Maseczki Lush Fresh Handmade Cosmetics

Podsumowanie mojej 2 miesięcznej przygody z 6 maseczkami Lush Fresh Handmade Cosmetics.


Czas na podsumowanie 2 miesięcy z maseczkami Lush Fresh Handmade Cosmetics. To było ciekawe doświadczenie, mimo, że zużywam dużo, jeszcze nie miałam tak mocno ograniczonego czasu zapoznanie się z produktem. Wszystko to było spowodowane krótkim terminem przydatności do zużycia. W końcu są to produkty świeżo przygotowywane, czego świadkiem była Marika z bloga Porcelanowe włosy. Niestety jednak ostatnio napisała u siebie na blogu, że postaci przedstawione na naklejkach, mają się nijak do osób rzeczywiście je przygotowujących, a szkoda.


Produkty tej firmy, mimo, że na świecie są dobrze znane, do Polski jeszcze nie dotarły. Niestety jedyny sposób na ich zdobycie, to życzliwa osoba, która je nam przywiezie lub internet.





“Lushowe opakowania pochodzą z recyklingu plastiku i można je zwrócić do sklepów Lush. Za 3 (dowolne) puste opakowania możemy wybrać dowolną maseczkę w gratisie. Lush nie testuje na zwierzętach, a produkty w dużej części oparte są na świeżych składniach. Maseczki mają krótkie terminy ważności (4 tygodnie) i należy przechowywać je w lodówce.” Fragment wpisu zapożyczony od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis.





Maseczki ułożyłam w kolejności od najgorszej do najlepszej, moim skromnym zdaniem. 



Podsumowanie mojej 2 miesięcznej przygody z 6 maseczkami Lush Fresh Handmade Cosmetics.





Co powinna robić? Łagodzić zaczerwienienia i rozdrażnienie, jednoczenie oczyszczać, nie pozbawiając skóry naturalnej bariery. Dla skóry wrażliwej.



Fajna maseczka oczyszczająca, która spełnia obietnice producenta przynajmniej w tym aspekcie. Niestety nie ukoiła mojej skóry tak jak powinna, więc czy jest rzeczywiście dla skóry wrażliwej, skoro moja wrażliwa część skóry twarzy, zareagowała na nią rozdrażnieniem? Połowa opakowania starczyła mi na 4 aplikacje, a nie wydaje mi się, abym przesadzała z ilością. W moim odczuciu nie jest niestety idealną opcją dla skóry wrażliwej, ale cała reszta powinna być z niej zadowolona. Co zaskakujące, od początku się z nią nie polubiłam. Uznałam jednak, że moja skóra ma dość tak intensywnego oczyszczania, po miesiącu z maseczkami Lush. Zrobiłam sobie przerwę, postawiłam na nawilżenie i odżywienie. Po kilku dniach wróciłam, do tego gagatka, ale znowu wrażenia były identyczne. Choć krzywdy mi nie zrobiła, a tylko zwiększyła trochę rozdrażnienie, więc nic z czym dobra pielęgnacja sobie nie poradzi, ale … Nie mam jednak ochoty na powtórkę.
Podsumowanie mojej 2 miesięcznej przygody z 6 maseczkami Lush Fresh Handmade Cosmetics.
Co powinna robić? Łagodzić i przywracać równowagę oraz oczyszczać, odżywiać i uspokajać, na koniec dając ukojoną i matową skórę. Przeznaczona jest dla skóry wrażliwej.

Fajna maseczka, jedna z ciekawszych, które miałam okazję testować. Niestety jednak u mnie obietnice producenta tylko częściowo się spełniają, głównie w temacie oczyszczenia. Wrażliwa część mojej skóry wcale już tak dobrze na nią nie reaguje. A nawet jeśli zaraz po zmyciu jest ukojona, to chwilę później przychodzi rozdrażnienie, jeśli natychmiast nie wspomogę jej dalszą pielęgnacją. Tak samo z matem, jest tak silny, że moja skóra szybko zaczyna z nim walczyć. To nie jest idealna opcja dla mojej mieszanej, ale wrażliwej skóry. Nie mam jednak ochoty na powtórkę.

Podsumowanie mojej 2 miesięcznej przygody z 6 maseczkami Lush Fresh Handmade Cosmetics.
Co powinna robić? Oczyszczać, łagodzić, odżywiać i zmiękczać.

Fajna maseczka oczyszczająco-wygładzająca, ogólnie spełnia obietnice producenta. Połowa opakowania starczyła mi na 6 aplikacji. Nie jest niestety idealną opcją dla skóry wrażliwej, ale cała reszta powinna być z niej zadowolona. Na początku byłam nią zachwycona, ale co za dużo to nie zdrowo i używanie jej dzień po dniu przy skórze wrażliwej nie jest dobrym pomysłem. Choć krzywdy mi nie zrobiła, a tylko zwiększyła trochę rozdrażnienie, więc nic z czym dobra pielęgnacja sobie nie poradzi, ale … Nie mam jednak ochoty na powtórkę.

