Martyna Raduchowska – Fałszywy Pieśniarz

Martyna Raduchowska – Fałszywy Pieśniarz
Martyna Raduchowska – Fałszywy Pieśniarz

Nie jestem wielką fanką ów. Niby to łatwa i szybka forma, a jednak łatwiej mi się czyta , łatwiej mi się skupić na słowie pisanym, niż mówionym. bywa przyjemny, ale im dłużej słucham, tym łatwiej uciekam myślami gdzie indziej. Tak jest za każdym razem, nawet jak książka jest dobra, wciągająca.

Nota Fałszywego pieśniarza ze strony Wydawnictwa Uroboros:

Ekipa śledcza Wydziału Opętań i Nawiedzeń wkracza do ogrodu Kusiciela, aby odkryć ostatni element układanki. Ekshumacja zwłok nieznanego mężczyzny daje początek serii tragicznych wydarzeń. We Wrocławiu dochodzi do przerażających samobójstw, mroczna przeszłość Kruchego powraca, by upomnieć się o jego duszę, Ida zaś przekonuje się, że dar szamanki od umarlaków w niepowołanych rękach grozi katastrofą, a życzenia potrafią być niebezpieczne szczególnie wtedy, gdy się spełniają…

Inne Martyny Raduchowskiej, o których pisałam:

Moje wrażenia:

Z Biblioteką Akustyczną, już miałam do czynienia i bardzo podobał mi się dobór lektorów. Jednak tym razem zupełnie nie mogłam dogadać się z lektorem, a Fałszywego Pieśniarza, czyta Ewa Abart. Która też czytała Demona Luster. Już wtedy mnie drażniła, ale miałam książkę, więc po pierwszej próbie przerzuciłam się na papie i przy nim zostałam.

Jednak Fałszywego Pieśniarza nie kupiłam sobie w wersji papierowej, przed tym całym obecnym zamieszaniem. A skoro Empik udostępnił swoje zasoby Premium w aplikacji Empik Go, to zamiast czekać na spokojniejszy czas, mogę skończyć tą trylogię już. I jakoś zupełnie nie brałam pod uwagę, że głos Pani lektor będzie mi tak bardzo przeszkadzał. Zwłaszcza, kiedy odczytywała role męskie. Kruchy w jej wydaniu za każdym razem zwracał moją uwagę, nawet jak odpłynęłam, niestety negatywnie. A przez to moje odpływanie przesłuchałam a 2 razy i za drugim razem słuchało mi się jeszcze gorzej. Ale dość o tym, w końcu, to nie każdemu musi przeszkadzać.

A co z Fałszywym Pieśniarzem?

Martyna Raduchowska i tym razem dała radę. Szamanka od umarlaków była jej debiutem, a i tak mnie zachwyciła. Demon Luster był jeszcze lepszy, bardziej rozbudowany, bardziej dopracowany, dla mnie bomba. Co jednak wcale nie jest takie oczywiste, w końcu ile kontynuacji możecie wymienić, które są lepsze od pierwszej części? Co prawda 3 tom, przynajmniej z moich obserwacji, bywa lepszy, niż 2, ale też nie daje rady pobić pierwszego. A tymczasem Martyna Raduchowska cały czas pnie się w górę i kolejne części są lepsze od poprzednich.

Przyciągnęła mnie od pierwszych stron. Napisana lekko, łatwo i przyjemnie. Równie dobrze mogłaby być napisana przez poczytnego zagranicznego autora. Jedyne co mi przypominało o tym, że to jednak rodzimy twór, to imiona, choćby głównej bohaterki, Ida Brzezińska, tudzież miejsce akcji, Wrocław. Dodatkowe skojarzenie jakie miałam podczas czytania, to takie, że bardzo przypomina mi książki Marty Kisiel, które uwielbiam choćby za humor. Bardzo polubiłam prześladowaną przez pecha Idę, choć brakowało mi jego wcielenia z Demona luster. Ciotka Tekla nadal mnie bawi i muszę przyznać, że z przyjemnością przeczytałabym jej historię, zanim pojawiła się Ida. WON działa jak każda duża struktura i pasuje mi tu idealnie do tego co widzę w zagranicznych serialach, jeśli chodzi o organy ścigania.

Sama historia, to kontynuacja wydarzeń z poprzednich tomów, a nie kolejne historie, z tymi samymi bohaterami. Może i dałoby się wciągnąć w dowolnym tomie, ale jednak polecam sięgnąć najpierw po Szamankę od umarlaków.

Jeśli wpasowuje się w Twoje klimaty, to szczerze polecam Martynę Raduchowską. Dla mnie to przednia rozrywka.

Martyna Raduchowska
Martyna Raduchowska

Inne i, o których pisałam: