Maseczki Chic Chiq – A la Rose, Chocolat, De la Mer, La Noce oraz Soiree

Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.


Uwielbiam maseczki, a te wpadły mi w oko już dawno, wszystko przez Agnieszkę z bloga Kosmetyczny Fronesis, która napisała o nich tak, jakby miały być kolejnym cudem świata. Oczywiście kupiłam jeszcze pod koniec grudnia, a licząc na to, że to hit, chwyciłam też po zestawie dla Ani z Aneczka blog i Ani z Co kręci Anulę. I co? Czemu piszę o nich dopiero pół roku później?
Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.


Chic Chiq – à la Rose



Cena takiego opakowania bambusowego to 80,99 zł za 100 ml, a saszetki 8 gr są dostępne za 19,98 zł.




Obietnice producenta:


“Odmładzająca i upiększająca maseczka zawierająca płatki róży oraz olej jojoba, nadająca skórze zdrowy blask.

Już od czasów antycznych płatki róży były rozwiązaniem Kleopatry w przeciwstarzeniowej pielęgnacji skóry suchej. Róża ze swoimi odmładzającymi i odżywczymi właściwościami oraz relaksującym zapachem, w wielu kulturach, od wieków była pożądanym składnikiem w pielęgnacji urody.
Odmładzająca maseczka à la Rose jest przeznaczona dla wszystkich typów cery ze specjalnym przeznaczeniem dla skóry suchej i wrażliwej. Maseczka à la Rose w swoim składzie zawiera płatki róży Damasceńskiej, która dzięki swoim nawilżającym właściwościom balansuje Vata i Pitta doszę. Olej jojoba, bogaty w witaminę A i E, koi i nawadnia podrażnioną skórę, a trehaloza – naturalny cukier, który możemy znaleźć w roślinach, zatrzymuje nawilżenie głęboko w skórze i pomaga w redukcji pierwszych oznak starzenia się skóry.
Maseczka à la Rose pozostawi skórę delikatną i odświeżoną, podczas gdy Ty zrelaksujesz się przy delikatnym zapachu olejku różanego*.
Odpowiednia dla: Wszystkich typów cery. W szczególności korzystna dla suchej skóry.”

Skład (INCI) ze strony Iwos.pl, na stronie producenta go nie widzę:

Solum Diatomeae, Algin, Calcium Sulfate, Tetrasodium Pyrophosphate, Trisodium Phosphate,Diatomaceous Earth, Rosa Damascena Flos (Rose Petals), Lamii Albi Flos, Trehalose, Rosa Damascena Flower Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Ascorbic Acid

Moje wrażenia:

Z kremowej mąki z drobinkami, zmienia się w pastelowo, ale jednak intensywnie fioletową maź z drobinkami. Konsystencją ciut przypomina twarożek z jagodami. Zapach jest ładny, delikatny, pachnie prawdziwymi różami, tylko momentami bywa bardziej intensywny, ale jest duża szansa, że nawet tym, które róży nie kochają, nie będzie szczególnie przeszkadzał. Ja lubię różę i nie obraziłabym się, gdyby był bardziej intensywny. Po chwili od nałożenia zastyga odczuwalnie i zauważalnie. Niestety nie umiałam jej rozłożyć równomiernie, tak, żeby na twarzy nie mieć suchych i jeszcze długo wilgotnych placków. Bez wody termalnej ani rusz, a i jej trzeba sporo. Jeśli się zagapię z jej usunięciem, to pod fragmentami gdzie przeschła, zostają czerwone ślady. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Póki nie zastygnie ściąga się ją łatwo, wystarczy zetrzeć, a będzie się rolować. Nigdy nie udało mi się jej zdjąć dużymi płatami. Niestety te fragmenty, które zastygną są trudne do usunięcia, ja wybieram wodę i gąbeczkę konjac, które potrafią mieć z nią problem, a wtedy jej działanie na moją skórę szybko maleje. Po zdjęciu skóra jest gładka, jędrna, nawilżona, ukojona, przyjemnie chłodna przez dłuższy czas. Choć pod względem działania, wolę czekoladową i De la Mer.

Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.
Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.

Chic Chiq – la Noce

Cena takiego opakowania bambusowego to 80,99 zł za 100 ml, a saszetki 8 gr są dostępne za 19,98 zł.


Obietnice producenta:



Nowoczesna wersja klasycznej Indyjskiej maseczki panny młodej ze szczyptą białej kurkumy i ciecierzycą dla odżywienia i rewitalizacji skóry.




