Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.

Ulubieńcy października, jak zwykle nie ma ich zbyt wielu, przynajmniej kosmetycznie. Bo nie kosmetyczna część rozrosła się zaskakująco. A więc czego nadużywałam w tym miesiącu?

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.


GlamBrush – Pędzel – T113



Informacja ze strony producenta:

Pędzel z włosia syntetycznego, zaprojektowany do nakładania korektowa w okolice oczu i do bardzo precyzyjnego konturowania twarzy na mokro. całkowita długość pędzla ok. 16,5 cm długość włosia ok. 2 cm.
Cena 35,00 zł.

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.

Moje wrażenia:

Ciągle słyszę, że pędzel daje większe krycie, a ja właśnie tego potrzebuję pod oczami. Gąbeczkę uwielbiam, ale jednak sporo krycia zabiera, na twarzy jest super, bo wyglądam bardziej naturalnie, nawet jak z ilością podkładu przesadzę. Jednak pod oczami mam cienie, jak bokser po ciężkiej walce. Pędzel kupiłam specjalnie z myślą o korektorze i nawet na początku tak go używałam. Rzeczywiście krycie jest lepsze, korektor dobrze rozprowadzony, jednak spróbowałam nim nałożyć puder. Początkowo tylko pod oczami, a potem jeszcze punktowo, bardziej precyzyjnie, tam gdzie chcę porządnie utrwalić makijaż, np. zmarszczki mimiczne, wokół nosa i ogólnie tam gdzie podkład lub korektor lubi mi się zbierać. Muszę przyznać, że sprawdza się to u mnie lepiej niż, baking, puszki, czy najróżniejsze pędzle do pudru, których i tak używam, ale już dużo lżej, bo i pudrem tylko omiatam twarz. Jest w miarę miękki, nie drapie, ale przede wszystkim jest zbity, fajnie łapie puder i go dociska w tym miejscu, w którym chcę. Dzięki niemu w końcu zaczęłam się dogadywać z ich pudrem do wypiekania, który ma mocne krycie, a pędzel fajnie go rozciera pod okiem. Próbowałam go też z pudrem i podkładem mineralnym, świetnie się z nimi dogaduje przy bardziej precyzyjnej robocie. Bardzo się z nim polubiłam i używam prawie przy każdym makijażu, już od ładnych kilku miesięcy, a kupiłam go jakoś na przełomie czerwca i lipca. Świetnie wykonany, póki co, nic się z nim nie dzieje, włosie nie wychodzi, a piorę go mało delikatnie i suszę bez osłonki, czyli nie dbam szczególnie, nic się nie rozkleja.
Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.


Bandi – Krem z kwasem migdałowym i polihydroksykwasami




Obietnice ze strony producenta:



Nawilżający krem o działaniu złuszczająco – biostymulującym. Odpowiedni do każdego typu cery, również wrażliwej. Preparat delikatnie usuwa nagromadzone, martwe komórki warstwy rogowej, oczyszcza i zwęża rozszerzone pory oraz ogranicza błyszczenie skóry. Wygładza zmarszczki, głęboko nawilża oraz intensyfikuje syntezę kolagenu, elastyny i glikozaminoglikanów. Wyraźnie zmniejsza objawy fotostarzenia skóry oraz przebarwienia pigmentacyjne. Zapewnia skórze gładkość, miękkość oraz świetlisty i wyrównany koloryt.



Najlepsze efekty przynosi stosowanie kremów z kwasami przez minimum 3 miesiące dwa razy w roku.


Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.



Skład (INCI):

Aqua/Water, Propylene Glycol, Cyclomethicone, Mandelic Acid, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Cyclopentasiloxane, Sodium Hydroxide, Gluconolactone, Dimethicone, Lactobionic Acid, Ceteareth-20, PEG-100 Stearate, Dimethicone Crosspolymer, Disodium EDTA, Cyclohexasiloxane, Parfum/Fragrance, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Limonene, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Linalool.

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.

