My Magic Essence – Face Mask – Maseczka nawilżająco oczyszczająca w proszku

My Magic Essence - Face Mask – Maseczka nawilżająco oczyszczająca w proszku
My Magic Essence – Face Mask – Maseczka nawilżająco oczyszczająca w proszku

O istnieniu My Magic Essence wiem od dawna, ale dosyć późno zabrałam się za ich produkty. Do tej pory zużyłam 2 i oba były świetne. O maseczce przypomniałam sobie dopiero podczas porządków. Zostało mi jej na jedną aplikację, warta jest tego, żeby o niej napisać, przegrzebuje moje zasoby, a tu ani jednego jej zdjęcia. Taaa dobrze, że dziś cała Gdynia jest zasypana śniegiem, więc choć ciemnica życia nie utrudnia.

Inne produkty My Magic Essence, o których pisałam:

My Magic Essence – Face Mask – Maseczka nawilżająco oczyszczająca w proszku

Obietnice ze strony My Magic Essence:

Face Mask to połączenie energii ziemi i morza, zamknięte w słoiczku. Dwie glinki, dwa rodzaje alg (w tym królowa alg – spirulina), do tego enzymy z owoców. Bogactwo mikro i makro elementów oraz witamin, które możesz podarować swojej skórze.

Dlaczego proszek?
Forma sypka maseczki jest nieprzypadkowa – glinki i algi aktywują się w momencie połączenia z wodą, wtedy na świeżo, możemy wykorzystać ich największy potencjał.

Jak używać?
W zależności od rodzaju skóry i jej potrzeb możesz stosować mieszając z wodą, hydrolatem, jogurtem naturalnym lub miodem. Każda z opcji przyniesie inny efekt. Każda jest świetna! (dla skóry mieszanej i tłustej najlepsza opcja to woda lub hydrolat).

Kopiastą łyżeczkę rozmieszaj w glinianej miseczce, dodaj taką samą ilość wody, jogurtu czy miodu z olejem i wymieszaj. Nakładaj na czystą skórę i trzymaj koło 10 minut – nie pozwól, żeby mocno ściągało skórę lub całkowicie wyschło! Jeżeli tak się dzieje, spryskaj twarz hydrolatem.

My Magic Essence – Face Mask – Maseczka nawilżająco oczyszczająca w proszku

Skład:

  • glinka biała Kaolin – najdelikatniejsza z glinek, posiada działanie ujędrniające i oczyszczające,
  • czerwona glinka Ghassoul – ma właściwości oczyszczające, sebostatyczne, wygładzające,
  • algi Laminaria (brunatnica) – posiadają właściwości rewitalizujące, detoksykujące i nawilżające. Wspomagają syntezę kolagenu i poprawiają elastyczność skóry. Bogate w białka, które biorą udział w regeneracji naskórka, do tego witaminy A, E, C oraz B, dzięki którym chronią przed wolnymi rodnikami i stanami zapalnymi,
  • “królowa” spirulina – najbogatsza z alg, działa nawilżająco, wzmacnia naczynka krwionośne, zmniejsza rumień, łagodzi stany zapalne, poprawia koloryt skóry i działa wspomagająco podczas gojenia ran.
  • wyciągi z ananasa oraz papai – mają właściwości enzymatyczne i delikatnie rozpuszczają naskórek.

INCI: 

Kaolin, Moroccan Lava Clay, Laminaria Digitata Extract, Spirulina Platensis Powder, Ananas Sativus Fruit Powder, Carica Papaya Fruit Powder.

Cena: 65 zł za 120 ml.

My Magic Essence - Face Mask – Maseczka nawilżająco oczyszczająca w proszku
My Magic Essence – Face Mask – Maseczka nawilżająco oczyszczająca w proszku

Maseczka My Magic Essence i moje wrażenia:

Tak więc zabieram się za ten wpis z ostatnią porcją maseczki na twarzy. Już bardziej aktualnych wrażeń opisać się nie da.