Maseczka la Noce nowoczesna wersja klasycznej Indyjskiej maseczki Haldi, używanej przed ceremonią zaślubin w Indiach. Maseczka odżywia, rozjaśnia i wyrównuje koloryt skóry jednocześnie oczyszczając i dogłębnie ją nawilżając. Maseczka la Noce w swoim składzie zawiera szczyptę białej kurkumy, która od wieków używana w Ajurwedzie, występuje głównie w Himalajskich dolinach w Indiach i jest zbierana ręcznie raz do roku w okresie monsunowym. Ciecierzyca pochłania nadmiar wydzielanego sebum bez wysuszania skóry i naruszenia jej naturalnej powłoki, usuwa delikatnie martwy naskórek i oczyszcza pory co zapobiega powstawaniu trądziku. Kwiaty nagietka wspomagają gojenie się podrażnionej skóry, walczą z oznakami starzenia, jednocześnie nawadniając skórę i pobudzając produkcję kolagenu. Specjalnie wyselekcjonowane składniki są przeznaczone do zbalansowania trzech dosz – Vata, Pitta i Kapha.





La Noce jest zalecana do aplikacji wieczorem tuż przed ważnym wydarzeniem, aby skóra stała się świeża i lśniąca.

Odpowiednia dla: Wszystkich typów cery. W szczególności dla cery mieszanej i tłustej.”


Skład (INCI) ze strony Iwos.pl, na stronie producenta go nie widzę:



Solum Diatomeae Algin, Calcium Sulfate, Tetrasodium Pyrosphate, Trisodium Phosphate, Diatomaceous Earth, Calendula Officinalis Flos, Robiniae Flos, Opuntia Ficus Indica Inula, Trehalose, Hippophae Rhamonides Oil, Ascorbic Acid, Mel (Honey) Extract, Radix Zedoariae, Magniferia India, Cicer Arietinum, Hydrolyzed Milk Protein




Moje wrażenia:


Z kremowej mąki z drobinkami, zmienia się w pastelowo, ale jednak intensywnie żółtą maź z drobinkami. Konsystencją ciut przypomina jajecznicę. Zapach jest ładny, delikatny, coś jakby polne suszone kwiaty, jednak jest też w nim coś niepokojącego, gdzieś momentalnie zalatuje mi nieświeżym obuwiem, ale to tak jakby mi coś przy okazji zaleciało, bo jak się koncentruję, to go nie czuję. Po chwili od nałożenia zastyga odczuwalnie i zauważalnie. Niestety nie umiałam jej rozłożyć równomiernie, tak, żeby na twarzy nie mieć suchych i jeszcze długo wilgotnych placków. Bez wody termalnej ani rusz, a i jej trzeba sporo. Jeśli się zagapię z jej usunięciem, to pod fragmentami gdzie przeschła, zostają czerwone ślady. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Póki nie zastygnie ściąga się ją łatwo, wystarczy zetrzeć, a będzie się rolować. Nigdy nie udało mi się jej zdjąć dużymi płatami. Niestety te fragmenty, które zastygną są trudne do usunięcia, ja wybieram wodę i gąbeczkę konjac, które potrafią mieć z nią problem, a wtedy jej działanie na moją skórę szybko maleje. Po zdjęciu skóra jest gładka, jędrna, delikatnie nawilżona, ukojona, jednak w dużo mniejszym stopniu niż inne, tak jakby była słabsza. Niby powinna być idealna dla mojej skóry, to jednak pod względem działania, wolę czekoladową i De la Mer, bo daje mi mniej niż one.

Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.

Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.

Chic Chiq – de la Mer

Cena takiego opakowania bambusowego to 80,99 zł za 100 ml, a saszetki 8 gr są dostępne za 19,98 zł.

Obietnice producenta:

“Nawilżająca i odżywcza maseczka z algami Spirulina i trawą cytrynową, która orzeźwi zmęczoną skórę.






Wykorzystaj nawilżającą i odżywczą moc morza z maseczką de la Mer. Orzeźwiająca i przeciwstarzeniowa maseczka dostarcza skórze dodatkowego odżywienia i nawodnienia, które zmęczonej cerze są bardzo potrzebne.



Maseczka de la Mer zawiera algi Spirulina bogatą w witaminę A i C – mocne antyoksydanty opóźniające proces starzenia się skóry. Przeciwzapalne właściwości Werbeny pomagają w szybszym leczeniu się ran i infekcji sprawiając, że skóra wygląda świeżo. Jęczmień pomaga zachować elastyczność skóry sprawiając, że staje się gładka i mocna.
Maseczka de la Mer jest przeznaczona do zrównoważenia dosz Vata-Pitta i Pitta-Kapha zostawiając skórę delikatną i odżywioną.
Odpowiednia dla: Wszystkich typów cery, w szczególności zmęczonej i odwodnionej skóry.”

