Ulubieńcy roku 2017

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

W zeszłym roku pominęłam ten wpis, w końcu wrzucam ulubieńców co miesiąc, po co jeszcze podsumowanie. Ale w tym roku tak po prostu naszło mnie, przejrzałam cały zeszły rok. Mimo, że co miesiąc ulubieńców mam mało, to w skali roku, jednak trochę się ich uzbierało. Może jakiś zasługuje na szczególne wyróżnienie?

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy stycznia

EcoSPA – Hydrolat z kadzidłowca

Jedyny hydrolat w zestawieniu, a to chyba niezły wynik biorąc pod uwagę ile ich zużyłam. Muszę go kupić ponownie, żeby móc porównać z moim obecnym ulubieńcem z Vianka i ulubieńcem roku z Apis.

Rituals – Fortune Oil – Caring Shower Oil

Jedyny tego typu produkt w zestawieniu, ponownie kupiłam, choć w innej wersji zapachowej i niestety już mnie tak nie zachwyca. A biorąc pod uwagę cały rok, to jednak sole skradły moje serce bardziej.

Shamasa – Olejek z Avocado

Zdecydowanie nie jestem olejkowa, a w ulubieńcach są aż 2. Coś jednak czuję, że to zasługa Shamasy, gdzie zakupy planuję już zdecydowanie za długo.

Lush Botanicals – Stardust Eye Serum

Świetny produkt, choć za duże opakowanie w stosunku do wydajności i terminu przydatności. Mam ochotę na powtórkę, ale nie w tej pojemności miałam mega problem, żeby je zużyć.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy lutego

Marika z bloga Porcelanowe Włosy – Wcierka przeciw wypadaniu

Marika sprzedaje już swoje produkty, niestety tej wcierki w asortymencie nie widziałam, a z chęcią bym się w nią zaopatrzyła.

Isana – Sól do kąpieli – Mandarynka i maślanka

Czy ktoś jeszcze jej nie kojarzy, choćby z moich zużyć? Uwielbiam, gdyby nie to, że jestem ciekawska, to mogłabym innej nie kupować.

Balea – Woda w sprayu

Świetna jest, gdyby nie to, że nie mam do niej dostępu, pewnie zamieniłabym Uriage na nią.

Shamasa – Inteligentny olej Jojoba

Nadal nie wierzę, że mogę lubić jakiś olejek.


Ile razy odtworzyłam ten sing off nie zliczę. A co gorsza znowu się wkręciłam. Zdecydowanie ulubieniec roku.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy marca

Revlon – Dramatic Definition – Tusz do rzęs

Używam ich codziennie, ale ten polubiłam najbardziej, gdyby nie tona innych czekających na testy, już dawno bym do niego wróciła.

Felicea – Błyszczyk do ust – 33

Nie jestem wielką fanką produktów do ust, pomadka ochronna mi wystarczy. Jednak jeśli mam ochotę na coś więcej, to mój ideał, trochę koloru, dużo błysku, bez przerysowania, dyskomfortu i z lepszym składem, czego chcieć więcej. Muszę kupić kolejne.

Bell – HypoAllergenic – Hypoalergiczny puder utrwalający makijaż – 01

Tani, łatwo dostępny, świetnie spisujący się na mojej mieszanej skórze. Może to jeszcze nie ideał, ale inne droższe póki co wcale nie wypadają lepiej. Zużyłam kilka opakowań, mam ochotę na więcej, ale na razie zapas ma pierwszeństwo.

GlamSHOP – Glam Shadows – Matowy cielak, Zimna czekolada, Marsala

Nadal je lubię, tak samo jak inne z Glamshopu, ostatnio moja mała kolekcja znowu się powiększyła. 

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy kwietnia

Oillan – Intima – Comfort – Hipoalergiczny płyn do higieny intymnej

Nadal uważam, że zasługuje na miejsce w ulubieńcach.

Nacomi – Krem arganowy pod oczy

Mega mi go ostatnio brakuje, świetnie się u mnie spisywał, a póki co nie trafiłam na lepszą i tańszą konkurencję. Coś czuję, że szykują się zakupy. Jednak wcześniej, już niedługo, 3 produkty z kremami pod oczy. Ciekawe?

