Ulubieńcy marca 2018

Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.

Zima mi nie sprzyja, niech już się skończy. Co prawda niby już wiosna się zaczęła, tylko skąd ten śnieg. Na szczęście trafiło się kilka gagatków, które uprzyjemniały mi ten miesiąc. 


Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.

 Hagi – Puder do kąpieli z kozim mlekiem

Dostałam go od Ani z Aneczka blog, która bije mnie na głowę w swoim umiłowaniu do kąpieli, więc czy mogłaby się mylić? Trafiła idealnie. Zapach jest intensywny, ale na szczęście wytraca moc na tyle, że głowa mnie nie boli, a jednocześnie czuć go przez całą kąpiel. Bardzo wydajny, nie trzeba go wiele, co niestety nie jest takie oczywiste przy innych umilaczach kąpieli. Sprawia, że woda staje się mleczna i pokrywa ciało delikatną otoczką, jakby delikatną pianką i takie uczucie towarzyszy mi przez całą kąpiel, ale nie ma potrzeby spłukiwania ciała. Nie zostawia tłustego osadu na wannie, nie wytrąca się dziwny osad. A moja normalna skóra ciała, nie wymaga dodatkowej pielęgnacji. Jestem nim zachwycona, pobił wszystkie moje dotychczasowe umilacze kąpieli. Cena to 39,00 zł za 400g na stronie producenta i niestety muszę przyznać, że jest wart swojej ceny.
 
Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.
Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.
Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.

 Bydgoska Wytwórnia Mydła – Peeling kawowy na sznurku

Wybaczcie jego wygląd, ale używałam go około 10 razy i może nie wygląda już super atrakcyjnie, ale jego działanie w moich oczach usprawiedliwia taki mankament. Kupiłam go na Ekocudach, które w połowie marca odbyły się w Gdańsku. I praktycznie od razu poszedł w ruch, mimo, że mam inne na wannie, byłam ciekawa czy będzie wstanie przełamać moją niechęć do mydła w kostce. Przepadłam, używałam codziennie. Jest ostry, nie robi krzywdy, ale zdecydowanie nie mizia skóry. Fantastycznie poradził sobie z moim wielkim problemem, czyli zapaleniem mieszków włosowych na ramionach. Koloryt skóry jest w znacznym stopniu wyrównany, a sama skóra jest gładziutka. Dzięki sznurkowi nie musiałam inwestować w specjalną mydelniczkę. Poza tym taki peeling świetnie trzyma się w dłoni. Nie brudzi ciała, ani wanny, nie ucieka. Nie przesusza skóry i nie pozostawia na niej osadu. Taka forma peelingu zdecydowanie do mnie przemawia. Cena to 15 zł za około 85g na stronie producenta. Kolejne będą się u mnie pojawiały regularnie.

Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.
Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.

 Bell – Hypoallergenic – CC Cream – Fluid korygujący –  01 Porcelain

 Jak dla mnie to krem koloryzujący o zadowalającym, lekkim do średniego, kryciu. Używając go moja skóra mieszana nie potrzebuje dodatkowego kremu. Nie potrzebuję też dodatkowych narzędzi, idealnie nakłada się go palcami, co nie jest częste. Kolor jest ładny, nawet delikatnie za jasny dla mnie, ale momentalnie dopasowuje się do mojej skóry. Cudownie wyrównuje koloryt z odrobiną krycia, którego zazwyczaj nie czuję potrzeby, żeby budować. Wygląda bardzo ładnie, super naturalnie. Delikatnie zastyga, choć nie odczuwalnie, ale na tyle, że nie brudzę nim wszystkiego w około nawet jeśli go nie przypudruję. Niestety jednak moja skóra mieszana sprawia, że szybko się wyświeca, jeśli go nie przypudruję. Więc zazwyczaj dosyć mocno, pudruję strefę T, i bardzo delikatnie resztę twarzy, co nie odbiega od tego jak traktuję inne podkłady. Wówczas utrzymuje się tak jak inne podkłady, czyli 4h bez poprawek, potem zbieram nadmiar sebum i spokojnie mogę chodzić dalej bez dodatkowych poprawek. Nie jest to produkt długotrwały, ani mega kryjący, ale dla mnie daje to co lubię, czyli dobre wyrównanie kolorytu, które na co dzień mi wystarcza i jest mega naturalne, a jednocześnie mogę poprawić ten codzienny zadowalający makijaż dokładając miejscowo korektora. Kupiłam go w Rossmannie jakiś czas temu, w cenie na do widzenia, więc już go tam nie dostanę, ale w sieci można go kupić poniżej 20 zł. Robi na mnie tak dobre wrażenie, że przerwałam dla niego porządki w podkładach, aż go wykończę. Coś czuję, że po porządkach kupię kolejne opakowanie, no chyba, że kryje się tam jakiś cud.

Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.
 Poniżej od lewej 2 razy Bell – Hypoallergenic – CC Cream – Fluid korygujący –  01 Porcelain. Skrajnie lewy nałożyłam tuż przed zdjęciem, a ten obok niego był na dłoni około 10 minut. 3 od lewej to Revlon – Colorstay – 180 Sand Beige do cery tłustej i mieszanej. 4 od lewej to Maybelline – Affinitone – 05 Light Beige. 1 od prawej to Deborah Milano – Comfort Lift – 07 Vanilla. 

Ulubieńcy marca 2018, czyli czego nadużywałam w ostatnim miesiącu.

Film: Stoker

To film, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, nawet nie tylko w marcu. Od dłuższego czasu nie widziałam filmu, który zapadłby mi tak skutecznie w pamięć i który w krótkim czasie oglądałabym wiele razy. Ma tylko jedną wadę, Nicole Kidman. Jeśli Was zaciekawiłam, musicie sprawdzić same, czy to coś dla Was.

Co urzekło Was w marcu?