Sephora Collection – Beauty Amplifier – Sypki puder wygładzająco-utrwalający

Sephora Collection - Beauty amplifier - Sypki puder wygładzająco-utrwalający
Sephora Collection – Beauty amplifier – Sypki puder wygładzająco-utrwalający

Puder to absolutna podstawa mojego makijażu. Jeszcze nie miałam, takiego podkładu, kremu BB, czy innego produktu, choćby wyrównującego koloryt, który mogłabym zostawić bez pudrowania. Na tego gagatka z Sephora Collection skusiłam się, bo migał mi jako dobry puder dla skóry tłustej. A ja taką właśnie mam w strefie T. Co z tego wyszło?

Sephora Collection – Beauty amplifier – Sypki puder wygładzająco-utrwalający

Obietnice odnośnie pudru Sephora Collection ze strony Sephory:

Półprzezroczysty puder, który wygładza skórę i utrwala makijaż.

Do jakiego rodzaju makijażu?
Dla gładkiej cery i długotrwałego makijażu.

Plusy:
– Ultra drobny bezbarwny puder, który natychmiastowo wtapia się w skórę.
– Matuje, wygładza i utrwala makijaż. Redukuje widoczność porów i płytkich zmarszczek
– Długotrwały efekt.

Cena: 58,00 zł za 8,5g.

Sephora Collection – Beauty amplifier – Sypki puder wygładzająco-utrwalający

Inne produkty tego typu, których używałam:

Sephora Collection – Beauty amplifier – Sypki puder wygładzająco-utrwalający

Puder Sephora Collection i moje wrażenia:

Uwielbiam pudry sypkie, tak jak kiedyś unikałam ich jak tylko mogłam. Czyli po prostu ich nie kupowałam. Tak teraz praktycznie nie sięgam po te prasowane, które towarzyszą mi co najwyżej w pracy, jakbym potrzebowała jakiejś poprawki.

I tak jak uwielbiam pudry sypkie, tak nie lubię tych siateczek, które niby ułatwiają panowanie nad nimi, żeby się nie sypały, nie pyliły i co kto tam sobie jeszcze dopowie. Póki produktu jest dużo, pędzel duży i zbity, to jeszcze da się go wydobyć. W innym wypadku to męka. Tak samo z zakrętką, na która nie da się pudru wysypać i nabrać.

No dobra, a co z zawartością?

Coś mi przeszkadza w tym zapachu, z pewnością jest podrasowany, jakiś taki babciowaty i to nie w pozytywnym znaczeniu. Na szczęście, jak tylko przestaję go nakładać, już go nie czuję.

Nie zauważyłam, żeby bielił, tudzież w inny sposób wpływał na kolor tego co pod nim. Nie połączyłam go z wysypem niedoskonałości. Raczej nie nakładałam go pod oczy, ale też nie zauważyłam, żeby robił im coś złego. Tudzież wpływał negatywnie w inny sposób na moją skórę.

Jak go używam?

Nie pomagam mu. Praktycznie nie sięgam po bazy matujące. Moim pierwszym wyborem nie jest słowo mat, przy podkładach. Nie skupiam się na tych najbardziej trwałych, ani mega kryjących. Stawiam na komfort skóry i stosuję wielowarstwową pielęgnację. Co oznacza, że od pudru wymagam wiele, bo to od niego będzie w dużym stopniu zależało, co się z moją twarzą będzie działo.

Dużym, dosyć zbitym pędzlem, nabieram sporą ilość pudru, wmasowując go we włosie. Następnie to co nabrałam, wciskam w skórę. Przykładam się do tego zwłaszcza w okolicy nosa i w strefie T. Resztę już tylko lekko i szybko stempluję. Jeśli czuję, że potrzebuję więcej, to nabierając ponownie puder, znowu skupiam się na centralnej części twarzy, a reszta dostaje to co zostało na pędzlu.

Nie pomijam żadnej partii, skóry. Choć szybciej nakładałam go na powieki, niż pod oczy. Ale ja i moje oczy to inna bajka, więc mu nic tu nie zarzucam. Nie bawię się w baking.

Co u mnie robi?

Matuje, ale nie jest to długotrwały efekt. Powiedzmy, że po 3h w pracy, czyli po około 4-5 od jego nałożenia, już się świecę i to bynajmniej nie delikatnie. Oczywiście głównie strefa T. Nie jest to nic niezwykłego i nie do ogarnięcia. Odciskam nadmiar sebum i żyję dalej, bez ponownego pudrowania.

Z tym wygładzeniem jest śmiesznie. Zaraz po nałożeniu je widzę, potem faktura skóry robi się coraz bardziej widoczna, aż zdejmę nadmiar sebum i już znowu jest gładka i taka już z grubsza zostaje. W sumie to samo tyczy się widoczności moich porów, znikają, pojawiają się, znikają i już jakoś nie wybijają się na pierwszy plan ponownie.

Tak więc, nie widzę u siebie, żeby robił coś więcej, niż utrwalenie makijażu. Co zresztą sugeruje opakowanie pudru. I pod tym względem nie mam mu za wiele do zarzucenia. Jednak na moje potrzeby to za mało. Zużyłam i nie planuję do niego wracać.

Sephora Collection – Beauty amplifier – Sypki puder wygładzająco-utrwalający

Podsumowując:

Przyzwoity puder utrwalający, który jednak na mojej tłustej strefie T, nie robi wiele więcej. Czyli nie spełnia moich oczekiwań. Nie planuję powrotu do niego. Znam lepsze i tańsze.