Natura Siberica – Gentle face peeling

Świetny był i chętnie do niego wrócę, jednak trafiłam na jeszcze lepszy, nawet 2.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy maja

Jantar – Odżywka w piance z wyciągiem z bursztynu – Do włosów słabych, pozbawionych objętości

Mam, nadal używam, lubię, choć używam zamiast pianki do włosów. Świetna odżywka do włosów to ciągle moje marzenie.

APIS Natural Cosmetics – Hydrożelowy tonik wygładzający z kwasem hialuronowym

To mój zdecydowany ulubieniec w temacie toników. Mam na niego ogromną ochotę, ale nie mogę na nie trafić stacjonarnie, więc pewnie za jednym zamachem zrobię roczny zapas różnych ich toników.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Realac

To firma, która jest moim ulubieńcem, mimo, że ich lampy ewidentnie mnie nie lubią, to dzięki nim od maja przekonałam się, że robienie hybrydy w domu nie jest takie trudne. Od tego czasu, nie byłam w moim ulubionym salonie, a kilka większych wyjść miałam. Ciągle nie uważam się za specjalistkę, ale na moje potrzeby to jak wyglądają moje paznokcie, jest w zupełności wystarczające.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy czerwca

APIS Natural Cosmetics – Dotleniający peeling – Efekt mikrodermabrazji

Mój ulubiony peeling do twarzy, nie tylko roku, ale jaki do tej pory miałam. Choć znalazłam dla niego konkurencję w postaci innego typu produktu, ulubieńca grudnia, od Rapan.

For Your Beauty – Holz – Drewniana szczotka do masażu

Nadal lubię, ale zdecydowanie nie używam regularnie. Zakładam jednak, że wrócę do niej na wiosnę, jak tylko będzie wystarczająco ciepło, żeby zrzucić z siebie długie i grube ubrania.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy lipca

Skin79 – Yum yum cleanser – Natural 98

Cudna dziwna konsystencja, do której zdecydowanie mam ochotę wrócić. Na wieczorne mycie mnie urzekł, ale muszę zauważyć, że to produkt mocno myjący.

Bell – Matowy puder brązujący

Uwielbiam, właśnie go wykańczam. Mam spory wybór brązerów, ale ten był moim zdecydowanym faworytem. Mega mnie korci, żeby kupić kolejny już teraz, ale to by oznaczało, że znowu innych nie ruszę. Więc ten zakup chwilę musi poczekać.

Pędzel do pudru z Aliexpress

Ulubiony brązer i ulubiony pędzel do brązera. Nic tu się nie zmieniło, ciągle tylko po niego sięgam, na szczęście mam 2, więc nawet zaraz po myciu mogę spokojnie się malować. Nie znalazłam zamiennika, ale tak naprawdę na chwilę obecną, nie szukam. A te których używałam wcześniej leżą i czekają na lepsze czasy.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy sierpnia

Lush – Cosmetic Warrior

Moja skóra nie najlepiej zniosła nadmiar produktów Lushowych, ale tą wspominam najlepiej i bardzo chętnie znowu bym się w nią zaopatrzyła. Jednak znalazłam sporo równie dobrych jeśli nie lepszych dla mojej skóry maseczek, niż ta. 

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy września

Willow Organics – Fruity Sugar Scrub – Peeling do ciała

Najpiękniej pachnący peeling do ciała jaki miałam, a do tego świetny skład i działanie na skórę. Będą powtórki.

Bielenda Professional – Żurawinowa maseczka algowa do twarzy

Jedna z 2 najlepszych maseczek w tym roku. Pomogła mi doprowadzić moją rozdrażnioną maseczkami Lush skórę do normy, w momencie, gdy nic innego mi nie pomagało. Kupię ponownie, a do tego planuję sprawdzić wszystkie inne warianty. Zachwyciła mnie.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy października

Bandi – Fem@le 35+ – Energetyzujący multiaktywny koktajl

Uwielbiam go od lat, zużyłam wiele opakowań i mimo, wielu zmian w pielęgnacji, nadal działa na mnie niesamowicie.

