Martyna Raduchowska – Szamanka od umarlaków

Moje wrażenia z lektury książki Martyny Raduchowskiej,  Szamanka od umarlaków.
Cały czas marudzę, że nie mam weny do czytania. Nie idzie mi i już, a jednocześnie ciągnie mnie do książek. Chyba po prostu nie trafiam swoimi wyborami w nastrój. Zrobiłam porządki na regałach, gdzie już dosłownie nic nie wcisnę i wykopałam takiego gagatka. Widziałam, że już 2 tom został wydany, więc może nie będzie tak źle. Znacie ją?

Moje wrażenia z lektury książki Martyny Raduchowskiej,  Szamanka od umarlaków.


“Niczego nie potrafię, niczego nie wiem. Medium ze mnie żadne, szamanka beznadziejna, teraz podobno jestem współpracownikiem wydziału, ale nie mam pojęcia, z czym to się je, i słowo daję, czuję się jak Neo świeżo odłączony od Matrixa. Demony, opętania, piekło w lustrze, czarna magia, egzorcyzmy, rytuały oczyszczające, pieczęcie jakieś … mówię ci, to nie dla mnie.”

Moje wrażenia z lektury książki Martyny Raduchowskiej,  Szamanka od umarlaków.


Przyciągnęła mnie od pierwszych stron. Napisana lekko, łatwo i przyjemnie. Równie dobrze mogłaby być napisana przez poczytnego zagranicznego autora. Jedyne co mi przypominało o tym, że to jednak rodzimy twór, to imiona, choćby głównej bohaterki, Ida Brzezińska, tudzież miejsce akcji, Wrocław. Dodatkowe skojarzenie jakie miałam podczas czytania, to takie, że bardzo przypomina mi książki Marty Kisiel, które uwielbiam choćby za humor. Bardzo polubiłam prześladowaną przez pecha Idę i jej ciotkę Teklę, której dusza czeka z przejściem na drugą stronę, do momentu skończenia przez Idę szkolenia. Ale i ekipa WON zapowiada się nader dobrze. Już się cieszę, że kolejny tom już jest dostępny, bo przy najbliższej okazji się w niego zaopatrzę. Jeśli tematyka wpasowuje się w Twoje klimaty, to szczerze polecam. Chyba odnalazłam kolejną polską autorkę, po której wszystkie książki będę sięgać. 

Moje wrażenia z lektury książki Martyny Raduchowskiej,  Szamanka od umarlaków.