Moje wrażenia:

Krem nie jest zalecany dla kobiet w ciąży i karmiących piersią.
Już go miałam, ale wtedy zupełnie nie zrobił na mnie wrażenia, choć w sumie zrobił, brakiem działania. Teraz ponownie wpadł mi w ręce, jako, że nie mam nic innego z kwasami, a niedoskonałości na szyi wymagały ingerencji, dałam mu szansę. I nagle okazuje się świetny. Jego największą wadą i jednocześnie zaletą jest to, że jest delikatny. Więc nie ma co liczyć na efekt wow już po pierwszej aplikacji, na efekt trzeba trochę poczekać, co jest trudne do zaakceptowania przez kogoś tak niecierpliwego, jak ja. To lekki, biały krem, który łatwo daje się rozprowadzić, szybko wchłania. Zapach nie jest szczególnie przyjemny, ale na szczęście należy do tych nie zwracających na siebie uwagi. Nie uczula, nie podrażnia nie zapycha. Moje oczy nie protestowały, czyli nic im szkodzącego nie ulatnia się z niego, a ponieważ zawiera kwasy, zawsze zwracałam uwagę, żeby kremem pod oczy dobrze zabezpieczyć tą okolicę. Niestety okazał się mało wydajny, skończył się po 3 tygodniach. Muszę jednak przyznać, że na szyję stosowałam go co 2 dzień, a na twarz co 3, nie żałując sobie. Zmiany hormonalne, które pojawiły się na szyi zaczęły widocznie blednąć i znikać już od 2 użycia. Krem rozprawił się z tym co pojawiło mi się w ciągu wakacji i podczas używania kremu prawie całkowicie. Zakładam, że gdybym jeszcze miała jedno opakowanie to szyja byłaby teraz bez przebarwień. Przez co ciągle zastanawiam się, czy nie kupić jednak kolejnego opakowania. Na twarzy jego działanie było mniej zauważalne, ale też skórę twarzy mam bardziej zaprawioną, a zmiany są starsze. Rozjaśnił i wyrównał koloryt skóry, która szybko stała się odczuwalnie gładsza, lepiej oczyszczona, mniej ziemista, bardziej jędrna, choć jeszcze z tym problemów wielkich nie mam. W sumie mogę się zgodzić z obietnicami producenta, nawet tym, że krem będzie dobry również dla skóry wrażliwej.

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.

Październik był dla mnie ciężkim miesiącem, który zdominowały seriale. Nie chciało mi się czytać, początkowo się zmuszałam, ale w końcu odpuściłam sobie całkowicie, może listopad będzie pod tym względem łaskawszy. Te kilka filmów, które widziałam, nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Potrzebowałam czegoś co mnie wciągnie na długo i udało się, poniższe gagatki spełniły moje oczekiwania.

Serial: Kochane kłopoty

Kocham ten serial od lat, już nie pamiętam kiedy widziałam go po raz pierwszy. Jeszcze jakoś w podstawówce, ćwierć wieku temu. Jednak nigdy nie widziałam całości, mimo, że zawsze polowałam na niego w tv. Teraz Netflix dał mi taką możliwość i właśnie z nim spędziłam październik. A wszystko po to, żeby móc obejrzeć mini serial Netflixa właśnie, który ma być rokiem z życia dziewczyn, ich wersją tego co się stało później. Nie jest tak dobry, jak oryginał, ale fajnie było znowu do nich wrócić. Specyficzny humor, perypetie samotnej matki, wychowującej już nastolatkę, w małym miasteczku. Za to całkiem niedaleko mieszkają jej bogaci rodzice od których uciekła mając 16 lat i będąc w ciąży. Ich perypetie są nietypowe, a jednocześnie relacje międzyludzkie życiowe. Przyjemna propozycja na jesienne wieczory.

Serial: Nawiedzony dom na wzgórzu

Od lat twierdzę, że lubię horrory, ale ciężko byłoby mi wymienić, coś dobrego. Mało jest tych robiących na mnie większe wrażenie. Ten serial zrobił na mnie wystarczające wrażenie, zaskakiwał, straszył, może nie miałam przez niego koszmarów, ale dreszczyk się zdarzał, no i wciąga. Chciałam wiedzieć co będzie dalej, obejrzałam go ekspresowo. Miał trochę zbędnych wątków, dłużyzny też się zdarzały, ale i kopnięcia konkretne bywały. Zakończenie też było w punkt i mimo, że mi się podobał, mam nadzieję, że nie będzie kolejnego sezonu i zostawią go w spokoju.

