Ulubieńcy września 2018, nie tylko kosmetycznie

Ulubieńcy września 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam we wrześniu.No to mamy jesień, tyle miało się dziać we wrześniu i rzeczywiście tak było, przez co dosłownie przeleciał mi przez palce. A tu jeszcze porządki w szafie wypadałoby zrobić, póki co tylko najmłodszy został obkupiony, w sumie już nawet na zimę. Lubię ten czas, kiedy mogę wyciągnąć płaszcz i szale. Jak zwykle ulubieńców zbyt wielu nie ma, ale ta 2 to prawdziwe perełki.

Ulubieńcy września 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam we wrześniu.

Avalon Organics – Odświeżający żel do twarzy z witaminą C

Obietnice producenta ze strony Iwos.pl:

Żel doskonale oczyszcza cerę i rozświetla ją – staje się bardziej promienna, gładka i elastyczna. Witamina C, bioflawonoidy i biała herbata łagodzą i zapobiegają zniszczeniom wywołanym przez wolne rodniki. Odświeżający żel zmniejsza objawy fotostarzenia się skóry. Cera jest odświeżona i wygląda na młodszą.

 

Dla uzyskania lepszych efektów zastosuje tonik z witaminą C z tej samej serii.

 

Nietestowane na zwierzętach.

 


Skład (INCI):

Aloe Barbadensis Leaf Juice(1), Aqua (Water), Stearic Acid, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Caprylic/ Capric Triglyceride, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil(1), Aleurites Moluccana Seed Oil, Borago Officinalis Seed Oil(1), Butyrospermum Parkii (Shea Butter)(1), Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Hydrogenated Palm Kernel Oil, Arnica Montana Flower Extract(1), Camellia Sinensis Leaf Extract(1), Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract(1), Citrus Limon (Lemon) Peel Extract*, Laminaria Digitata Extract(1), Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower/Leaf/Stem Extract(1), Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract(1), Olea Europaea (Olive) Leaf Extract(1), Ascorbic Acid, Ascorbyl Glucoside, Cetearyl Glucoside, Potassium Hydroxide, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Alcohol(1) , Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Limonene
(1)Certified Organic Ingredient
*Also known as Lemon Bioflavonoids

Moje wrażenia:

Dostałam go w prezencie urodzinowym od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis. Sama go uwielbia, a to oznacza, że nie ma opcji, żeby go nie spróbować. Raz podesłała mi odlewki, a ponieważ zwlekałam z zakupem, to mi go sprezentowała. I jak same widzicie świetny jest. Idealna konsystencja żelu, ani zbyt gęsty, ani zbyt wodnisty. Cudownie wydajny, bo nawet na moją nie małą twarz, wystarczy dosłownie 1 pompka. Pachnie cudownie, jak pomarańczowa mamba, świeżo i słodko. Zazwyczaj rozprowadzam go na suchej skórze i zmywam. Ani razu się nie zdarzyło, żeby oczy mnie po nim piekły, czy działo się coś złego ze skórą. A przecież zawsze jest trochę rozdrażniona po micelu, którego używam, jako pierwszy krok demakijażu. Nie ściąga nawet minimalnie, skóra po jego zmyciu jest oczyszczona i odświeżona. Jego używanie sprawia mi ogromną przyjemność. Jak zużyję te myjadła, które posiadam, to do niego właśnie wrócę. Ostatnio czytałam o nim również u Mariki z bloga Le Bleuet.

Ulubieńcy września 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam we wrześniu.
Ulubieńcy września 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam we wrześniu.

 


Ec Lab – Karite Spa – Fluid na końcówki włosów

 

Obietnice producenta ze strony Iwos.pl:

Przywraca równowagę wodno-tłuszczową, usuwa suchość końcówek włosów, przywraca im zdrowy wygląd. Idealny produkt dla włosów średniej długości i włosów długich. Daje efekt bio laminacji. Przywraca włosom naturalny blask, jedwabistość, zadbany i zdrowy wygląd. Nie zawiera parabenów i silikonów.
Składniki aktywne:
Masło karite (shea) – normalizuje metabolizm w komórkach skóry, odżywia i wzmacnia włosy, chroni przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych.
Ekstrakt szałwii – normalizuje pracę gruczołów łojowych, wzmacnia krwiobieg, dotlenia i wzmacnia korzenie włosów, łagodzi podrażnienia, zwiększa objętość włosów wzmacnia kolor włosów.
Sposób użycia: Po umyciu włosów, nanosimy niewielką ilość olejku na ich końcówki. Nie zmywamy. Tylko do użytku zewnętrznego.

