Ulubieńcy grudnia 2017


Nie lubię grudnia, to już moja ostatnia okazja, żeby to podkreślić, więc wybaczcie. Ale mimo wszystko, zawsze znajduje się coś co mi częściej wpadało w ręce. Klasycznie nie ma tego wiele, bo nie widzę sensu, pokazywać swojej całej obecnej pielęgnacji i kolorówki. Co myślicie o moich ulubieńcach?


– Maska do twarzy – Intensive Care Power of Nature

Przyjemna, błotnista maseczka z drobinkami. Podczas aplikacji i zaraz po myślałam, że będzie za mocna dla mojej skóry. Ale już miałam doświadczenie, więc tym razem nie przejmowałam się zbytnio. Na szczęście początkowe pieczenie i rozdrażnienie szybko ustępuje i mogę spokojnie ją dłużej przetrzymać na twarzy. Skórę mam wrażliwą, ale już się przyzwyczaiłam, że maseczka może dawać dyskomfort. Jeśli nie jest on przesadny, a działanie zacne, nie mam na co narzekać i tak jest właśnie w tym wypadku. Efekt więcej niż zadowalający. Maseczka zastyga dłużej niż większość jej podobnych. Spokojnie mogę z nią posiedzieć nawet 20 minut. Łatwo się zmywa. Skóra po zmyciu maseczki, jest niesamowicie gładka, jakbym pozbyła się wszelkich nierówności. A do tego koloryt jest wyrównany. Nie ma podrażnienia, nie ma zaczerwienia, nie ma dyskomfortu. Maseczka jest wydajna, sięgam po nią często, a nadal mi trochę zostało. Im dłużej jej używam, tym bardziej jestem z niej zadowolona. Kupię ponownie jeszcze raz wszystkie 3 wersje.

Skład INCI:

Yellow Clay, Blue Clay, Sulphide-Silt Mud, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Croton Lechleri Resin Powder, Snail Secretion Filtrate.


Hebe – F04 – Pędzel do rozświetlacza, różu i bronzera

“Służy do nakładania kosmetyków rozświetlających na szczyty kości policzkowych. Idealny także do różu i bronzera. Kształt włosia, tzw. jajko, umożliwia precyzyjną aplikację produktu.” Tyle można o nim przeczytać na stronie Hebe.

Pędzelek mam od połowy października, zaczęłam używać od razu i od tego momentu nie wychodzi z mojego podstawowego zestawu pędzli, oczywiście poza momentami na mycie. Tylko, że ja nie używam go zgodnie z przeznaczeniem. Od razu jak go wybierałam wydawał mi się idealny do pudrowania, pod oczami i w okolicy nosa. Nie pomyliłam się. Fajnie chwyta puder sypki, jego rozmiar sprawia, że mogę nakładać nim produkt precyzyjne. Świetny do bakingu, ale ostatnio też coraz częściej rozprowadzam nim puder cieniutką warstwą po reszcie twarzy, zanim użyję bronzera. Na sam koniec jednak duży nieprecyzyjny pędzel ciągle wygrywa, żeby rozetrzeć granice. Jest super leciutki, ale dobrze wykonany, na razie nic mi się z nim nie dzieje, napisy czytelne, rączka bez skazy, włosie nie wypada, utrzymuje kształt, mimo, że ciągle nie przekonałam się do osłonek. Przyjemnie mięciutki, nie podrażnia mi skóry. Tak się z nim polubiłam, że planuję kupić drugi, żeby nie musieć czekać, aż pierwszy wyschnie i móc ciągle go używać.


Aromatella – Kartka Świąteczna z gwiazdką kąpielową

Wśród ulubieńców znalazła się także kartka od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, co prawda jak już widziałyście na Instagramie, paczkę wysłała mi ogromną. To jednak kartka najbardziej chwyciła mnie za serducho, czy może być coś lepszego niż kartka z umilaczem do kąpieli? Wylicytowana na szczytny cel, specjalnie z myślą o mnie. Pięknie pachnie i ta dedykacja w środku. Już nawet nie mówię, że nie wiedziałam o istnieniu takich cudów. Aga sprawiłaś, że ten grudzień stał się lepszy.

Świeczka z wosku sojowego Made by Anula

Znacie lepszy prezent niż cudownie pachnąca niespodzianka, a do tego ręcznie robiona? Ania z bloga Co kręci Anulę, nawet się nie zająknęła, że coś szykuje/spiskuje. Zupełnie się nie spodziewałam, zwłaszcza, że jedyną, która powinna dostać prezent była Agnieszka z bloga Kosmetyczny Fronesis, która w grudniu urodziny miała. To moja druga świeczka, która nie przyprawia mnie o migrenę. Pięknie pachnie, długo się pali, no i te płatki róży w środku. Cudo, szkoda, że takich się kupić nie da. Ale jak będę grzeczna to może jeszcze kiedyś Anula uraczy mnie takim cudem, będę się starać, bo warto. Jeśli macie ochotę, to Anula napisała, jak je przygotowała.



Nie wiem, czy już widziałyście, ale udało się uzbierać na leczenie Sławka. Dziękuję Wszystkim, które wzięły udział. Macie wielkie serducha. Jednak leczenie to jedno, ale jeszcze potrzeba pieniędzy na pokrycie kosztu pobytu w Monachium Ani i Sławka. Mam nadzieję, że i tym razem damy radę ich wspomóc. W końcu to nasza kochana Ania z bloga Wszystko Smaczne.