Liqpharm – LIQ CR – Serum Night 0.3% Retinol SILK – Koncentrat intensywnie korygujący na noc

Tak się bałam retinolu, a tymczasem Liqpharm udowodniła, że nie było czego. Fantastyczny zamiennik dla początkujących, wrażliwców i tych co się boją kwasów. 

Tess – Delikatna pianka do mycia twarzy i demakijażu z przywrotnikiem

Najlepsza pianka do mycia twarzy jaką miałam. Rano pod prysznicem idealnie dogaduje się z moją wrażliwą skórą.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy listopada

CosNature – Koloryzujący krem z nagietkiem

Dużo czasu zajęło mi dogadanie się z nim. Muszę z nim trafić w odpowiedni moment z opalenizną, bo zdecydowanie nie jest to produkt dla bladziochów. Ale jak jeszcze widać na mnie odrobinę lata, a nie mam ochoty na podkład, tylko chcę wyrównać delikatnie koloryt, to sięgam po niego. Zwłaszcza, że przy okazji  nie muszę nakładać kremu, więc świetna opcja na szybkie poprawienie wyglądu. Lubię, już kończę, ale nie wiem czy wrócę do niego ponownie, bo obecna ilość podkładów i bb trochę mnie przytłacza, a tyle nowości ciągle wchodzi.

Senelle Autumn – Odnawiający peeling do twarzy

Świetny peeling, mega się z nim polubiłam, mam ochotę na inne wersje i pewnie się na nie skuszę. Jednak jakbym miała wybierać to jednak Apis jest moim numerem 1. A może kupię oba, żeby na świeżo je ze sobą porównać.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

Ulubieńcy grudnia

Rapan Beauty – Maska do twarzy – Intensive Care Power of Nature

Cudowny produkt, im dłużej jej używałam tym bardziej doceniałam. Dzięki niej nie potrzebowałam peelingu. Nie jest łagodna, moja skóra wrażliwa protestuje, ale jestem wstanie to znieść, a efekt jest cudowny. Na dzień dzisiejszy stawiam go na równi z peelingiem Apis. Do obu wrócę.

Hebe – F04 – Pędzel do rozświetlacza, różu i bronzera

Na razie mój numer 1, jeśli chodzi o nakładanie pudru pod oczami i w trudno dostępnych miejscach. Jednak kupiłam podobnego gabarytowo gagatka z GlamShopu, więc zobaczymy, czy tak dalej zostanie.

Ulubieńcy roku, czyli co przyniósł mi 2017, jakie kosmetyki zrobiły na mnie największe wrażenie.

A teraz czas na ulubieńców, którzy na miesięcznych ulubieńców się nie załapali.

Uriage – Woda termalna

To mój ulubieniec już od lat, kupiłam i zużyłam wiele opakowań, zawsze muszę mieć choć jedną pod ręką. Znalazłam dla niej kilka fajnych zamienników, ale mimo wszystko do niej ciągle wracam.

The Wet Brush

Co prawda jeszcze gdzieś mi się wala Tangle Teezer, którego powinnam się pozbyć, bo od lat nie używam. Miałam też popularną Tangle Angel, która okazała się taką porażką, że nikt jej nie chciał używać, więc nawet nie musiałam się zastanawiać, czy wyrzucać, automatycznie w koszu wylądowała. Michel Mercier na razie spisuje się przyzwoicie, ale nic więcej. Za to The Wet Brush od 1 użycia skradł moje serce, już 2 lata temu wylądował w ulubieńcach roku. Mam 3 sztuki i będą kolejne. Co więcej moja mama dorobiła się 4 i już innych w domu nie ma. Idealnie rozczesuje moje wiecznie splątane włosy, nie mogę jej nic zarzucić. Macie swoją ulubioną szczotkę?

A tak na koniec jeszcze chciałam wspomnieć o autorce, która przełamała moją blokadę czytelniczą w tamtym roku, czyli Magdalenie Witkiewicz. Już tylko za to zasługuje na uznanie, a to, że polubiłam się z jej książkami, zapewne zauważyłyście, a jeśli nie to jeszcze macie okazję, bo kolejne książki czekają na przeczytanie.