Skład (INCI):

Octlydodecanol, Shea Butter Ethyl Esters (masło Shea Karite), Salvia Officinalis Extract (szałwia), Organic Ginkgo Biloba Extract (organiczny ekstrakt miłorząbu japońskiego) , Isododecane and Hydrogenerated Tetradecenyl/Methylpentadence, Aesculus Hippocastanus (kasztanowiec), Zingiber Officinale Extract (imbir), Aniba Rosaeodora Essential Oil (olejek z drzewa różanego), Geranium Essential Oil (olejek z bodziszka pachnącego), Tocopherol (witamina E), Perfume, Linalool, Citronellol, Limonene, Geraniol, Eugenol, Citral.

Moje wrażenia:

Nigdy bym się nie spodziewała, że zacznę w końcu używać czegokolwiek na końcówki. Moje włosy na sam widok produktów, bez spłukiwania, już są obciążone, oblepione i tłuste. Jednak to lato dało im się we znaki, siano potworne, jakiego nigdy nie miałam, nie byłam wstanie ich uratować, ostatecznie 2 dni temu straciłam połowę. Fryzjerka mówiła, że po tym lecie, dużo podobnych sytuacji widzi. No cóż, bywa, trzeba było je zabezpieczać. Jednak tym produktem, który ratował mnie od wyglądania, jak miotła, był właśnie ten fluid. Wylądował u mnie pierwotnie w postaci odlewki od Ani z bloga Co kręci Anulę, po jej zachwytach na na jego temat. Byłam mocno sceptyczna, ale on rzeczywiście nie obciąża, nie oblepia, nie czuję, jakbym miała olej na włosach, nie ma strąków, nie widać tłustości. Włosy są miękkie, sypkie, gładkie, ale nie przylizane. Jak przeczeszę je palcami, to nic mi na nich nie zostaje i to już od momentu wysuszenia, czasami po prostu wchłonięcia, jak mogę sobie na to pozwolić. Oczywiście da się z nim przesadzić. Obecnie przy zdrowych włosach ciut za ucho, wystarczy jedna pompka rozprowadzona na dłoni i wtarta na połowie długości. Jak miałam prawie do ramion i siano, używałam 3 pompek. Jestem od niego uzależniona, tak jak przez ostatnie pół roku, regularnie spryskiwałam skórę głowy tonikiem, tak teraz nie ma opcji, żebym nie użyła tego fluidu.

Ulubieńcy września 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam we wrześniu.



Książka:

 

Tym razem, aż 2 przypadły mi bardziej do gustu, choć nie wiem, czy mogłyby różnić się od siebie bardziej. Oczywiście już je opisywałam.
Ulubieńcy września 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam we wrześniu.

Katarzyna Berenika Miszczuk – Szeptucha

Ulubieńcy września 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam we wrześniu.

Jerzy Andrzejczak – Spowiedź polskiego kata

Piosenka: Whitesnake – Here I Go Again ’87

 

To nie jest odkrycie, a raczej miłość od wielu lat. Ale dzięki The Voice of Poland znowu sobie o niej przypomniałam. Chciałabym wtedy mieć te 20 lat, a nie 3.

Serial: The Frankenstein Chronicles

“XIX-wieczny Londyn. Inspektor John Marlott bada serię morderstw, o popełnienie których podejrzewa naukowca usiłującego wskrzeszać zmarłych.” Dawno temu miałam do niego podejście, ale wtedy nie zrobił na mnie wrażenia, nie przebrnęłam przez pierwszy odcinek. Więc nie wiem co mnie podkusiło, ale dobrze się stało, trafił na podatny grunt i mnie wciągnął. Mrocznie, brudno, z niezłym ciężarem emocjonalnym, z ciekawym zapleczem historycznym. No i Sean Bean, nigdy nie byłam jego fanką, ale tu mnie powalił. A poza tym, oczywiście klasyczna historia, ujęta w taki sposób, którego do tej pory nie widziałam.