Marta Kisiel – Nagle trup

Marta Kisiel - Nagle trup
Marta Kisiel – Nagle trup

Książki Marty Kisiel znam od dawna. Pierwszą, którą przeczytałam była Nomen Omen. Spodobała mi się tak, że kupiłam kolejne, ale utknęły gdzieś w czeluściach regałów. Więc nadal nie wszystkie przeczytałam. Oczywiście, jak tylko zobaczyłam najnowszą „Nagle trup”, musiałam ją mieć. Jednak szybko pojawiła się na Storytel, więc dostęp miałam szybciej, niż książka by mi do paczkomatu dotarła. Oczywiście przesłuchałam ją zaraz po premierze, ale zabrakło czasu, na sklecenie paru zdań.

Inne książki Marty Kisiel, o których pisałam:

Nota ze strony Wydawnictwa Mięta:

Kiedy spłoszony praktykant znajduje w toalecie świeże zwłoki redaktora współpracującego, w wydawnictwie JaMas nie robi to na nikim większego wrażenia. Ojca dyrektora zajmują głównie ciasteczka, dział redakcji walczy z rękopisem grozy, kierowniczka chce dotrwać do zasłużonej emerytury, a nowy szef promocji (bez handlu) doprowadza wszystkich na skraj apopleksji, usiłując wykreować bestseller momentalny. W tych oto warunkach dwaj zdezorientowani policjanci próbują dojść, kto wykończył Pawła Chojnowskiego. I to możliwie szybko, gdyż w kark dyszy im autorka wspomnianego bestsellera oraz była komendantka policji w jednej imponującej osobie. Bo mało co tak psuje kobiecie premierę jak męski trup na sedesie. Wszyscy są zgodni wyłącznie co do jednego. To nie ma sensu…

Inne komedie kryminalne, o których pisałam:

Nagle trup i moje wrażenia:

Bawiłam się przednio od pierwszych stron. Lubię styl Marty Kisiel, więc nic w tym dziwnego. Trup w toalecie wydawnictwa, niezłym pomysłem na książkę jest. Zwłaszcza, okraszona wieloma, kąśliwymi uwagami w stosunku do własnego środowiska.

To pozycja, którą autorka pokazała swój kunszt pisarski. Chyba nie było strony, z której takie wrażenie by nie było. Ewidentne szpile w stosunku do wszystkich, tylko to jeszcze podkreślały. Nawet nazywając bohaterów wykorzystała każdą sytuację, zaczynając od policjantów Pozgonnego i Mogiły … Jucha.

Jednak, tyle tej zabawy, że po przesłuchaniu nie pamiętałam, kto zabił? Więc odpaliłam ponownie, w końcu, jak można skończyć książkę i tego nie zarejestrować. Za drugim razem usłyszałam więcej, ale znowu skupiałam się na wszystkim, poza śledztwem. I to w sumie jedyny mój zarzut do książki.

Nie jest to może pozycja dla dzieci, ale też nie podchodziłabym do niej strasznie restrykcyjnie, jeśli chodzi o to czy usłyszą jakieś jej fragmenty.

Lubię jak autorzy kombinują z innymi gatunkami, ale jednak większe wrażenie zrobił na mnie Nomen Omen. A może czas na powrót do niego …