Zużyte czy nie pozbywam się #1 2018

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.
Piątek, piąteczek, piątunio … pierwsze zużycia w Nowym Roku, na razie nic się nie zapowiada, żeby miała być jakaś zmiana w tym temacie. Mam  czego się pozbywać i moje mocne postanowienie, żeby uszczuplić zapasy jeszcze z 2017 nadal pozostaje w mocy. A ponieważ ciągle coś nowego jednak dochodzi, to jeszcze trochę to potrwa zanim osiągnę stan optymalny.


Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Fito Kosmetik – Sól do kąpieli

Sól gruboziarnista z saszetkami, czasami 1, czasami 2, a to z ziołami, a to z żelem. I to właśnie te saszetki nadają zapach kąpieli. Pierwsza mi się rozpadła i cała wanna łącznie ze mną była w farfoclach, druga wytrzymała, ale też bardziej na nią uważałam. Całkiem przyjemna sól, nie jest jakoś szczególnie zachwycająca, moje wrażenia są neutralne, ale … mam ją w sklepiku osiedlowym, jest niedroga, nie mam za bardzo na co narzekać. Kupię ponownie. Tym razem trafiło na wersję:
– z biszofitem, dla obniżenia wagi
– Sakska, fitoaktywna

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Soraya – 10 minut na – Maseczka do każdego typu cery

Nie robi nic dobrego, lekko szczypie w centralnej części twarzy, co więcej mam wrażenie, że skóra jest po niej jakaś szorstka.

Pure Skin Food – Beauty Oil

Odlewkę dostałam od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, już o nim pisała. Zaskakująco lekki, nie czuć go na twarzy, oczywiście jest lekko tłusty, ale też bardzo wydajny, bo niewiele go trzeba i ładnie się wchłania. Niestety za każdym razem, jak po niego sięgałam, pojawiał mi się nieprzyjaciel. Więc mimo, że niby fajny jest, to jednak obawy mam.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Balea – Woda w sprayu

 Uwielbiam wody termalne, choć przez większość życia, uznawałam, je za zbędny produkt. Niestety moja wrażliwa i często podrażniona skóra uważa ją za coś niezbędnego. Jest fantastyczna, póki co nie zauważyłam, żeby drastycznie odbiegała jakościowo od innych produktów tego typu. Świetnie łagodzi podrażnienia, odświeża, sprawdza się przy glinkach … A cena to 1,45 EUR, niestety kiepsko z dostępnością, choć mignęła mi gdzieś w sieci za 10 zł. Jak będę miała okazję to na bank zaopatrzę się w większą ilość.






Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Hada Labo Tokyo – Lotion No. 3 Super Hydration – Silnie nawilżający lotion

Lotion to ciągle coś z czym mam mało do czynienia. Przeźroczysta, lekko zżelowana ciecz, w dużym stopniu przypominała mi mojego ulubieńca, hydrożelowy tonik z Apis, choć jest dużo bardziej ślizga. Wystarczy odrobina, rozprowadza się cudownie. Zapach jest najgorszy z tych produktów, ale przejścia, na szczęście mało wyczuwalny, jak już się go nałoży. Ja go używam zamiast toniku lub zaraz po toniku w zależności od poziomu rozdrażnienia, mojej skóry, bo łagodzi fajnie, ale nie idealnie. Zostawia lekko lepki film. Poprawa nawilżenia skóry, jest zauważalna i odczuwalna, ale nie jest to tak duża różnica jak się spodziewałam i na co liczyłam. Fajny dodatek do pielęgnacji. Latem przy mojej mieszanej skórze, mogłam na nim skończyć pielęgnację, jeśli filtr nie był mi konieczny. Nadaje się pod makijaż. Nie zauważyłam, żeby robił mi cokolwiek złego, a nakładam go również pod oczy. Jednak nie zachwycił mnie na tyle, żebym miała ochotę do niego wracać, w najbliższym czasie. Pisałam o nim razem z 3 innymi produktami tej firmy.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Avebio – Woda z Nieśmiertelnika

Zużyłam jako tonik rozpylany na twarz. Zapach raczej mniej przyjemny, ale zupełnie akceptowalny. Nie zrobił mi nic złego, a fajnie tonizował twarz. Chętnie sprawdzę bliżej ofertę tej firmy.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.


