Petite Lael

Petite Lael
Petite Lael

Za pierwszym razem, jak zobaczyłam w Rossmannie stojak to tylko na nie zerknęłam. Kolejnym razem już pogrzebałam dokładniej, ale muszę przyznać, że nie wszystko mnie przyciągało. Ostatnio bardziej stawiam na filtry, więc takie maluchy po 10 ml z SPF 50 to fajna opcja, żeby spróbować coś nowego. No i 11,99 zł to nie jest taka tragedia.

CC Cusion - Krem CC o działaniu nawilżająco-rozświetlającym, nr 23 z Petite Lael.
Petite Lael – CC Cusion – Krem CC o działaniu nawilżająco-rozświetlającym, nr 23

CC Cusion – Krem CC o działaniu nawilżająco-rozświetlającym, nr 23 – Petite Lael

Oczywiście zaczęłam od Cusion, od dawna mnie przyciąga, a jeszcze nie miałam. A czy jest różnica? Jak dla mnie to typowy azjatycki BB. Jest nawilżający, ale bez przesady. Przez większość czasu i tak po toniku nakładałam esencję, a po niej krem i dopiero wtedy nakładałam krem z filtrem i/lub ten CC. Jest rozświetlający, ale jak go nie przypudruję to szybciej mi z twarzy ucieka. Więc go pudruję i tracę rozświetlenie, które ciut szybciej, niż klasycznie pokazuje się.

Nie lubi wilgotnej skóry, bo wtedy są problemy z rozprowadzaniem, więc esencja, jeśli tylko na nią nakładam musi być wchłonięta. Z nakładaniem na krem problemu nie ma. Ładnie daje się rozprowadzić, krycie ma duże. Oczywiście im więcej produktu, tym większe krycie i tym bardziej widoczny na twarzy jest. Ja jednak najczęściej nakładam niewiele palcami, a potem jeszcze zdejmuję nadmiar gąbeczką, pudruję i robię resztę w zależności od tego na co mam ochotę.

Więc dla mnie zastępuje bardziej kryjący podkład, niż ledwie wyrównujący koloryt krem. Na czym nie zawsze mi zależy. Za każdym razem po nałożeniu faktura skóry i moje rozszerzone pory są bardziej widoczne, co oczywiście w zależności od pudru można ukryć.

Utrzymuje się sensownie, mimo upałów, po jakichś 4h zaczynam się świecić, odciskam nadmiar sebum i tak naprawdę niewiele z krycia mi ucieka. Co więcej utrzymuje się ono spokojnie do końca dnia.

No i?

Muszę przyznać, że chętnie bym po niego jeszcze sięgała, właśnie w takiej małej pojemności. Bo nie zawsze zależy mi na kryciu jakie daje. A nie musiałabym się męczyć z pełnowymiarowym opakowaniem, żeby tylko je wykończyć w terminie. Fajny produkt za dobrą cenę. Nawet na opakowanie narzekać nie mogę. Kolor jest jaśniejszy od mojej twarzy, ale dosyć ładnie się dopasowuje do jaśniejszego ciała.

Wycisnęłam do ostatniej kropli. Używałam z przyjemnością, w tym czasie prawie wszystko inne poszło w odstawkę. Pasował mi. Jednak przy tej ilości nowych podkładów i tym podobnych, raczej do niego nie wrócę. Dobry na raz.

CC Cusion - Krem CC o działaniu nawilżająco-rozświetlającym, nr 23 z Petite Lael.
Petite Lael – CC Cusion – Krem CC o działaniu nawilżająco-rozświetlającym, nr 23
BB Cream - Krem BB o działaniu nawilżająco-łagodzącym, nr 23 z Petite Lael.
Petite Lael – BB Cream – Krem BB o działaniu nawilżająco-łagodzącym, nr 23

BB Cream – Krem BB o działaniu nawilżająco-łagodzącym, nr 23 – Petite Lael

Kolorem jest bardzo zbliżony do CC. Na twarzy pod rozsmarowaniu prawie nie wiać różnicy. Pod koniec lata był już dla mnie sporo za jasny, ale dawał się ograć, ściągałam go na szyję, a on w pewnym zakresie dopasowywał się do mojego koloru.

Jak to BB azjatycki, krycie ma zacne. Jest ciężkawy, kremowy, sprawia, że skóra jest świetlista, jak nakremowana. Podkreślał pory. Ale SPF jest wysoki, przypudrowany wygląda dobrze, przy odpowiednim pudrze pory nie rzucały się w oczy.

