Victoria Mas – Bal szalonych kobiet

Victoria Mas - Bal szalonych kobiet
Victoria Mas – Bal szalonych kobiet

Autorki nie kojarzę, ale to jej debiut. Tytuł przyciąga. Z opisu zapamiętałam, że będzie o francuskim szpitalu psychiatrycznym z końca XIX. Tyle w sumie mi wystarczyło, żebym po nią sięgnęła. Jakie wrażenie zrobiła na mnie Victoria Mas swoją powieścią Bal szalonych kobiet?

Victoria Mas - Bal szalonych kobiet
Victoria Mas – Bal szalonych kobiet

Nota ze strony Wydawnictwa Mova:

Podróż do czasów, w których niemal każdą kobietę można było uznać za szaloną.

Jest rok 1885, Paryż, połowa Wielkiego Postu. Oto wyjątkowe doroczne wydarzenie. Śmietanka towarzyska i pacjentki szpitala psychiatrycznego Salpêtrière spotykają się na wielkiej maskaradzie. W parach i korowodach tańczą do melodii walców i polek. Wszystko to pod batutą neurologa Jeana-Martina Charcota, gwiazdy francuskiej medycyny, od lat kierującego szpitalem. Szpitalem, w którym diagnozy stawiają wyłącznie mężczyźni, a który kobiety uważają za przedsionek piekła.

Wśród pacjentek szpitala jest Louise, osierocona przez rodziców czternastolatka. Pewnego dnia wujek rzucił ją na łóżko i nie zważając na protesty, rozerwał jej spódnicę. Po kilku atakach paniki dziewczyna trafiła do szpitala jako histeryczka. Dołącza do niej także Eugénie, która jest całkowicie zdrowa poza jedną „przypadłością” – widzi duchy zmarłych. Do szpitala zaciągnął ją siłą ojciec, gdy nieopatrznie przyznała się do swoich zdolności spirytystycznych.

Jedynym sposobem, aby wydostać się z Salpêtrière, jest nakłonienie do pomocy oddziałowej pielęgniarek – Geneviève. Bal kostiumowy to niepowtarzalna okazja do ucieczki, jednak aby spełnić marzenia Eugénie o wolności, oddziałowa będzie musiała złamać wszelkie zasady.

Inną książką Wydawnictwa Mova, którą czytałam jest: Daniel Tudor – I love Korea. K-pop, kimchi i cała reszta.

Victoria Mas - Bal szalonych kobiet
Victoria Mas – Bal szalonych kobiet

Bal szalonych kobiet i moje wrażenia:

Autorka ma świetny styl. Książka jest lekka, łatwa i przyjemna, choć tematyka taka nie jest. Jednak nie ma tu też drastycznych opisów, więc co wrażliwsze z Was, mogą po nią śmiało sięgać. Może to nie jest pozycja, w której wydarzenia lecą jak szalone, ale dzieje się wystarczająco dużo, żeby przyciągnąć i utrzymać uwagę do końca.

Niestety miałam okazję przekonać się, jak się do niej wraca po przerwie, bo zaliczyliśmy długoterminowe rodzinne chorowanie. Książka została u mojej mamy, więc dopiero po 3 tygodniach mogłam znowu do niej wrócić. Pamiętałam co czytałam przed przerwą, miałam ochotę czytać dalej i poznać dalsze perypetie bohaterów. A to u mnie wcale nie jest częste.

Po opisie spodziewałabym się czegoś innego, niż dostałam. W sumie mało tu było lekarzy, mało śmietanki, za to klasyczne zło wynikające z niezasłużonej przewagi, przytłaczające. Mimo to, książka miała dla mnie wydźwięk jak najbardziej pozytywny.

Dla mnie to głównie opowieść o dwóch różnych kobietach, które łączy silny charakter. Głównie, bo było ich więcej i każda mogłaby spokojnie zdominować inne. Każda miała swoją historię do opowiedzenia i te klika zdań, które im poświęcono, zdecydowanie nie było wystarczające. Postać Eugénie nie była zła, ale dobrze, że Geneviève zajęła też sporo miejsca na kartach tej powieści.

Klimatyczna, wciągająca, wyważona, a jednak uderzająca w ciekawe struny książka. Mam wrażenie, że może umknąć uwadze w gąszczu nowości, a jest to jedna z lepszych książek, jakie czytałam w tym roku.

Victoria Mas - Bal szalonych kobiet
Victoria Mas – Bal szalonych kobiet
Tags: No tags