L’oreal – Czysta glinka – Maska przeciw niedoskonałościom oraz Madara – Detox – Ultra purifying mud mask



Madara daje świetny efekt, wygładzenia i oczyszczenia, ale dla mojej skóry jest zbyt agresywna, nie spotkamy się więcej. L’oreal jest najłagodniejsza, ale też efekt jest najsłabszy, choć nadal zadowalający, a cena i dostępność tylko działają na jej korzyść. Więcej o nich i o maseczce Rapan w 3 produktach.





Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Balea – Dusche & Olperlen

Dostałam od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis jeszcze w maju. Cudowny zapach do którego z chęcią bym wróciła. Gęsty żel, ale bezproblemowy, bardzo wydajny. Nie zrobił mi krzywdy.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Bioderma – ABC Drerm – Cold Cream – Ochronny krem do twarzy dla dzieci

Bardzo przyjemny, nieszkodliwy, chętnie do niego wrócimy. Choć nie mogę powiedzieć, żeby jakoś szczególnie mnie zachwycił, żebym uznała, że jest najlepszy.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.

Bielenda Professional – Żurawinowa maseczka algowa do twarzy

W 3 podejściach doprowadziła do porządku moją skórę twarzy po zbyt intensywnym korzystaniu z uroków maseczek Lush. Jeszcze do połowy miesiąca moja skóra była maksymalnie rozdrażniona, nie bardzo wiedziałam czym ja doprowadzić do normy. Nic nie było wystarczająco skuteczne, ale moja wiara w maseczki jest wielka. Więc oczywiście musiałam się skusić na nową. Zabrałam się za nią jeszcze tego samego wieczora. Rozrobiłam 3 miarki, zdecydowanie za dużo. Nałożyłam na twarz i szyję, nawet na usta. Bardzo przyjemnie, dosyć szybko zastyga. Mocniejsze ściągnięcie czuję tylko jak nałożę za blisko oczu. Poza tym jest niesamowicie komfortowa. 30 minut z nią na twarzy to czysta przyjemność, bo już po chwili skóra jest ukojona, a z czasem to uczucie tylko wzrasta. Łatwo odchodzi, choć u mnie zdecydowanie partiami, a brzegi, gdzie nałoży mi się mojej, trzeba trochę zwilżyć, żeby usunąć. Po zdjęciu nie muszę skóry myć, ani nawet tonizować. Jest gładka, nawilżona, ukojona, koloryt jest wyrównany, a dodatkowo skóra jest tak przyjemnie chłodna. Ja jestem nią zachwycona, już po pierwszym użyciu widziałam poprawę, po 3 skóra doszła do siebie. Obecnie użyłam jej 6 razy i za każdym razem się zachwycam, mimo, że efekty już nie są tak mocno zauważalne jak na początku, bo moja skóra już tak wiele nie potrzebuje. Wiem jedno, kupię więcej. Nie bez powodu załapała się do ulubieńców.

Zużyte czy nie pozbywam się, to klasyczne denko.
A teraz trochę mniej zabawnie. Znasz Anię z bloga Wszystko smaczne? Potrzebuje naszego wsparcia. Jeśli możesz, każda złotówka się liczy. Jeśli nie możesz, nie chcesz, a może po prostu Święta wycisnęły z Ciebie już wszystko. Możne udostępnisz jej trochę miejsca na swoim profilu na Facebooku, Instagramie lub blogu, żeby informacja mogła dotrzeć do innych.

Więcej możecie się dowiedzieć u:
Ani z Wszystko smaczne
Ani z Aneczka blog