Skład (INCI) ze strony Iwos.pl, na stronie producenta go nie widzę:

Solum Diatomeae, Algin, Calcium Sulfate, Tetrasodium Pyrophosphate, Trisodium Phosphate,Diatomaceous Earth, Inula, Plantago Lanceolata, Opuntia Ficus Indica, Urtica dioica, Hordeum Vulgare, Spirulina Platensis Powder, Chlorella Vulgaris,verbena Officinalis, Cymbopogon citrautus, Trehalose, Ascorbic Acid



Moje wrażenia:

Z kremowej mąki z drobinkami, zmienia się w pastelowo, ale jednak intensywnie zieloną maź z drobinkami. Konsystencją ciut przypomina jajecznicę. Zapach jest ładny, delikatny, długo nie mogłam skojarzyć z czym mi się kojarzy, aż wpadłam napój kaktusowy, czy z kaktusem, być może tylko z nazwy, w kartoniku, który piłam pewnie z dekadę temu. Niestety nie umiałam jej rozłożyć równomiernie, tak, żeby na twarzy nie mieć suchych i jeszcze długo wilgotnych placków. Bez wody termalnej ani rusz, a i jej trzeba sporo. Jeśli się zagapię z jej usunięciem, to pod fragmentami gdzie przeschła, zostają czerwone ślady. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Póki nie zastygnie ściąga się ją łatwo, wystarczy zetrzeć, a będzie się rolować. Nigdy nie udało mi się jej zdjąć dużymi płatami. Niestety te fragmenty, które zastygną są trudne do usunięcia, ja wybieram wodę i gąbeczkę konjac, które potrafią mieć z nią problem, a wtedy jej działanie na moją skórę szybko maleje. Jest łatwiejsza w usunięciu, niż a la Rose. Po zdjęciu skóra jest gładka, jędrna, dobrze nawilżona, ukojona, ma wyrównany koloryt. Lubię ją najbardziej, najczęściej i najchętniej właśnie po nią sięgałam, przez co właśnie zużyłam jej resztkę. Jeśli do którejś miałabym wracać to właśnie do niej.




Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.
Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer, Chocolat oraz Soiree.

Chic Chiq – Soiree

Obietnice producenta:

Kojąca maseczka do twarzy w proszku z płatkami bławatka dla orzeźwienia skory przed nocnym wyjściem. Do wszystkich typów skóry.
Sposób użycia:Wymieszaj zawartość saszetki z ciepłą wodą do uzyskania gęstej konsystencji, rozprowadź równomiernie na oczyszczoną twarz. Zostaw na około 15 minut. Delikatnie zroluj, a pozostałość zmyj wodą.

Skład (INCI):

Solum Diatomeae, Algin, Calcium Sulfate, Tetrasodium Pyrophosphate, Trisodium Phosphate, Diatomaceous Earth, Centaurea Cyanus (Cornflower) Petals, Lamii Albi Flos, Malva Sylvestris (Mallow) Petals, Trehalose, Ascorbic Acid.

Moje wrażenia:

Najnowsza ich maska, której odsypkę dostałam od Agnieszki z bloga Kosmetyczny Fronesis. Od kiedy znalazłam na nie sposób, czyli maski w tabletce, nie mam za bardzo na co narzekać. Przyjemny zapach, ładny niebieskawy kolor. Skóra po jest bardziej jędrna i nawilżona, ale nie jest to spektakularny efekt. Jest lepsza, niż najsłabsza z nich la Noce, ale dużo gorsza niż najlepsza z nich De la Mer.
Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer, Chocolat oraz Soiree.
Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.

Chic Chiq – Chocolat

Cena opakowania bambusowego to 80,99 zł za 100 ml, a takie saszetki 8 gr są dostępne za 19,98 zł.

Obietnice producenta:

“Oczyszczająca maseczka do twarzy w proszku z prawdziwą czekoladą, glinką fulerską oraz szczyptą lukrecji dla wyrównania kolorytu skóry i zwalczenia niedoskonałości.






Maseczka Chocolat składa się z czekolady zawierającej 70% prawdziwego kakao. Ciemna czekolada jest silnym antyoksydantem, która chroni skórę przed wolnymi


rodnikami, oczyszcza oraz pomaga w redukcji przebarwień na skórze. Glinka fulerska (multani mitti) od czasów antycznych wykorzystywana w Indiach do dogłębnego oczyszczania nie tylko skóry, ale także i włosów. Korzeń lukrecji jest naturalnym

rozwiązaniem w walce z przebarwieniami skóry spowodowanymi trądzikiem lub nadmiernym wystawianiem skóry na słońce.