“Współczesna adaptacja klasycznej powieści Shirley Jackson pod tym samym tytułem, opowiadającej o piątce rodzeństwa, które wychowało się w najsłynniejszym nawiedzonym domu w Ameryce. Teraz wszyscy są już dorośli i muszą zmierzyć się z samobójstwem swojej najmłodszej siostry, które zmusza ich do stawienia czoła duchom z przeszłości. Niektóre z nich czają się tylko w ich głowach, a niektóre mogą naprawdę ukrywać się gdzieś w zakamarkach owianego złą sławą domu na wzgórzu.”



Serial: Broadchurch

“Akcja serialu koncentruje się na małym miasteczku, w którym dochodzi do morderstwa. Ciało chłopca, Danny’ego Price’a, zostaje znalezione na plaży. Każdy mieszkaniec Broadchurch zostaje poddany wnikliwej obserwacji. Sprawą zabójstwa zajmuje się przybysz “z zewnątrz”, ledwo co promowany na wyższe stanowisko detektyw inspektor, Alec Hardy. W sprawę angażuje się także Ellie Miller, miejscowa policjantka, która uważa, że to ona powinna prowadzić śledztwo.”

Pomieszanie z poplątaniem, ale w najlepszym możliwym znaczeniu. Piękna okolica, jedno tragiczne wydarzenie, a podejrzany jest dosłownie każdy. Wciąga niesamowicie, wiele zwrotów akcji. A w końcu mordercą okazuje się osoba, której się nie spodziewałam. Drugi sezon też pochłonęłam z ogromną przyjemnością i skupieniem, choć pierwszy sezon zrobił na mnie większe wrażenie. Jeśli jesień to dla Was czas na kryminały, to ten robi większe wrażenie niż inne, przynajmniej na mnie i moim mężu.





Utwór: Skid Row – I Remember You

Mam wrażenie, że jesienią zawsze mam większą ochotę na Hair Metal. Te głosy, te gitary. Do tej pory nie zwracałam na nich większej uwagi, ale przez Kochane kłopoty zwróciłam na nich uwagę, a oni właśnie tym utworem.

Jeszcze na koniec, choć w sumie to najważniejszy temat, który chciałam poruszyć. Pewnie zauważyłyście, że mamy jesień, ostatnio nawet mocno dała o sobie znać, niższymi temperaturami. Schroniska są przepełnione, warunki nie zawsze są komfortowe, a można im pomóc nie wydając złotówki. Wystarczy, że podczas porządków, zamiast chomikować lub wyrzucać koce, ręczniki czy materace można je im oddać. Przez lata obserwuję i odwiedzam pobliskie Ciapkowo, które ostatnio przechodzi fantastyczną metamorfozę, ale nie zawsze tak fajnie było. Z dziwniejszych rzeczy, o które prosili była pralka, tudzież termofory. Dziwnych dla mnie, bo nie pomyślałam o tym, że coś takiego mogą potrzebować. Może masz w domu coś zbędnego, co u Ciebie zalega, a im może się przydać? Ja już od lat pamiętam o nich i jadę z siatą różności do przekazania. W tym roku zabraliśmy tam po raz pierwszy syna. A co zawieźliśmy? Ręczniki, poduszki na fotele, kapę, koce, dywaniki, drapaki, budkę i zabawki moich kotów, z których nie korzystają. Tyle zalegało nam w domu. Obecnie na stronie widzę, że zbierają witaminy dla starszych i schorowanych psiaków. A może wirtualna adopcja bardziej przypadnie Ci do gustu. Nie trzeba wiele, żeby coś zrobić, a schronisko każdy w swojej okolicy znajdzie. Naciągając czapę warto pamiętać, że nie tylko nam jest zimno.

Ulubieńcy października 2018, nie tylko kosmetycznie, czyli czego nadużywałam w danym miesiącu.