Peelingi Tropical Island z Marion

Peelingi Tropical Island z Marion
Peelingi Tropical Island z Marion

Dawno już nie miałam nic z Marion. Przy okazji spotkania blogerek w Gdyni “Piękno na fali”, dostałam dużo ich nowości, między innymi te peelingi. Opakowania przyciągają, ale czy będą dobre dla mojej wrażliwej skóry twarzy?

Watermelon - Peeling energetyzujący do twarzy
Watermelon – Peeling energetyzujący do twarzy

Watermelon – Peeling energetyzujący do twarzy

Powinnam zacząć od peelingu enzymatycznego, w końcu on ma największe szanse, żeby się u mnie spisać. Jednak byłam zmęczona i uznałam, że dam szansę energetycznemu, w końcu kto wie, może akurat.

Wygląda i pachnie, jak kisiel, czerwony, niesłodzony kisiel. Bardzo delikatnie, niby na początku wyczułam arbuza, ale minimalnie i potem już do mnie to wrażenie nie wróciło. Za to mega delikatny, lekko kwaskowaty kisiel, to jest to jedyne skojarzenie, które towarzyszyło mi, aż do zmycia.

Drobinki są małe, niewidoczne, ale odczuwalne i na szczęście to co ściera, to nie te kilka czarnych pestek.

Jeśli mam wybór gruboziarnisty, czy drobnoziarnisty? Biorę drobnoziarnisty. Byle tylko uważać na jego moc. A potrafiłam sobie skórę takimi gagatkami solidnie rozdrażnić. A tu mimo, że dałam sobie czas na porządne masowanie, ale bez przesadnego dociskania skóry. Bez problemów i pomocy zmyłam produkt z twarzy.

I co?

Skóra była gładsza, ładnie oczyszczona, nie rozdrażniona i nie zaczerwieniona. Co mnie zaskoczyło, bo spodziewałam się rozdrażnienia. Specjalnie dałam chwilę skórze na reakcję, zanim ją stonizowałam. Nałożyłam pielęgnację i makijaż. Nic niepokojącego nie działo się. Nie uczula, nie podrażnia nawet moich wrażliwych oczu, nie zapycha. Fajny peeling.

W sumie mam do niego tylko jedno ALE, jest go sporo jak na raz, nawet jak dla mnie. Więc fajnie by było, gdyby producent ciut dodał i podzielił saszetkę na 2 części, żeby można było bez obawy zostawić sobie drugą połowę na inny dzień.

Papaya - Peeling enzymatyczny do twarzy
Papaya – Peeling enzymatyczny do twarzy

Papaya – Peeling enzymatyczny do twarzy

Na ten peeling liczyłam najbardziej. Pachnie słodkawo, delikatnie owocowo, jak kisiel, przyjemnie, a nienachalnie. Łatwo daje się rozprowadzić. Nie ma drobinek.

Po kilku minutach, lekko piekło mnie w okolicy nosa, tam gdzie skórę mam najwrażliwszą. Ale nie było to na tyle niepokojące, żebym musiała lecieć zmywać produkt z twarzy. A ponieważ właśnie wieszałam pranie to kilka minut go przetrzymałam.

Dłonie plus woda, trochę potarłam i peelingu nie ma. Nie potrzebowałam do tego gąbeczki. Skóra była oczyszczona, ale nie idealnie. Za to nie było zaczerwienienia, czy też rozdrażnienia. Niestety wygładzenia też nie czułam. Słabiutki jest, praktycznie nic nie robi.

Black Coco - Peeling drobnoziarnisty do twarzy
Black Coco – Peeling drobnoziarnisty do twarzy

Black Coco – Peeling drobnoziarnisty do twarzy

Szary kremowy, drobnoziarnisty peeling. Choć nie ma w nim jakoś szczególnie dużo tych drobin, jednak co lepsze nie są one szczególnie ostre. Więc moja wrażliwa skóra nie protestowała, jak ją nim masowałam. Zapach całkiem przyjemny, ale czym on pachnie, nie kojarzy mi się z niczym za bardzo.

Nałożyłam go w kąpieli, oczywiście na oczyszczoną skórę, pomasowałam, zostawiłam, pewnie na 20 minut i znowu masując, zmyłam. Nie zostawił osadu na wannie.

Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Skóra była gładsza, oczyszczona, ale nie idealnie, bo coś mi tam jeszcze zostało. Jednak może to być moja wina, że się nad nosem nie poznęcałam bardziej.

Ogólnie jest to zupełnie przyjemny peeling, do którego mogłabym wrócić bez oporów. Najchętniej w większej pojemności.

Kiwi Exfoliation Scrub - Peeling złuszczający do twarzy
Kiwi Exfoliation Scrub – Peeling złuszczający do twarzy

Kiwi Exfoliation Scrub – Peeling złuszczający do twarzy

Co robi peeling, żeby trzeba było podkreślić, że jest złuszczający? Czepiam się?

Zapach ma dziwny, może i to jakiś zielony kisiel, ale to i tak dalekie skojarzenie, na szczęście nie łapie się do tych niepokojących. Konsystencja też jakaś taka dziwna, nie galaretka, nie kisiel, nie papka, nie krem. Na szczęście te czarne drobinki to tylko dający złudzenie dodatek, który szybko gdzieś bokami podczas masowania ucieka.

Tym razem nie miałam czasu, ani ochoty na wielkie zabiegi. No, ale żeby nie było, kilka minut pomasowałam. Co było zupełnie przyjemne, nie czułam większych drobin. Jednak w połowie, pojawiło się delikatne rozdrażnienie, nic bardzo niepokojącego, ale odczuwalne. Zmyłam.

I co?

Ładnie oczyszczona skóra, bez zaczerwienień, czy podrażnień. Ale ściągniecie było spore. Spryskałam twarz 2 tonikami, a mimo to jeszcze ukojenia potrzebowała. Po kolejnej serii już było dobrze. Nic więcej niepokojącego się nie działo. Skóra nie wymagała zaangażowania większych środków, żeby ją ukoić. Więc dopiero wieczorem nałożyłam swoją standardową pielęgnację. A rano nic nowego na twarzy mi się nie pojawiło. Mogłabym do niego wrócić.

Peelingi Tropical Island z Marion
Peelingi Tropical Island z Marion

Podsumowując:

Muszę przyznać, że te maluchy mnie zaskoczyły. Fajnie się spisały. No może poza papają, od której najwięcej oczekiwałam, a się nie popisała. Spokojnie mogłabym jeszcze do 3 z nich wrócić.