Le Cafe de Beaute – Cafe Mimi – Keratynowa maska do włosów

Le Cafe de Beaute – Cafe Mimi - Keratynowa maska do włosów
Le Cafe de Beaute – Cafe Mimi – Keratynowa maska do włosów

Kolejna maska Cafe Mimi, którą chciałam spróbować po własnych zachwytach nad żółtą, ekspresową. W końcu skoro trafiłam z pierwszą to i może potencjał wśród nich jest większy. Druga, różowa, potrójne działanie już taka zachwycająca nie była. A co z tą trzecią?

Książka ze zdjęcia to Lily Graham – Dziecko z Auschwitz.

Inne odżywki Le Cafe de Beaute – Cafe Mimi, których używałam:

Le Cafe de Beaute – Cafe Mimi - Keratynowa maska do włosów
Le Cafe de Beaute – Cafe Mimi – Keratynowa maska do włosów

Obietnice Cafe Mimi ze strony Na piękne włosy:

CAFE MIMI keratynowa maska do włosów Odbudowa i Gładkość została stworzona na bazie keratyny, przywracającej nawet bardzo zniszczonym włosom życiową siłę.

Zawarty w recepturze olej z amli indyjskiej tonizuje włosy, wzmacnia ich blask, działa kondycjonująco. Ekstrakt oczaru wirginijskiego nawilża, idealnie wygładza włosy. Maska przeznaczona dla tych, którzy poddają włosy częstym zabiegom fryzjerskim.

Wygodne opakowanie, wykonane z łatwo degradowalnego materiału, pozwala wykorzystać produkt w 100%.

Skład (INCI):

Aqua, Emblica Officinalis (Amla) Oil (olej amli indyjskiej), Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Hydrolyzed Keratin (keratyna), Hamamelis Virginiana (Hamamelis) Leaf Extract (ekstrakt oczaru wirginijskiego), Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Hydroxyethylcellulose (z celulozy), Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin , Perfume, Behentrimonium Methosulfate, Quaternium-87, Citric Acid.

Cena: 10,00 zł za 100 ml, choć widziałam też w sieci niemal o połowę taniej.

Le Cafe de Beaute – Cafe Mimi - Keratynowa maska do włosów
Le Cafe de Beaute – Cafe Mimi – Keratynowa maska do włosów

Keratynowa Cafe Mimi i moje wrażenia:

Nie jestem włosomaniaczką! Jakiś czas temu uznałam, że może warto by spróbować porad, tych bardziej zwracających uwagę, na pielęgnację włosów i skóry głowy. Z tego co udało mi się już zauważyć, moje włosy nie potrzebują szczególnie protein, jak użyję ich raz w tygodniu, to zazwyczaj w zupełności mi wystarcza.

Odżywki proteinowe, o których pisałam:

Pachnie dziwnie, na szczęście podczas używania tego nie czuję i po jej zmyciu na włosach również. Dosyć gęsta, ale zupełnie nie przeszkadza mi to w jej wydobyciu z opakowania, tudzież w nałożeniu na włosy. Choć taka konsystencja często zwiastuje nie najlepszą reakcję moich włosów. I znowu trochę się to pokryło z moimi obserwacjami, a specjalnie ją wczesywałam, żeby nie było, że nie dotarła wszędzie.

Po zmyciu za każdym razem, żeby włosy rozczesać, musiałam użyć odżywki bez spłukiwania. Ale to nie jest coś co mnie odstrasza, zwłaszcza, że moje włosy niestety mocno się plączą. Przetrzymywanie jej na włosach nic nie zmienia w moich wrażeniach, więc spędzała na nich tyle czasu ile ja pod prysznicem, czyli zazwyczaj poniżej 10 minut.

Nie zauważyłam, żeby robiła mi coś złego, a skórę mam bardzo wrażliwą. Choć oczywiście starłam się nie nakładać jej na skórę głowy, ale przy krótkich cienkich włosach, nie jest to do końca możliwe.

No dobra, a co robi?

Włosy po niej są mocniej odbite od nasady, mają większą objętość, która otrzymuje się, nawet przy mojej mocno przetłuszczającej się skórze głowy, przez większość dnia. Co u mnie niestety wcale nie jest normalne. Niestety nie mogę jej używać często, mimo, że efekty bardzo mi się podobają. Bo po kolejnym z rzędu jej użyciu, włosy się puszą, są suche i sianowate. Jednak ten raz w tygodniu jest w sam raz, bo resetuje moje włosy, które lubią emolienty, ale potrafię z nimi przesadzić. Bardzo wydajna.

Podsumowując:

Fajna, skuteczna maska proteinowa. Jednak ja już znalazłam odżywkę tego typu, która lepiej się sprawdza na moich włosach. Więc do tej nie mam już zamiaru wracać, w końcu jeszcze tyle innych czeka na spróbowanie. Jednak nie mogę napisać, żeby nie była godna uwagi, bo działa. Nadal podtrzymuję moje uwielbienie co do żółtej maski Cafe Mimi i to ją mogę Wam polecić.