Sape – Oczyszczenie-peelmaska do twarzy

Sape i ich Oczyszczenie-peelmaska do twarzy oraz moje wrażenia na jej temat po zużyciu całego słoiczka.
 Jako posiadaczka cery mieszanej w stronę tłustej w strefie T, porządne oczyszczanie jest krokiem, którego nie mogę pomijać. Ale to też nie jest takie łatwe, gdyż w okolicy nosa moja skóra jest bardzo wrażliwa, więc nie mogę sobie pozwolić na takie typowe mocne oczyszczanie. Co oznacza, że nie tak łatwo mi trafić na produkt, który spełni moje oczekiwania. A do tego zawsze korcą mnie nowości. O tej masce usłyszałam, zaraz jak się pojawiła, jednak ze względu na zapas, zakup odłożyłam w czasie. Oczywiście Agnieszka z bloga Kosmetyczny Fronesis ubiegła mnie i mi ją sprezentowała. 

Sape i ich Oczyszczenie-peelmaska do twarzy oraz moje wrażenia na jej temat po zużyciu całego słoiczka.

Obietnice ze strony producenta:

Maseczka 3w1. Myje, peelinguje i odżywia. Połączenie białej glinki, węgla aktywnego, korundu, a także oleju z orzechów laskowych i sojowego, sprawia, że skóra staje się oczyszczona, gładka i głęboko odżywiona. Zawartość mydła potasowego, ułatwia zmywanie zanieczyszczeń po zabiegu. Zapach jest neutralny, by wyciszyć umysł przed snem.

Sposób użycia:

Nałożyć na twarz, omijając okolice oczu. Pozostawić do 10 minut. Następnie zmyć ciepłą wodą okrężnymi ruchami, delikatnie masując. Stosować 1-2 razy w tygodniu. 

Uwagi:

Tylko do użytku zewnętrznego. Przechowywać w suchym i chłodnym miejscu. Nie dopuścić by do środka dostała się woda.
Pojemność: 60 ml za 35 zł.

Sape i ich Oczyszczenie-peelmaska do twarzy oraz moje wrażenia na jej temat po zużyciu całego słoiczka.

Składniki:

Zmydlone: Oliwa z oliwek, Olej rycynowy, Gliceryna, Olej sojowy, Biała glinka, Korund, Olej z orzechów laskowych, Węgiel aktywny, Wit. E, Bisabolol 

INCI:

Sodium Olivate, Sodium Castorate, Glycerin, Glycine Max Oil, Kaolin, Alumina, Corylus Avellana Seed Oil, Charcoal Powder, Tocopherol, Bisabolol


Sape i ich Oczyszczenie-peelmaska do twarzy oraz moje wrażenia na jej temat po zużyciu całego słoiczka.

 Moje wrażenia:

Czarna, gęsta pasta, która konsystencją ciut mi przypomina czarne mydło. Nie lubi być nakładana na mokrą skórę, więc po umyciu twarzy i spryskaniu jej tonikiem, potrzebuję chwilę przed jej nałożeniem, bo się ślizga. Za to sucha skóra stawia większy opór, więc maska spokojnie zostaje tam gdzie powinna. Od dawna nakładam maski tylko silikonowym pędzelkiem, tak też było w tym przypadku, bezproblemowo. A przy okazji, nic niepożądanego do słoiczka się nie dostało, więc mimo, że używałam jej kilka miesięcy, nic niepokojącego z nią się nie działo. 

Zapach nie jest piękny, ale też nie jest szczególnie intensywny, dzięki czemu zupełnie nie zwracam na niego uwagi. Maseczki zazwyczaj zmywam za pomocą gąbeczki, jednak i bez niej ładnie schodzi. Z gąbeczką usuwa się ją szybciej. Używając tylko dłoni, potrzeba ciut więcej czasu i wody. Maseczka zmienia kolor na szary i pod koniec czuć drobinki, których zmywając przy pomocy gąbeczki praktycznie nie czułam, więc można dodatkowo zrobić sobie delikatny peeling. 

Na twarzy jest super komfortowa, co niestety dla mnie nie jest dobrą opcją, bo zazwyczaj mam tendencję do przetrzymywanie masek na twarzy. I tak też było w tym wypadku, przynajmniej na początku przesadzałam z czasem trzymania jej na twarzy, co się kończyło rozdrażnieniem i wręcz szorstką skórą. Pierwsze użycia mnie wręcz wkurzały. Jak to może być, żeby maska sprawiała, że moja skóra jest w gorszym stanie po, niż przed. Maska nie zastyga i nie migruje, nie osypuje się. 

Ale w końcu zaczęłam się trzymać zalecanych przez producenta 10 minut i … skóra jest gładsza, niż była, nie jest to drastyczna różnica, bo raczej skórę mam gładką. Choć muszę przyznać, że czoło rzadko kiedy bywa tak wyprasowane. Pory nadal są widoczne, ale nie rzucają się w oczy jakoś szczególnie. Za to czuć ściągnięcie, wystarczające, żebym chciała od razu spryskać twarz tonikiem, ale nie takie, że nie da się tego wytrzymać. To nie jest problemem, bo zawsze przed i po maseczce spryskuję twarz tonikiem. Oczyszczenie jest porządne.

Jednak jest coś co niezależnie od czasu trzymania maseczki na twarzy, zawsze się powtarza. Skóra z czasem rozgrzewa się i jest delikatnie, ale odczuwalnie rozdrażniona oraz zaczerwieniona. Jeśli nałożę resztę pielęgnacji, nic złego się nie dzieje. Jeśli po toniku nie nałożę nic, to z czasem to co negatywne tylko staje się bardziej odczuwalne i zauważalne, więc jestem zmuszona nałożyć coś jeszcze. 

Jeśli macie ochotę poczytać o nich więcej to zapraszam do:

Sape i ich Oczyszczenie-peelmaska do twarzy oraz moje wrażenia na jej temat po zużyciu całego słoiczka.

Podsumowując:

Całkiem przyjemny produkt, spełniający obietnice producenta, o ile trzymać się do jego zaleceń. Jednak mimo wszystko moja skóra nie jest jego fanką, zbyt wrażliwa na nią jest. Więc ja już do niej nie wrócę, ale posiadaczki mniej reaktywnej skóry powinny być z niej dużo bardziej zadowolone.

Sape i ich Oczyszczenie-peelmaska do twarzy oraz moje wrażenia na jej temat po zużyciu całego słoiczka.