4h bez poprawek, to jak na moją tłustą strefę T zupełnie poprawny wynik. Potem odciskam sebum, ciut krycia może mi uciec, ale nadal jest dobrze. I wcale nie muszę go podrasowywać. Oczywiście pod koniec dnia, wyświecam się, widać, że już swoje przeszedł. Jednak wcale mi ten widok nie przeszkadzał. Ba niejednokrotnie bywało dużo gorzej.

Oczywiście, jak na tak bogatą konsystencję, zwłaszcza latem, nie lubił się z nadmiarem pielęgnacji i najlepiej zachowywał się tylko z esencją pod spodem. Oczywiście taką już lekko wchłoniętą, bo po wilgotnej ślizgał się. I wymagał więcej masowania.

Chyba tylko raz próbowałam go nakładać inaczej, niż palcami i to nie był dobry wybór. Choć tu muszę podkreślić, że i pod palcami był mniej wymagający, niż CC, bo kilka razy miałam delikatne smugi, czego śpiesząc się rano nie zauważyłam.

Czyli jest ok?

No nie do końca. O ile CC bardzo mi podpasował, o tyle ten gagatek mnie zapychał. Dosłownie po każdym użyciu. Czasami, mniej, czasami bardziej, ale dosłownie za każdym razem.

Nie mam zamiaru udawać, że dawałam mu szanse do końca, ale było ich wiele. Za dużo, jak na te ślady, których jesienią będę się pozbywać.

BB Cream - Krem BB o działaniu nawilżająco-łagodzącym, nr 23 z Petite Lael.
Petite Lael – BB Cream – Krem BB o działaniu nawilżająco-łagodzącym, nr 23
Suncream -  Krem z filtrem SPF 50+ z Petite Lael.
Petite Lael – Suncream – Krem z filtrem SPF 50+

Suncream – Krem z filtrem SPF 50+ – Petite Lael

Lekki, lejący krem, choć może bardziej emulsja. O czym dowiedziałam się szybciej, niż zamierzałam. Bo główka, która odwrócona służy za nakrętkę, ukręciła mi się w torebce i zrobiła tam trochę bałaganu. Nabłyszcza i natłuszcza, ale bez przesady. Solo może nie do końca moje klimaty, ale nie wybiela, więc wystarczy go przypudrować i można wychodzić.

Podkreśla rozszerzone pory. Ale dosyć sensownie zgrywa się z makijażem. No i w połączeniu z BB lub CC, daje dobrą ochronę. A test zrobiłam mu konkretny, bo cały dzień na dworze, podczas naprawdę upalnego letniego dnia. A skąd to wiem? Przy linii włosów miałam czerwony fragmencik, gdzie nie przyłożyłam się do nałożenia kremu. Za to reszta twarzy i szyja, nie ruszone.

Jednak …

Robił to czego nie lubię. Czyli gdzieś tam w połowie dnia zaczynam go czuć, skóra mi pod nim się nagrzewa, ciut poci, wzrasta jej rozdrażnienie, a wręcz na linii żuchwy zaczyna mnie swędzieć. Niech się tylko wtedy porządnie nie domyję, to będą bomby. Ale już się nauczyłam, że przy filtrach nawet podwójne oczyszczanie to za mało. Niestety nie jest to dla mnie nic nowego, ale wiem, że są kremy z filtrem, które nie fundują mi takich przyjemności.

Więc nie sięgałam po niego tak chętnie, jak powinnam. Nie zużyłam i już nie zużyję.

Suncream - Krem z filtrem SPF 50+ z Petite Lael.
Petite Lael – Suncream – Krem z filtrem SPF 50+

Podsumowując:

Sam pomysł jest świetny. Choć opakowanie, wcale nie jest takie travel-friendly jak się wydaje. Przyjemna cena, niewielka pojemność, żeby sprawdzić produkt i markę. Jednak w moim przypadku tylko 1 na 3 okazał się na tyle zadowalający, żebym zużyła go do końca.

Petite Lael: Suncream - Krem z filtrem SPF 50+, BB Cream - Krem BB o działaniu nawilżająco-łagodzącym, nr 23, CC Cusion - Krem CC o działaniu nawilżająco-rozświetlającym, nr 23.
Petite Lael od lewej: Suncream – Krem z filtrem SPF 50+, BB Cream – Krem BB o działaniu nawilżająco-łagodzącym, nr 23. Od prawej CC Cusion – Krem CC o działaniu nawilżająco-rozświetlającym, nr 23.