Proszek, jak proszek, nic w nim szczególnego. Ciut zielony, pylący, w tej formie intensywnym zapachem nie grzeszący. Tym za co go uwielbiam, jest łatwość zrobienia z niego maseczki. Tu nie trzeba się spieszyć, nie trzeba od razu dodawać idealnej ilości wody. A i właśnie tylko woda wystarcza, zwykła kranówka, nie trzeba kombinować. Choć kto chętnemu zabroni, oczywiście najróżniejsze mokrości dodawałam i nie trafiłam na taką kombinację, która by mi maseczkę zepsuła. Konsystencja zawsze była w punkt, cudownie kremowa, idealna do nakładania szpatułką. Czyli taka jak lubię najbardziej.

Jaką mam skórę?

Mieszaną, z tłustą strefą T i bardziej normalnymi bokami. Wrażliwą, odwodnioną i podatną na zapychanie. To tak w największym skrócie.

Jak maseczki używałam?

Najczęściej najprościej jak się dało. Dolewałam wody, mieszałam, ewentualnie znowu dolewałam, żeby uzyskać gładką, łatwą do nałożenia masę. Maseczka zmienia swój kolor z proszku lekko zalatującego zielenią, na intensywnie, trawiasto zieloną, chyba nie ma nikogo kto by nie widział wtedy Shreka w lustrze. I na to obaj mężczyźni w moim domu zwracali zawsze uwagę. Ale przynajmniej nie mam tak, że nikt nie zobaczy, różnicy po 2h i konkretnym braku w portfelu po wizycie u fryzjera.

10 minut na twarzy i jeszcze zmywałam wilgotną masę. Około 20 minut robi się skorupka, co czuć, więc nie będziecie zaskoczone, widząc popękaną ziemię podchodząc do lustra. Jednak nie jest tak, że to boli, czy będzie jakoś szczególnie upierdliwe podczas zmywania. Gąbeczka Konjac zawsze pomoże. Oczywiście polecam, trzymać ją krócej, choć w obu wersjach krzywdy nie robi. Ale jednak w pierwszej rezultaty będą spektakularne. Natomiast jeśli macie, tak jak ja tendencję, to przesadzania z długością trzymania maseczki na twarzy, szczerze polecam nałożenie na nią mokrego płata, jak choćby skompresowane maseczki, tudzież maseczki w tabletkach. Mój ulubiony sposób na maseczki w proszku. Wtedy i do 30 minut dociągam, a i zmyć maseczkę jest łatwiej.

Po zmyciu …

Skóra jest miękka, gładka, koloryt jest wyrównany, a moja skóra jest bardzo reaktywna. Czuć chłodek, czyli nawilżenie zadowalające, nawet jak na skórę odwodnioną. Dodatkowo skóra jest pięknie przygotowana pod dalsze kroki pielęgnacji, choć po tej maseczce, serio nie muszę się wysilać i na spokojnie mogłabym ją tak zostawić. Jednak jak już mam czas na maseczkę, to dodatkowe kroki pielęgnacji po prostu kuszą bardziej.

Producenta fantazja nie poniosła, jeśli chodzi o obietnice. Ma nawilżać i to jak najbardziej potwierdzam oraz oczyszczać, co widać, choć nigdy jej jako maseczki głównie oczyszczającej nie traktowałam. A to przez ten komfort, gładkość i chłodek, czyli czysty relaks, oczyszczające jednak inne wrażenie pozostawiają. Co jednak jeszcze bardziej jest na plus tej maseczki.

Czy robi mi coś złego?

Ani razu nie zauważyłam takiej sytuacji. Zawsze byłam zadowolona, baaa zachwycona tym w jakim stanie pozostawia moją skórę. Ani razu nie zauważyłam, żeby zapychała, uczulała, czy podrażniała. Ja ją podciągam też pod oczy, może nie tak wysoko jak krem, ale zawsze, a one są u mnie niesamowicie wrażliwe. I korzyści dla skóry, która w tej okolicy jest pustynią, są odczuwalne. Żeby nie było z jakąkolwiek inną maseczką, choćby sugerującą oczyszczenie, czegoś takiego bym nie zrobiła.

Inne maski w proszku, o których pisałam:

My Magic Essence – Face Mask – Maseczka nawilżająco oczyszczająca w proszku

Podsumowując:

Co tu dużo pisać, maseczka My Magic Essence jest fenomenalna. I nawet mimo swojego gapiostwa musiałam o niej sklecić kilka słów. Póki co 3 na 3 produkty tej firmy idealnie wpasowały się w potrzeby mojej skóry. Będę do nich wracać, a kolejna wersja ich maseczki już czeka na swoją kolej.