Weleda – Wild Rose – Wygładzający krem pod oczy z dziką różą

Weleda - Wild Rose - Wygładzający krem pod oczy z dziką różą
Weleda – Wild Rose – Wygładzający z dziką różą

Moja motywacja ostatnio leży i kwiczy. Zazwyczaj swoje wrażenia opisuję przy ostatnich porcjach produktu, żeby na świeżo po raz ostatni uważnie mu się przyjrzeć. A tymczasem tego kremu pod oczy Weleda już nie mam, jak w końcu zmotywowałam się do pisania.

Weleda – Wild Rose – Wygładzający z dziką różą

Obietnice Weleda ze strony Greenline:

Doskonale wchłaniany przez skórę krem o jedwabistej konsystencji rozjaśnia skórę pod oczami, przywracając jej młodzieńczą witalność i niwelując pierwsze zmarszczki. Bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe olej z róży piżmowej nadaje skórze aksamitną miękkość i odbudowuje jej naturalny płaszcz hydrolipidowy. Dzięki zawartości wyciągów z rozchodnika purpurowego i świetlika łąkowego oraz oleju migdałowego i z pestek brzoskwini, krem koi podrażnioną, odwodnioną i zmęczoną skórę pod oczami, redukując zmarszczki i obrzęki. Krem intensywnie nawilża oraz wnika głęboko również w wewnętrzne warstwy skóry, zwiększając jej gładkość, elastyczność i zdolność do regeneracji. 

Przebadany oftalmologicznie i dermatologicznie. Odpowiedni dla użytkowników soczewek kontaktowych.

Pojemność: 10 ml. Cena: 75 zł.

Do tej pory pisałam z produktów Weleda pisałam tylko o:

Weleda - Wild Rose - Wygładzający krem pod oczy z dziką różą
Weleda – Wild Rose – Wygładzający z dziką różą

Skład (INCI): 

Water (Aqua), Prunus Persica (Peach) Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Alcohol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Hydrolyzed Beeswax, Rosa Moschata Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Sedum Purpureum Extract, Glyceryl Stearate SE, Euphrasia Officinalis Extract, Xanthan Gum, Sodium Beeswax.

Inne kremy pod oczy, o których gdzieś na blogu wspominałam:

Weleda - Wild Rose - Wygładzający krem pod oczy z dziką różą
Weleda – Wild Rose – Wygładzający z dziką różą

Weleda i moje wrażenia:

Bardzo przyjemna konsystencja, nie za lekka, nie za ciężka. Nie miałam też większych problemów z jego rozprowadzeniem, czy wchłonięciem się. To drugie nie trwało może sekundę, ale ja zawsze daje pielęgnacji czas na zgranie się ze skórą, zanim wyjdę lub zacznę nakładać makijaż. W końcu w domu zawsze jest co zrobić z rana przed wyjściem.

Jeśli chodzi o makijaż to nie miałam z nim najmniejszych problemów na tym kremie. A w sumie makijaż nawet maskował jego jedyny mankament, ale o tym za chwilę.

Działa?

Działa. Tego odmówić mu nie mogę, co więcej różnicę szybko da się wyczuć. Chociażby po wilgoci pod okiem z rana, jak to określa moja mama, która ostatnio przejęła ten kremik ode mnie. Ja mam pod oczami pustynię, skóra sucha, nigdy nie było dobrym dla niej określeniem, odwodniona, cienka i wiotka już jak najbardziej. Więc większość kremów coś tam zabezpiecza, ale są zazwyczaj za słabe, jak na moje wymagania. Nawet moja mama ma mniejsze. A tu jeden , nakładany na dzień i na noc, co u mnie wcale takie oczywiste nie jest. Bo przez swoją delikatność większość kremów leci do dziennej pielęgnacji, której braki nadrabiam wieczorami. A ten maluch dawał radę.

Obietnice Weleda i moja ocena …

“Doskonale wchłaniany” tak. “Rozjaśnia skórę pod oczami” optycznie tak, ale nie cienie, a u mnie jest z czym powalczyć. “Niwelując pierwsze zmarszczki” mam 36 lat i cienką jak pergamin skórę, nie ma co udawać, że pamiętam co to pierwsze zmarszczki. “Nadaje skórze aksamitną miękkość” tak. “Odbudowuje jej naturalny płaszcz hydrolipidowy” naukowo tego potwierdzić nie mogę, ale skóra była w lepszej kondycji, nawet jak robiłam mały skok w bok. “Krem koi podrażnioną, odwodnioną i zmęczoną skórę pod oczami, redukując zmarszczki i obrzęki” pod oczami ukojenia nie potrzebuję, ale ulga po nałożeniu, po całym dniu jest. Moja skóra odwodniona jest zadowolona. “Krem intensywnie nawilża oraz wnika głęboko również w wewnętrzne warstwy skóry, zwiększając jej gładkość, elastyczność i zdolność do regeneracji” tak, tak, tak i tak, przynajmniej na tyle, na ile byłam wstanie to u siebie zaobserwować.

Ideał?

Muszę przyznać, że ten krem może ideałem nie jest, ale był blisko co najmniej wyróżnienia. Jednak jest w nim coś czego zaakceptować nie mogę. Oczy mi po nim łzawią. I to nie w taki oczywisty sposób zaraz po nałożeniu, nie po godzinie, jak się skóra rozgrzeje, a on dostanie się do oczu. Oczy mam głęboko osadzone, więc migracja produktów jest moją zmorą. Krem tak działa na moje oczy po wielu godzinach, często w drugiej połowie dnia. Co ciekawe nie było to takie oczywiste po nocy, a tylko w weekendy, kiedy pozwalam sobie na dłuższy rozruch. Bo w tygodniu ledwie przytomna ląduję pod prysznicem.

Tak więc dosyć długo nie mogłam jednoznacznie określić winowajcy. Jednak w końcu wszystko mi się ładnie złożyło. I tu też makijaż wskazał mi drogę, bo spod korektora i pudru, krem nie miał szansy przedostać mi się do oczu. A kiedy makijażu nie robiłam, łzawienie, a nawet delikatne pieczenie, występowało za każdym razem, niezależnie od długości, czy intensywności dnia, ani miejsca przebywania. Szkoda.

Weleda – Wild Rose – Wygładzający z dziką różą

Podsumowujac:

Fajny , który spełnia obietnice producenta. Jednak nie jest to opcja, którą mogę polecić dla posiadaczki wrażliwych oczu. Ja do niego już nie wrócę. Ale moja mama wrażliwych oczu nie ma i jej krem podpasował od pierwszego użycia.