Willow Organics – Fruity Mousse – Balsam do twarzy i ciała

Przedstawiam Wam nowość na polskim  rynku, Willow Organics, a dokładniej jej balsam do twarzy i ciała, Fruity Mousse.
Seria z maseczkami Lush chwilowo została przerwana, ale tak mi się spodobało porównywanie wrażeń z Agnieszką z bloga Kosmetyczny Fronesis, że przedłużamy naszą kolaborację o 2 produkty, której ofiarą tym razem padnie nowa firma na polskim rynku, Willow Organics. Ale żeby nie było tak nudno wciągnęłyśmy do spisku Anulę z bloga Naturalna Zakupoholiczka. Dziś zapraszam na drugi produkt Willow Organics, czyli balsam do twarzy i ciała.


Przedstawiam Wam nowość na polskim  rynku, Willow Organics, a dokładniej jej balsam do twarzy i ciała, Fruity Mousse.
Przyznać się, kto jeszcze nie słyszał o tym, że Marika z bloga Porcelanowe Włosy założyła swoją firmę? Kto przegapił, tego zapraszam na wpis o obłędnie pachnącym peelingu do ciała. Ja na efekty działań Mariki czekałam dłuższy czas. Gratulacje Kochana!!! Jednak to, że kibicuję jej ogromnie, nie wpłynie na to jak odbieram produkt. Tym bardziej, że to człowiek, który konstruktywną krytykę przyjmuje, baaa wyciąga z niej wnioski. Jeśli macie ochotę na więcej szczegółów od producenta to strona Willow Organics powinna zaspokoić Waszą ciekawość.

Przedstawiam Wam nowość na polskim  rynku, Willow Organics, a dokładniej jej balsam do twarzy i ciała, Fruity Mousse.
Jej wyroby, bo każdy słoiczek jest przez nią przygotowywany, można zamówić na stronie Willow Botanic na Facebooku. Działa szybko i sprawnie. Zamówienie składałam w weekend, w poniedziałek z rana dostałam informację o nadaniu, we wtorek wczesnym popołudniem mogłam już odebrać paczkę z Paczkomatu. Za 60g balsam zapłacimy 46 zł, ja od razu zamówiłam 2, spodziewałam się, że będzie dobrze, więc drugim uraczyłam swoją mamę. Peeling kosztował mnie 35 zł za 120g. Plus wybrana przeze mnie opcja dostawy, czyli Paczkomat za 10,44 zł.

Zamówienie złożyłam 27.08.2017 ponad miesiąc temu, więc to chyba dobry moment, żeby podzielić się moimi wrażeniami.

Przedstawiam Wam nowość na polskim  rynku, Willow Organics, a dokładniej jej balsam do twarzy i ciała, Fruity Mousse.
Paczucha była dobrze zapakowana, produkty były nie uszkodzone. A czy ładnie i estetycznie? Możecie same ocenić. Moim skromnym zdaniem, Marika wymiata, to jej pierwsze paczki. Moje zamówienie miało numer 2, niestety wiem z kim przegrałam w wyścigu, kto się domyśla? Oczywiście Agnieszka była pierwsza wrrr … A standard jest taki jak w najładniej pakowanych zamówieniach, jakie miałam okazję rozpakowywać. 

Czy muszę podkreślać, że liścik jest zbędny? Ale jakże podnosi moje zadowolenie z zakupu. Oczywiście paragon też tam był.

Zazwyczaj nie piszę Wam o opakowaniach, w końcu każdy widzi jakie ono jest. Ale te słoiczki są naprawdę porządne, ciężkie, opór podczas otwierania tylko potwierdza to co oczywiste, produkty były świeże i nie otwierane. Ale to co podoba mi się najbardziej, etykietki są nie do zdarcia. Czuć pod palcami, że to nie jest zwykły papier, ale przeżyły u mnie w łazience miesiąc bez uszczerbku, nadal wyglądają na nowe, a to jest wyczyn nawet dla masówki. 

Przedstawiam Wam nowość na polskim  rynku, Willow Organics, a dokładniej jej balsam do twarzy i ciała, Fruity Mousse.

Kilka słów od producenta:

Fruity Mousse został stworzony z myślą o skórze suchej i dojrzałej – został wzbogacny witaminą E, która wmacnia barierę naskórka i spowalnia procesy starzenia skóry. Balsam delikatnie natłuszcza pozostawiając warstwę ochronną. Dba o prawidłowe odżywienie i wspomaga naturalną regenerację.

