia tłustą powłoczkę na mnie i na wannie. Na mnie efekt jest idealny, bo powłoczka nie jest za ciężka, czy tłusta. Jedyna wada, zużyłam go ekspresowo.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Pond’s – Flawless White Whitening Day Cream

Biały, bardzo gęsty krem. Wystarczy odrobina, bardzo łatwo daje się rozprowadzić. Przy pierwszych użyciach, skóra wyglądała bardzo ładnie, rozjaśniona, ale nie wybielona, czego najbardziej się obawiałam. Wyglądała naturalnie, nie tłusto i świetliście, ani też matowo. Pory były mniej widoczne. Nie zapychał, nie podrażniał, nawet moich wrażliwych oczu, nie uczulał. Przesuwał w czasie moment, w którym moja skóra mocno zaczyna się wyświecać. Niestety po około tygodniu regularnego używania, ta jego cecha zanikała i skóra znowu po kilku godzinach była tłusta w strefie T. Nie używałam go nigdy na tyle regularnie, żeby zobaczyć jakieś bardziej długoterminowe rozjaśnienie przebarwień. Nie jest to krem wystarczająco otulający na tą porę roku, a ze względu na datę przydatności do kolejnej czekać już nie może. Raczej nie jest u nas dostępny, a nie zachwycił mnie na tyle, żebym czuła potrzebę jego ściągania.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Fitomed – Serum olejowe antyoksydacyjne

Dostałam je od Magdy z bloga Racja Pielęgnacja. Zupełnie znośny ziołowy zapach. Dosyć tłusta, ale przyzwoita w rozprowadzaniu konsystencja, nie przelewało się jakoś szczególnie przez palce. Moje oczy się z nim nie lubiły, a ono lubiło migrować do nich, więc przed jego nałożeniem chroniłam je warstewką kremu. Nie zapycha, nie podrażnia, nie uczula, oczywiście jeśli chodzi o skórę twarzy. Skóra po nim jest przyjemnie ujędrniona i odżywiona. Poprawne, ale nie jakoś szczególnie zachwycające. Mam ochotę sprawdzić inne ich produkty, ale nie koniecznie planuję powrót do tego gagatka.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Stara Mydlarnia – Organic Hair – Peeling do skóry głowy – Wzmacniający

Kupiłam go po recenzji Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, co prawda ona miała oczyszczający, a ja skusiłam się na wzmacniający, ale liczyłam, że drastycznej różnicy w działaniu nie będzie. Jest gęsty, jak krem, tylko z dużą ilością drobinek. Zapach nie zwraca szczególnej uwagi. Aplikacja trudna nie jest, ale też nie najłatwiejsza, bo jednak trzeba porządnie wmasować produkt, żeby dostał się do skóry głowy, żeby drobinki miały szansę cokolwiek zrobić. Przez to nie jest to opcja dla każdego. Z grubsza używałam go raz w tygodniu, okazał się bardzo wydajny. Nie zrobił mi nic złego, podczas jego używania, moja skóra i włosy przechodziły różne stadia, więc nie mogę mu przypisać zbawiennego wpływu. Nie był zły, mogłabym do niego wrócić, ale na chwilę obecną tego nie planuję.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.


Etiaxil – Antyperspirant roll – on – Antyperspirant w kulce

Użyłam go raz i nie odważyłam się podejść do niego ponownie, mimo, że pierwotnie taki właśnie plan miałam. Nie dosyć, że mnie poparzył to jeszcze przez prawie 2 miesiące miałam kaszkę pod pachami. Zresztą ogólnie mogę sobie odpuścić takie gagatki, bo tak wielkich problemów z potliwością nie mam, żebym musiała tak mocnych produktów używać.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Clarins – Instant Light Lip Comfort Oil – 01 Honey

Hit internetu sprzed paru lat. Kupiłam, trochę poużywałam, fajny jest. Gęsty, przez co długo się utrzymuje, jak na taki produkt. Nie lepi się, bardziej olejkowy jest. Blask intensywny i piękny daje. Aplikator jest cudownie mięciutki. Nawet częściowo pielęgnuje usta. Ale czy on jest wart tej ceny regularnej 89 zł za 7 ml to bym nie powiedziała. Nosiłam go w torebkowej kosmetyczce, nie zużyłam całego, ale już się zepsuł.

Zużyte czy nie, pozbywam się to klasyczne denko.

Vis Plantis – Odżywka do włosów osłabionych z tendencją do wypadania – Kozieradka

Odlewkę dostałam od Ani z bloga Co kręci Anulę. Trafiła idealnie, była tym czego moje włosy potrzebowały. Wygładzone, ale nie obciążone, odżywione. Wpisuję na listę do kupienia.