Maseczka Chocolat jest przeznaczona w szczególności dla zrównoważenia skóry typu Kapha dosza oraz dla tych którzy uwielbiają nieziemski zapach czekolady.”

Skład (INCI):

Solum Diatomeae, Algin, Calcium Sulfate, Tetrasodium Pyrophosphate, Trisodium Phosphate, Diatomaceous Earth, Solum Fullonum, Symphytum Officinale, Robiniae Flos, Daucus Carota (Carrot) Seed, Lamii Albi Flos, Inula,Theoborma Cacao (Cocoa) Seed Powder, Trehalose, Ascorbic Acid.
Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.

Moje wrażenia:

Ciut inna formuła, niż wcześniejsze wersje. Łatwiej łączy się z wodą, jest bardziej zwarta, nie tak mocno grudkowa. Z kremowej mąki z drobinkami, zmienia się w kremowo-brązową maź z drobinkami. Zapach jest specyficzny, na targach kosmetyków naturalnych zauważyłam, że wszyscy zachwalają taki zapach jako czekoladowy. Moim zdaniem koło czekolady nie leżał, już bardziej jak kukułki, czyli nie jest źle, ale mnie nie zachwyca. Po chwili od nałożenia zastyga odczuwalnie i zauważalnie. Niestety nie umiałam jej rozłożyć równomiernie, tak, żeby na twarzy nie mieć suchych i jeszcze długo wilgotnych placków. Bez wody termalnej ani rusz. Jeśli się zagapię z jej zdjęciem, to pod fragmentami gdzie przeschła, zostają czerwone ślady. Nie uczula, nie podrażnia, nie zapycha. Póki nie zastygnie ściąga się ją łatwo, wystarczy zetrzeć, a będzie się rolować. Niestety te fragmenty, które zastygną są trudne do usunięcia, ja wybieram wodę i gąbeczkę konjac. Po zdjęciu skóra jest gładka, jędrna, nawilżona, ukojona, przyjemnie chłodna przez dłuższy czas, w dużym stopniu oczyszczona, a pory są ściągnięte. Taka saszetka starczyła mi na 2 razy.

Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.

Podsumowując:

 Wszystkie po chwili od nałożenia zastygają odczuwalnie i zauważalnie. Niestety nie umiałam rozłożyć ich równomiernie, tak, żeby na twarzy nie mieć jednocześnie suchych i jeszcze długo wilgotnych placków. Bez wody termalnej ani rusz, trzeba sporo i nie do końca zdaje egzamin. Jeśli się zagapię z ich usunięciem, to pod fragmentami gdzie przeschła, a czasami i wokół, zostają czerwone, swędzące ślady. Nie uczulają, nie podrażniają, nie zapychają. Póki nie zastygnie ściąga się ją łatwo, wystarczy zetrzeć, a będą się rolować. Nigdy nie udało mi się jej zdjąć dużymi płatami. Niestety te fragmenty, które zastygną są trudne do usunięcia, ja wybieram wodę i gąbeczkę konjac, które potrafią mieć z nią problem, a wtedy jej działanie na moją skórę szybko maleje. Jednak jeśli uda mi się zabezpieczyć granicę maseczki olejem, nie dosyć, że nagle problem z zastyganiem, nie jest tak dotkliwy, to jeszcze zdjęcie jej będzie ułatwione. Opakowania bambusowe są śliczne, ale niestety irytuje mnie opór jaki stawiają przy zamykaniu. Zapachy ogólnie są raczej przyjemne. Używam ich od dawna, ale trudno mi było cokolwiek szczególnego o nich napisać. Są poprawne. Nie ma w nich nic szczególnego, nic innowacyjnego pod względem działania na moją skórę, czy ułatwiającego, uprzyjemniającego używanie. Najbardziej polubiłam się z de la Mer, do niej mogłabym wrócić, ale czy tak będzie, jeszcze nie wiem, może jak zatęsknię. Na razie nie planuję ponownego zakupu. Jednak jeśli coś nowego wypuszczą to pewnie się skuszę, bo ostatecznie nie są to najgorsze maseczki jakie miałam. Jeśli Cię korci, to zniechęcać nie będę, ale szczerze polecam skorzystanie z możliwości zamówienia ich w mniejszej pojemności.


Moje wrażenia na temat maseczek Chic Chiq, czyli A la Rose, La Noce, De la Mer oraz Chocolat.