Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda – Cymanowski Chłód

Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda – Cymanowski Chłód
i Stefan Darda – Cymanowski Chłód

Cymanowski chłód to kontynuacja Cymanowskiego młyna, czyli efekt współpracy Magdaleny Witkiewicz i Stefana Dardy. Lubię Magdaleny Witkiewicz, ta jest 16, którą przeczytałam. Natomiast jeśli chodzi o Stefana Dardę, to ta jest 3 jego książką, przy czym 2 to współprace, więc tak naprawdę z jego książek przeczytałam tylko Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót. Czy potencjał Cymanowskiego młyna został wykorzystany?

Inne książki Magdaleny Witkiewicz, które czytałam:

i Stefan Darda – Cymanowski Chłód

Nota ze strony Wydawnictwa Filia:

Końcówka 2018 roku. Pensjonat prowadzony przez Jerzego Zawiślaka i jego wybrankę przygotowuje się do zimowego sezonu, który powinien dać trochę wytchnienia i pozwolić na spokojne przygotowanie ich ślubu. Okoliczne lasy zastygają w mroźnym letargu, jezioro skuwa lód, ziemia jest skryta pod śnieżnym całunem. Ale chłód panuje tylko na zewnątrz. Niektórzy mieszkańcy i goście pensjonatu „Cymanowski Młyn” skrywają sekrety, które miały nigdy nie wyjść na jaw, a które z każdą chwilą są coraz bliżej odkrycia…

Kim tak naprawdę jest Anna? Kogo obawia się Kostuch? Czy Formellowie dotrzymają złożonej przez Jakuba obietnicy? I w jaki sposób dziecku Moniki i Macieja może zagrozić tajemnica starego naszyjnika z szafirem?

Mistrzowskie połączenie powieści obyczajowej i thrillera intryguje nieprzewidywalną fabułą i porywa brawurowymi zwrotami akcji w kontynuacji bestsellerowej powieści “Cymanowski Młyn”!

Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda – Cymanowski Chłód
i Stefan Darda – Cymanowski Chłód

Cymanowski chłód i moje wrażenia:

Niezwykle lekkie pióro, które sprawia, że strony uciekają. Jednak historia zupełnie mnie nie porwała. O ile Cymanowski Młyn miał ogromny potencjał i mimo, że nie był ideałem, to sprawiał, że chciałam więcej. I na Cymanowski chłód czekałam niecierpliwie i oczekiwałam po nim wiele. Jego premiera zbiegła się jakoś z imieninami mojej mamy, więc to dla niej kupiłam książkę, bo już ją zaraziłam książkami Magdaleny. U mnie wylądowała późno, ale też ciągle nie składało się, żebym się za nią zabrała. A i na okres bardzo specyficzny w moim życiu trafiła, co wcale nie pomogło mi w jej odbiorze. Czytałam ją ekstremalnie długo, z doskoku, kiedy miałam wenę, którą miewałam ją rzadko. Końcówkę już tylko na KTG.

Nie podobało mi się w niej nic. Nie było niczego co by mnie przyciągnęło. Wszystkie kule nawet w płot nie trafiały. Postacie były nijakie i to każda z nich. Lalki nie zostały wykorzystane, ledwie się pojawiły i znowu nic. Pomarlisko zupełnie nie wykorzystane, a tu liczyłam choćby na przemarsz dusz. Porwania, morderstwa, napad … eee mało to wszystko ekscytujące było. Nawet na ten Cymanowski chłód liczyłam, że on cokolwiek wniesie.

Co tu dużo pisać, liczyłam na jakiś dreszczyk. Jakikolwiek, z którejkolwiek strony, byłam gotowa przyjąć wszystko. Nie znalazłam nic. W sumie nawet ciężko mi powiedzieć komu mogłaby się spodobać, bo to ni typowa obyczajówka, ani dobry thriller. Nie jest też mistrzowskim połączeniem obu. Nijakość to chyba najlepsze określenie. Co więcej, nie widzę tu potencjału i szczerze mówiąc mam nadzieję, że ciągu dalszego już nie będzie.

Nie obrażam się jednak na Magdaleny Witkiewicz, mam jeszcze sporo zaległości w jej twórczości. Co więcej, ostatnio widziałam zapowiedź jej najnowszej Wizjer, która będzie miała premierę 16.06, więc dosłownie 2 dni po moich urodzinach. Będzie moja. Ale tej polecić nie mogę.