PH: 5,4
Fruity Mousse sprawdza się jeszcze lepiej zastosowany na żel aloesowy, hydrolat lub tonik. 
Formuła Self-Preserving
Ingredients: Mangifera Indica Seed Butter (masło mango), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Carthamus Tinctorius Seed Oil (olej z krokosza), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z moreli), Tocopherol (witamina E), Litsea Cubeba Fruit Oil (olejek z werbeny egzotycznej), Copaifera Officinalis Resin (balsam Copaiba), Citral*, Limonene*, Linalool*, Geraniol*, Citronellol*
* naturalne składniki olejku eterycznego

Przedstawiam Wam nowość na polskim  rynku, Willow Organics, a dokładniej jej balsam do twarzy i ciała, Fruity Mousse.

Uznałam, że forów dawać mu nie będę, skoro ma być do twarzy i do ciała, to zaczynam od razu z twarzą, jak się nie sprawdzi, zużyję do ciała. O mamuniu jak on pachnie, przebił peeling, od razu się zakochałam, to musi być ta werbena. Nie wiem czy jest jeszcze inny zapach, który mnie tak relaksuje i pobudza. Konsystencja cudowna, masełko, a nawet lepiej. Mięciutka, ale wystarczająco zbita, żeby paluch od razu na dnie nie lądował. Na twarzy rozprowadza się jak marzenie, nie ma zbędnego tarcia, czy naciągania. Póki co to jedyny produkt, z którym mogę wykonywać masaż twarzy, a w sumie wychodzi mi to wręcz bezwiednie. Jednak nie jest tak idealnie, niestety moja skóra w jej najwrażliwszej partii, czyli wokół nosa nie przyjęła go z takim zachwytem na jaki liczyłam, niestety piekło mnie trochę, po chwili przechodziło, ale jednak. Co prawda jak zaczęłam go używać moja skóra nie była w najlepszej kondycji po zbyt intensywnym epizodzie z maseczkami Lush, rozdrażnienie było spore, a balsam samodzielnie nie dał temu rady. Muszę być jednak sprawiedliwa, cały arsenał, który do tego zaprzęgłam nie dawał rady, dopiero algowa maseczka Bielendy podołała. A jak już udało mi się skórę doprowadzić do jako takiej normy, nagle balsam zaczął spisywać się dużo lepiej, a delikatne pieczenie praktycznie ustało. Oczywiście zastosowałam się do rady Marki i aloes przed lub po też szedł w ruch, bardzo dobra rada, choć nie zawsze czułam na niego potrzebę. Wieczorem w większości wypadków, nie stosowałam nic więcej, a rano skóra była w zupełności zadowolona, jak po dobrym kremie. A moja skóra nie jest fanką olejków. Nie zauważyłam, żeby robił mi cokolwiek złego. A skoro mi nic złego nie zrobił, to posmarowałam nim syna i tu muszę przyznać, że efekt  był o niebo lepszy niż u mnie. Z jednej strony nie zrobił nic złego, nawet obyło się bez marudzenia, podczas aplikacji, a z drugiej skóra przesuszona i zmęczona po chorobie, w ciągu nocy magicznie odzyskała jędrność, nawilżenie i była cudownie gładka, taka jaka powinna być. 

Przedstawiam Wam nowość na polskim  rynku, Willow Organics, a dokładniej jej balsam do twarzy i ciała, Fruity Mousse.
Kupię ponownie. 

Zapach skradł moje serce, twarz i ciało są usatysfakcjonowane, dobry skład, świeży produkt, cena adekwatna, wydajność ogromna, po miesiącu używania, mam jeszcze 2/3 produktu. 

Marika, gratuluję, ale … proszę jeszcze o wersję dla wrażliwców, dorzucenie czegoś łagodzącego.

Przedstawiam Wam nowość na polskim  rynku, Willow Organics, a dokładniej jej balsam do twarzy i ciała, Fruity Mousse.
Macie ochotę na więcej informacji o tym peelingu? Zapraszam do Anuli z bloga Naturalna Zakupoholiczka oraz do Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis. Sama jestem ciekawa ich wrażeń, lecę sprawdzić.

Willow Organics – Fruity Sugar Scrub – Peeling do ciała