Marion – Zwierzaczkowe kremy do rąk

Marion - Zwierzaczkowe kremy do rąk
Marion – Zwierzaczkowe kremy do rąk

Nie lubię kremów do rąk! Mało ich używam, zazwyczaj dopiero desperacja może mnie pchnąć w ich stronę. Choć postanowienie poprawy, zawsze się we mnie tli, przy każdym nowym kremie. Tym razem na spotkaniu blogerek w Gdyni, trafiła do mnie cała seria, takich oto słodziaków. Musiałam spróbować, choć nie liczyłam na wiele.

Marion - Odżywczy krem do rąk
Marion – Odżywczy krem do rąk

Odżywczy krem do rąk

Od niego zaczęłam, przez kokosa, którego fanką w kosmetykach nie jestem. Uznałam, że szybko wyeliminuję jednego gagatka. Błąd. Nie czuję w nim kokosa, a coś super delikatnego i słodkiego. Daje się rozprowadzić idealnie, po prostu sunie po skórze. Czyli tłusty i lepki będzie. Znowu błąd. Lepkości brak, tłustość jest minimalna i to co trafia na wewnętrzną stronę dłoni, rozsmarowuję na przedramiona. To co zostaje na wierzchu dłoni wchłania się praktycznie całkowicie, może nie do matu, a do satyny. Nie czuć lepkości, nie czuć tłustości, nie drażni mnie nic, ale czuję, że jakaś delikatna powłoczka jest. Na szczęście taka, która nie przeszkadza mi choćby w pisaniu na laptopie. Co właśnie robię.

A czy działa?

Działa, różnicę widać od razu, skóra jest gładsza, ładniejsza, moje suche skórki nie rzucają się tak w oczy. Ale nie jest to tylko działanie doraźne, bo następnego dnia, w ciągu dnia, powiedzmy, że dobę później, nadal czuję różnicę. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Co więcej mojej mamie też przypadł do gustu od 1 użycia.

Marion - Odżywczy krem do rąk
Marion – Odżywczy krem do rąk
Marion - Nawilżający krem do rąk
Marion – Nawilżający krem do rąk

Nawilżający krem do rąk

Pachnie przyjemnie, lekko słodko, ale nie umiem go sklasyfikować. Na szczęście delikatnie, więc poza momentem nałożenia, nie zwraca mojej uwagi, co zawsze jest na plus.

Lekki, łatwo daje się rozprowadzić, z dobrym poślizgiem, co jednak odznacza, że nadmiar z wnętrza dłoni wcieram w przedramiona, żeby mnie to nie irytowało. Pozostawia delikatną powłoczkę, ale nie jest przy tym tłusty, czy lepki.

Nawet po umyciu rąk, czuję jakąś jego pozostałość, a raczej nie jestem z tych co je tylko ochlapują.

Zaniosłam go do pracy i tu głównie używam, bo w domu prawie o kremach do rąk zapominam. I fajnie mi się tu spisuje, jako taki zwykły, poprawny krem do rąk. Nie robi wiele, ale też nie zatłuści mi klawiatury, tudzież nie wymaga 30 minut, żeby się wchłonąć. Lubię go.

A moje skórki zdecydowanie zyskują na jego codziennym używaniu.

Marion - Nawilżający krem do rąk
Marion – Nawilżający krem do rąk
Naprawczy krem do rąk
Naprawczy krem do rąk

Naprawczy krem do rąk

Dosyć lekka konsystencja. Ładnie pachnie, delikatnie, słodkawo, ale nie wiem czym. Bezproblemowy podczas rozprowadzania, ładnie się wchłania. Pozostawia powłoczkę, ale nie jest ona, ani tłusta, ani lepka. Zaraz po nałożeniu można dalej klepać w klawiaturę. Więc świetnie mi się spisuje w pracy.Opakowanie jest proste, urocze, bezproblemowe.

A co z działaniem?

Nałożony na suche łokcie, poza tym, że momentalnie je zabezpiecza i wygładza, zmiękcza, dając ulgę. To jeszcze kilka dni później czuję różnicę w jakości, gładkości skóry w tym miejscu. Muszę przyznać, że mnie tym zaskoczył, bo to nie jest łatwe miejsce do ogarnięcia.

Jeśli chodzi o dłonie, to skóra jest gładsza, skórki nie są tak mocno przesuszone jak zawsze. Czuć komfort i nawilżenie. Po prostu zadbane dłonie. A ja nie używam go często, 1-2 razy dziennie to taki mój max, choć krem mam cały czas na widoku.

Naprawczy krem do rąk
Naprawczy krem do rąk
Ochronny krem do rąk
Ochronny krem do rąk

Ochronny krem do rąk

Konsystencję ma niemal identyczną, jak pozostałe. Zapach najmniej mi się podoba, ale jednocześnie nie jest na tyle intensywny, żeby mi przeszkadzał, czy mnie drażnił. Krem dosłownie robi, jakby silikonową powłoczkę na dłoniach. Wygładza cudownie, brak jakichkolwiek szorstkości. O dziwo, przy tym wszystkim w miarę się wchłania.

Choć z wyciągnięciem klawiatury spod biurka w kilka sekund będzie problem. Ale po kilku minutach już jest znośnie. Jednak powłoczka nie znika. A to mnie drażni. Co dobrze mu wróży na mrozy, ale jako krem do biura to już nie do końca moja bajka.

Łokcie ogarnia cudnie, w końcu nie mam na nich papieru ściernego. Efekt utrzymuje się nawet kilka dni, ale weźcie pod uwagę, że ja nie jestem fanką mazideł do ciała. Więc łokcie cieszą się z tego co im dam.

Przyjemny, ale lubię go najmniej z tego zestawienia, co jednak może ulec diametralnej zmianie zimą.

Ochronny krem do rąk
Ochronny krem do rąk

Podsumowując:

Bardzo fajne kremy do rąk. Aż sama nie wierzę, że to piszę. Czy ja już podkreślałam, jak bardzo nie lubię kremów do rąk? Do tych mogłabym spokojnie wracać. A czy wrócę? Czas pokaże, mam jednak nadzieję, że ta seria zostanie na dłużej.