Ulubieńcy listopada 2017, nie tylko kosmetycznie

Ulubieńcy listopada 2017, nie tylko kosmetycznie, czyli czym się zachwycałam w ostatnim czasie.

Jak zwykle skromnie, ale same wiecie, że ja nie lubię wypisywać wszystkiego czego używałam, a niewiele jest takich produktów, które jakoś szczególnie przypadły mi do gustu. Czym te sobie na wyróżnienie zasłużyły? A co Wam przypadło do gustu w listopadzie?


Ulubieńcy listopada 2017, nie tylko kosmetycznie, czyli czym się zachwycałam w ostatnim czasie.

CosNature – Koloryzujący krem z nagietkiem

Produkt wygrany u Zdrowo Naturalnie prawie rok temu. Trochę czasu mi zajęło, zanim się polubiliśmy. Początki były oporne, bo jest ciemny, choć zupełnie tego nie widać wyciskając na dłoń. Więc to może być tylko reakcja z moją skórą twarzy. A na początku roku jednak jestem biała. Nakładanie go w inny sposób niż palcami, też mu nie sprzyja. Krycia nie da się za bardzo zbudować. Więc czemu wylądował w ulubieńcach, skoro piszę o nim same złe rzeczy? 


Ulubieńcy listopada 2017, nie tylko kosmetycznie, czyli czym się zachwycałam w ostatnim czasie.


Wygląda bardzo fajnie, naturalnie, krycie jest lekkie, to bardziej wyrównanie kolorytu, które fajnie się stapia z moim obecnym kolorem skóry. Jednak dla bladziochów mimo wszystko bym go nie polecała, chyba, że na Waszej skórze podkłady nie ciemnieją. Nie uczula, nie podrażnia, nawet moich delikatnych oczu, a pod nie też go nakładam, po prostu wmasowując go dosłownie w całą twarz. Nie podkreśla rozszerzonych porów, suchych skórek, czy blizn. Nie zapycha. Na taką listopadową pogodę, gdzie jeszcze nie jest przesadnie mroźno, na mojej skórze mieszanej, jest wystarczającą pielęgnacją. Co najwyżej pod oczy coś wcześniej nakładałam, zwłaszcza jeśli będę używała korektora. Zgrywa się z kremami pod oczy, ale jeśli przed nim nałożę krem do twarzy, to dla mojej skóry jest to za dużo i będzie się szybciej wyświecać. Przypudrowany, trzyma się lepiej niż większość moich lekko i średnio kryjących podkładów. Jest bardzo wydajny, bo wystarczy go bardzo niewiele. Świetnie przyjmuje całą kolorówkę, jaką na niego nakładam. Dla mnie obecnie idealna opcja na minimalistyczny make up. Nie wymaga ode mnie wiele, zwłaszcza czasu, a różnica jest zauważalna i zadowalająca. Praktycznie całą jesień, jest moim pierwszym wyborem.


Ulubieńcy listopada 2017, nie tylko kosmetycznie, czyli czym się zachwycałam w ostatnim czasie.

Poniżej sprawdzałam czy oksyduje, stąd 2 paski od lewej to CosNature – Koloryzujący krem z nagietkiem, a od prawej dla porównania kolorystycznego  Vichy – Dermablend – Fluid korygujący o przedłużonej trwałości – 20 Vanilla.





Ulubieńcy listopada 2017, nie tylko kosmetycznie, czyli czym się zachwycałam w ostatnim czasie.

Ulubieńcy listopada 2017, nie tylko kosmetycznie, czyli czym się zachwycałam w ostatnim czasie.

Senelle Autumn – Odnawiający peeling do twarzy

Gęsty krem z brązowymi drobinkami. Pachnie delikatnie, świeżym sianem, więc jak dla mnie bardzo przyjemnie. Rozprowadza się dobrze. Drobinek jest sporo i są od razu wyczuwalne. Moc peelingu można stopniować, na szczęście dla mojej wrażliwej skóry. Za każdym razem wykonywałam delikatny masaż, zwiększając siłę nacisku tam, gdzie skóra zazwyczaj znosi takie zabiegi lepiej, a następnie zostawiałam na dużo dłużej, niż sugeruje producent. Zabierałam się za jakieś obowiązki domowe z białą maską na twarzy. Ale gdyby nie drobinki, praktycznie bym jej nie czuła i nie widziała, bo biała kremowa część peelingu, wchłania się. Zazwyczaj to zerknięcie w lustro, a tam coś jakby ciemny meszek na twarzy, przypominało mi o konieczności zmycia go. Schodzi banalnie łatwo, wystarczy umyć twarz ciepłą wodą, bez dodatkowych gadżetów, już wtedy czuć jak gładka jest skóra. Moja skóra jest mieszana, ale wrażliwa i skłonna do niedoskonałości, więc peeling to u mnie konieczność, ale niestety nie każdy mogę znieść. Przy tym moja skóra, ani razu nie była podrażniona, nie była zaczerwieniona, czy choćby ściągnięta. W trakcie zabiegu i po, czułam się bardzo komfortowo. Peeling nie zapchał mnie i nie uczulił. Skóra po nim jest gładka, oczyszczona, jędrna, pory są zmniejszone, bez negatywnych konsekwencji. Już za rogiem są ulubieńcy i on zdecydowanie zasługuje na miejsce w nich. Więc jakbyś zapomniała to jeszcze przypomnę. Peeling jest świetny, zasługuje na uwagę, co więcej jest wart swojej ceny. Coś czuję, że zamówię kilka, żeby móc się nimi podzielić i dowiedzieć się, co też o nim sądzą bliskie memu sercu osoby. Nie będę ukrywać, że jak dla mnie ma tylko jedną wadę. Małą pojemność, z przyjemnością zaopatrzyłabym się od razu w 2 razy większą pojemność, zdecydowanie ubolewam nad tym, jak szybko mi się kończy, choć bynajmniej nie jest to efekt braku wydajności. Polecam. 

Ulubieńcy listopada 2017, nie tylko kosmetycznie, czyli czym się zachwycałam w ostatnim czasie.

Serial: Sherlock

To mój jedyny nie kosmetyczny ulubieniec tego miesiąca, choć oglądałam zdecydowanie więcej, niż czytałam, ale były to powtórki lub produkcje, które nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Mój mąż jeszcze go nie widział, więc zaczęliśmy oglądać od początku, kilka wieczorów to nam zajęło. Wciąga, ale trzeba zdecydowanie poświęcić mu więcej uwagi, niż tylko puszczenie gdzieś w tle, podczas robienia czegoś innego. Pierwszy sezon obejrzałam już dawno temu i byłam zachwycona. Muszę przyznać, że po czasie, wrażenie jakie na mnie robi, jest takie samo. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie widziałaś, polecam.