Podsumowanie mojej 2 miesięcznej przygody z 6 maseczkami Lush Fresh Handmade Cosmetics.

Lush – Don’t look at me

Co powinna robić? Odświeżać, rozjaśniać i wyrównywać koloryt skóry.

Fajna maseczka, zwłaszcza jeśli zależy Ci głównie na wygładzeniu faktury skóry i wyrównaniu kolorytu, odświeża, natomiast nie zauważyłam u siebie, żeby jakoś szczególnie rozjaśniała. Połowa opakowania starczyła na 4 aplikacje. Skóra po zmyciu nie była zaczerwieniona czy rozdrażniona, choć niestety uczucie ściągnięcia towarzyszyło mi dosyć długo. Nie mam jednak ochoty na powtórkę.

Podsumowanie mojej 2 miesięcznej przygody z 6 maseczkami Lush Fresh Handmade Cosmetics.
Co powinna robić? Oczyszczać.

Bardzo fajna maseczka oczyszczająca. Chętnie do niej wrócę, jeśli nadarzy się okazja. Połowa opakowania starczyła mi na 6 aplikacji. Ma jeden z najprzyjemniejszych zapachów z tych 6 maseczek. Chwilę po nałożeniu lekko chłodzi, potem mrowi, a następnie skóra się rozgrzewa, osobiście nie jestem fanką ostatniego objawu, bo moja skóra po prostu nie przepada za zmianami temperatury. Ale jest to częsta reakcja mojej skóry na maseczki mocno oczyszczające. Mogłabym rozważyć ponowny zakup.
Co powinna robić maseczka Cosmetic Warrior? Oczyszczać, uspokajać, łagodzić wszelkie zaczerwienienia i wypryski.

Jako jedyna robi dokładnie to co powinna robić, czyli to co producent obiecuje. Świetnie spisuje się na mojej mieszanej, skłonnej do niedoskonałości, ale wrażliwej skórze twarzy, a to nie jest częste. No może tylko zapach nie jest cudowny, ale jestem wstanie go znieść dla działania. Pierwsze 3 razy nakładałam maseczkę dzień po dniu, nie widziałam przeciwko temu żadnych przeciwwskazań, nic złego się z moją skórą nie działo. Nie była przesuszona, czy podrażniona. Za to pięknie oczyszczona, ukojona, koloryt był wyrównany. Bardzo chętnie do niej wrócę, jak tylko nadarzy się okazja.


Podsumowując:

Mam wrażenie, że ciągle pisałam, bardzo fajna maseczka, ale to naprawdę są fajne maseczki, jednak nie do końca dla mnie. Niestety moja skóra mimo, że jest mieszana i potrzebuje porządnego oczyszczenia w strefie T, jest też wrażliwa, w okolicy nosa, czyli tego mocnego oczyszczania nie znosi zbyt dobrze. Maseczki były mocne, za mocne, ale chyba najbardziej rozczarowały mnie te dedykowane skórze wrażliwej, nie potrafiły sobie poradzić z wrażliwą okolicą mojej skóry. Dlatego też wylądowały na samym końcu zestawienia. Co zabawne, nie zniechęciły mnie do firmy, mimo, że na większość z nich nie mam już ochoty, ale na inne ich produkty oraz Cosmetic Warrior skuszę się przy najbliższej okazji. Muszę jednak dopisać, dla wytrwałych, którzy dotrwali do tego momentu, że ucieszyłam się kończąc tą serię, w końcu mogłam dać skórze odpocząć, jednak za dużo było tego oczyszczania ostatnio. A poza tym z czystym sumieniem mogę wrócić do mojego ulubionego peelingu z Apis. Pod względem oczyszczenia i tego jak cudownie gładka jest po nim moja skóra, bije wszystkie te maseczki z Lush Fresh Handmade Cosmetics. Zaskoczyłam Was?

Masz ochotę na więcej recenzji maseczek Lush, a może chcesz zobaczyć podobne zestawienie, ale opisane przez kogoś innego? Zapraszam do Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis, co poniedziałek opisywałyśmy tą samą maseczkę Lush, a dziś zrobiłyśmy podsumowanie. Sama jestem ciekawa co Agnieszka napisze, nie było konsultacji, tak więc lecę czytać, która maseczka przypadła jej do gustu najbardziej, a której będzie unikać. 




Ogromnie dziękuje Marice z bloga Porcelanowe włosy  bez której pomocy ta seria by nie powstała, bo bym dostępu do tych maseczek nie miała. Wiecie, że jej sklep ruszył? Już można zamawiać przez wiadomości na Facebooku.




Miałyście do czynienia z maseczkami Lush Fresh Handmade Cosmetics? Macie na nie ochotę? A może zupełnie Was nie korcą?

Lush – Rosy Cheeks


Lush – Catastrophe cosmetics

Lush – Love Lettuce

Lush – Mask Of Magnaminty

– okiem Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis


– moim okiem


Lush – Don’t Look At Me





Lush – Cosmetic Warrior

– okiem Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis