Katarzyna Berenika Miszczuk – Kwiat Paproci – Jaga

Katarzyna Berenika Miszczuk – Kwiat Paproci – Jaga
– Kwiat Paproci – Jaga

Jaga to moja ulubiona postać cyklu Kwiat Paproci Katarzyny Bereniki Miszczuk. Już po pierwszym tomie miałam ochotę poznać Jagę bliżej, a zanim skończyłam czytać czwarty tom, została wydana i zaraz ją kupiłam. Jednak sporo czasu od tego momentu upłynęło, jak zwykle u mnie.

Książki Katarzyny Bereniki Miszczuk, które do tej pory przeczytałam, należą tylko do cyklu Kwiat Paproci:

– Kwiat Paproci – Jaga

Nota ze strony Wydawnictwa W.A.B:

Prequel bestsellerowej serii Kwiat paproci Katarzyny Bereniki Miszczuk.

To powieść dla wszystkich tych, którzy swoje serca zostawili w Bielinach – podobnie jak pewne dwie młode adeptki sztuki uzdrawiania… Szeptuchy powracają!

Gdy pewna świeżo upieczona szeptucha pojawia się w Bielinach, nie podejrzewa nawet, z czym przyjdzie się jej zmierzyć. Bogowie, żebyż byli to tylko niezbyt przyjemni miejscowi! Na nich wystarczyłby mały uroczek. Ale nie! Świętokrzyskie miasteczko upodobały sobie śmiertelnie niebezpieczne demony. W dodatku dziewczyna może liczyć jedynie na siebie, bo przecież nie na niezbyt rozgarniętego młodego żercę czy pewnego ognistego boga… Bynajmniej nie chodzi tu o Gosię. Czas, byście poznali bliżej młodą Jarogniewę.

– Kwiat Paproci – Jaga

Jaga i moje wrażenia:

Lubię cykl Kwiat Paproci, nawet jak marudzę nie bez powodu sięgam po kolejny tom. wymyśliła świat, który do mnie przemawia, który mnie przyciąga. A Babę Jagę lubiłam najbardziej ze wszystkich postaci. Więc i od tej części oczekiwałam najwięcej.

I jakież było moje rozczarowanie, gdy nie dostałam tej temperamentnej Jarogniewy. Jakaś taka nijaka była. No dobra, przynajmniej nie irytowała mnie tak jak Gosia. Dopiero rozkręcała się, w końcu to jej pierwsze miesiące w Bielinach. Czyżby miały pojawić się kolejne tomy? Oczekiwałam jednak większego wglądu w życie tej postaci. A tu poza uporem i dużą dawką szczęścia, niewiele tak naprawdę pokazała.

Poza tym, przez większość książki miałam wrażenie, że to wszystko już było. Już to czytałam. Bohaterowie z poprzednich części, tudzież przyszłych wydarzeń. Perypetie bardzo mocno przypominające te, które spotkają później jej praktykantkę. Jak najbardziej rozumiem potrzebę połączenia tego wszystkiego w całość. Jednak nie mogłam się pozbyć wrażenia, ale to już było …

Jasne, historyjki rodzinne, artefakty, bies i w sumie sama końcówka nawet jakiś powiew szansy na coś więcej wnosiła. Ale to poniżej 20% książki. Czepiam się? Być może, ale czuję niedosyt i rozczarowanie. Liczyłam na prawdziwego kopa, który rozwali system. A tu w najlepszym wypadku przyjemne czytadełko dla fanów cyklu pojawiło się.

Dobrze mi się ją czytało. Połknęłam ją szybko, jednak im bliżej byłam końca, tym dosadniej odczuwałam, stracony potencjał. Nie żałuję, że ją przeczytałam, nie czuję, żebym straciła czas. Jednak nie dostałam tego na co liczyłam. Szkoda.